Co łączy Stocznię z Wisłą?

Spektakularny upadek.

W najwyższych klasach rozgrywkowych dwóch najpopularniejszych dyscyplin sportowych w Polsce.

Stocznia Szczecin miała brylować w PlusLidze. Naszpikowana gwiazdami na czele z MVP Mistrzostw Świata 2018 Bartoszem Kurkiem miała być postrachem gigantów. Problemy organizacyjne ujawniły się już podczas pierwszego meczu z Treflem Sopot, kiedy to na wiele godzin zgasło światło w szczecińskiej hali Netto Arena. Świadkami zdarzenia byli jedni z najlepszych graczy świata (Kurek, Kazijski, Nowakowki, Żygadło) i komplet widzów (hala mieści ich ponad 5 tys.). Potem było już tylko gorzej. Klub nie wywiązywał się ze swoich obietnic finansowych, obarczając za zaistniałą sytuację sponsora generalnego. W oświadczeniu Zarząd Stoczni w Szczecinie informował, iż zaangażowanie w klub „miało być symboliczne”. Siatkarze otrzymali po jednej pensji i to byłoby na tyle. Ci najlepsi – gwiazdy światowego formatu – widząc co się święci rozwiązali kontrakty i opuścili tonący statek. Doszło do kuriozum. Na kolejny, jutrzejszy mecz nie uzbiera się wymagana „szóstka” graczy, gdyż tych zostało tylko pięciu. Cała ta sytuacja pokazuje, że chęć zbudowania dobrego zespołu musi być poparta podstawową wiedzą z zakresu zarządzania i finansów. Klub w krytycznej sytuacji zwrócił się do miasta o wsparcie finansowe na pokrycie pensji Bartosza Kurka. Miasto odmówiło. Nie dziwię się. W ciągu ostatnich trzech lat sportowa Stocznia otrzymała od miasta Szczecina prawie 3,5 mln złotych, a w tym roku ponad 1/3 tej kwoty. Upraszanie się o kolejne setki tysięcy z publicznych środków należy uznać za daleko idące „przegięcie”.

Z problemami finansowymi boryka się także Wisła Kraków. Jeden z najbardziej utytułowanych polskich klubów piłkarskich. W swojej historii Wisła wywalczyła 13 tytułów mistrza Polski, 13 tytułów wicemistrza Polski i 4 Puchary Polski. Teraz jej piłkarze utyskują, że „na ziemniaki starcza, ale na hranolky już nie”. Gorzej z pracownikami administracyjnymi, którzy od ładnych paru miesięcy nie zobaczyli złotówki, a przecież ich zarobków nie można porównywać do tego, co otrzymują (otrzymywali) piłkarze. W przypadku Wisły, podobnie jak w przypadku Stoczni Szczecin problemy są skorelowane z kłopotami głównego sponsora. TeleFonika powinna w tym roku przelać na konto klubu 5,6 mln złotych. Połowa sezonu mija a Wisła otrzymała całe 200 tys. Nawet tak znany i ceniony w piłkarskim środowisku klub nie jest w stanie załatać powstałej „wyrwy”. Gorzej, że włodarze Wisły nie są w stanie doliczyć się skali zadłużenia. Właśnie dziś doszło do zerwania rozmów pomiędzy potencjalnie zainteresowanymi biznesmenami, którzy chcieliby przejąć Wisłę, a władzami klubu.  Powodem miały być wyższe o 50% (!) od oficjalnie podawanych zobowiązania spółki.

Oba przypadki pokazują, jak trudne i nieprzewidywalne bywa zarządzanie klubem sportowym. Są w tym całym galimatiasie także i pozytywne historie. Zaliczyć do nich należy chęć wsparcia i niesienia pomocy dla „tonących”. Potwierdzeniem niech będzie chęć udostępnienia zawodników Stoczni Szczecin przez inne kluby Plus Ligi. To pokazuje, że w obrzydliwie skomercjalizowanym, zepsutym przez pieniądz sporcie jest jeszcze miejsce na prawdziwie sportowe odruchy.

Jeden komentarz nt. „Co łączy Stocznię z Wisłą?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code