Po co nam nauka?

W ostatnim czasie od dwóch różnych osób usłyszałem to samo, niedorzeczne pytanie: „Słyszałeś o tym, że ziemia jest płaska?”. Choć to dla mnie abstrakcja, aby w XXI wieku w ogóle tak myśleć pogrzebałem trochę w Internecie i mnie zatkało. Zwolennicy spłaszczonej planety to całkiem spora grupa ludzi. Nie brak takich, którzy starają się w mniej lub jeszcze mniej racjonalny sposób tłumaczyć to, co dla większości wykształconych osób jest oczywiste, np. skąd się bierze zaćmienie słońca (https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/zwolennicy-teorii-plaskiej-ziemi-znalezli-wytlumaczenie-dla-zacmienia-slonca). Inni zbierają fundusze (całkiem spore) na udowodnienie swojej racji (https://tech.wp.pl/polscy-zwolennicy-teorii-plaskiej-ziemi-zbieraja-na-budowe-bezzalogowego-drona-ma-potwierdzic-ich-przekonania-6166137099024513a). Są też tacy, którzy ryzukują swoim życiem dla „dobra ludzkości” (https://wiadomosci.radiozet.pl/Swiat/Wystrzelil-sie-w-powietrze.-Ziemia-jest-plaska-mowi-Mad-Mike-Hughes). Na youtube nie brak filmów, w których autorzy dzielą się swoimi przemyśleniami na temat wyższości płaskiego kształtu ziemi. Używają przy tym argumentów, które każdy inżynier mógłby stosunkowo szybko obalić. Nie wiem, czy film jest oglądany przez zwolenników komedii, czy tragedii, ale wyświetleń jest dość sporo – blisko 500 tysięcy, a komentujący film widzowie całkiem na poważnie popierają ten pseudonaukowy bełkot.

Czy to porażka nauki? Może po prostu teorie pseudonaukowe są bardziej atrakcyjne? Lepiej opakowane? W programie TVNBiz jeden z profesorów fizyki zadał pytanie doktorowi zajmującemu się problematyką teorii strun: Czym różni się teoria strun od teorii płaskiej ziemi? Skonfundowany doktor zadumał się dłuższą chwilę, a ponieważ program był nadawany na żywo profesor odpowiedział sam sobie: „Tę drugą można łatwiej wyjaśnić”. Konkluzja z tego spotkania była taka, iż naukowcy nie palą się do tego, aby rozmawiać z ludźmi. Brakuje rozwiązań systemowych, które by do tego zachęcały. Jeśli przy ocenie pracownika, za działalność popularyzatorską pracownik naukowo-dydaktyczny otrzymuje niewielki ułamek punktów tego co może uzyskać za artykuł w renomowanym czasopiśmie, to oczywistym jest, że nie będzie tracił czasu na udowadnianie ludziom, że nie mają racji. Woli zamknąć się w swojej wieży i pisać artykuły. Trafiają one do bardzo wąskiej grupy odbiorców. Radykalnie mniejszej niż wywołany film na youtube.

Choć teoria płaskiej ziemi jest raczej śmieszna niż groźna, niektóre pomysły zabawne już nie są. Jeszcze gorzej, gdy są to pomysły polityków i dotyczą nas wszystkich. Do takich absurdów ostatnich dni, a może i lat w sferze podatków zaliczyłbym potraktowanie przez fiskusa polskich inwestorów przeprowadzających transakcje na rynku walut cyfrowych. 4 kwietnia na stronie Ministerstwa Finansów zamieszczony został komunikat: „Skutki podatkowe obrotu kryptowalutami w PIT, VAT i PCC”. Można się z niego dowiedzieć, iż w rocznym PIT należy wykazać również przepływy ze sprzedaży lub zamiany kryptowalut.  To jestem w stanie zrozumieć, choć moment, w którym ogłasza się takie sprawy już niekoniecznie (deklaracje składamy do końca kwietnia – wiele osób już się rozliczyło i teraz jest zmuszona składać korekty). Totalnym zaskoczeniem, i to chyba dla wszystkich jest jednak uznanie walut cyfrowych jako praw majątkowych, od których należy uiścić podatek od czynności cywilno-prawnych. Innymi słowy przy każdej, najmniejszej nawet transakcji kupna, zamiany lub sprzedaży waluty cyfrowej inwestor jest zobowiązany wypełnić deklarację PCC i zapłacić podatek w wysokości 1 proc. wartości rynkowej kryptowaluty. I tu dochodzimy do sedna absurdu. Warto bowiem pamiętać, że nawet średnio aktywni gracze mogą w ciągu jednego dnia dokonać od kilkunastu do kilkudziesięciu transakcji. Dla każdej z nich należy wypełnić i złożyć formularz PCC. W efekcie w całej Polsce urzędy skarbowe zostaną zalane setkami tysięcy deklaracji. Jednocześnie ci najbardziej aktywni inwestorzy mogą zapłacić znacznie więcej podatku, niż kwota zaangażowana w kryptowaluty. Nie ma przy tym znaczenia czy transakcja przynosi zysk, czy stratę. Te stratne też niosą za sobą konieczność zapłacenia podatku.

Jedynym wyjaśnieniem zaistniałej sytuacji jest chęć całkowitego wyeliminowania kryptowalut z polskiego rynku. Nałożenie danin w taki sposób traktować można wyłącznie w kategorii sankcji. Jest to, wydaje mi się, oznaka bezsilności resortu finansów, który nie ma pomysłu na podatkowe okiełznanie instrumentu, który wymyka się z dotychczas znanych schematów. W sieci wrze. Szykują się protesty. Wczoraj na stronach MF pojawił się nowy komunikat. Bardzo krótki. Wynika z niego, że prowadzone są prace nad zaproponowaniem innej, bardziej dogodnej formy opodatkowania kryptowalut. Może przed końcem miesiąca się uda…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>