Mesjasz naszych czasów

Po wczorajszej relacji telewizyjnej z komisji śledczej w sprawie Amber Gold nachodzi mnie myśl, że jedynym zwycięzcą tego show jest ten wychudzony chłopaczyna z zamazaną twarzą. Jedyna ofiara całego przekrętu, choć nie piramidy finansowej, bo wszak w polskim systemie takiego cuda nie ma. Amber Gold była normalnie prowadzonym biznesem, była spółką z o.o., a to, że tysiące ludzi nie czyta umów, które podpisuje nie zwalnia przecież z odpowiedzialności za swoje czyny. Jemu też przecież byłoby smutno, gdyby stracił majątek życia, ale nie może zakazać podejmowania ryzyka, chcącym je podejmować. A ryzyka żądni byli wszyscy od robotników po profesorów, od ludzi z ulicy po bliskich współpracowników.
Marcin P. obwinia wszystkich, naturalnie poza samym sobą. Obnaża struktury państwa. Wyśmiewa policję, dla której przygotowywał notatki, żeby wiedzieli, co wpisać w odpowiednie rubryki. Prokuraturę, która każe jednej osobie przesłuchiwać tysiące świadków nie bacząc na absurdalność tej decyzji. Kpi z polityków, którzy szukali z nim związków omamieni sukcesem spółki z o.o. Pracowników ABW wręcz miesza z błotem. Z ironią mówi jak to przyjechali ściągnąć dane z serwera o pojemności 6 TB z przenośnym dyskiem 0,5 Giga. Przy tej okazji padają z ust P. najbardziej dla mnie kontrowersyjne słowa, jakoby nikomu, kogo spotkał na swej drodze nie zależało na wyjaśnieniu sprawy Amber Gold. A on chciał kogoś takiego spotkać. P. jawi mi się tu jako Mesjasz, którego prawdziwą misją nie było wyrolowanie 20 tysięcy ludzi na prawie miliard złotych, tylko naprawa państwa polskiego. Wskazanie dziur w systemie (ten miliard to tak przy okazji-inaczej nikt nie chciałby go słuchać). Mógł przecież zwiać do Argentyny. Miał przecieki o zatrzymaniu. Nie zrobił tego. Gdyby zwiał, to znaczyłoby, że ma coś za uszami, a on wolał zajadać ciasto z paniami z gdańskiego US, choć konwersować już niekoniecznie. Panie bowiem reprezentowały dużo niższy poziom merytoryczny i on gdyby miał na to wpływ, nigdy by ich w urzędzie nie zatrudnił. Chłop wie co mówi. Wiedzę finansową ma. Zaginał członków komisji, aż żal było słuchać. Denerwował się i instruował, aby nie mylili dochodu z przychodem, a przychodu z wpływami. Czy oni myśleli, że przyjdzie „chłopek roztropek”, którego uda im się przestraszyć pytaniami w stylu: ” W jakim terminie zarząd zobowiązany jest do złożenia sprawozdań finansowych i w ilu egzemplarzach”? Dziwi się P. i ma do tego prawo, dlaczego tylko on z żoną zasiadają na ławie oskarżonych? Jeśli faktycznie była to działalność przestępcza, to czy nie powinni siedzieć obok niego współpracownicy? Wszak na większość pytań P. odpowiadał, że on się tym w firmie nie zajmował. Przecież tak roztropny prezes nie zatrudniłby „stada 500 baranów”?
Kreujemy więziennego celebrytę, takiego polskiego Jordana Belforta. Martwi mnie ten stan rzeczy. Pamiętajmy, że ten wychudzony, pozornie niegroźny chłopak to oszust. Hochsztapler skazany prawomocnymi wyrokami sądu. Mam cichą nadzieję, że i w czasie przesłuchania konfabulował, chcąc się wybielić i że funkcjonowanie naszego państwa to nie dno i trzy metry mułu, jak to przez niemal 6 godzin przesłuchania P. starał się udowodnić.
Tymczasem inteligentny, wyrachowany, cyniczny młody człowiek zdominował wczorajsze przedstawienie. Sądząc po wpisach internautów wielu ludzi trzyma jego stronę, wyśmiewając indolencję członków komisji śledczej, za zasiadanie w której pobierają grube pieniądze. Nie zdziwi mnie, gdy przesłuchiwany niebawem wyda książkę, za którą też zgarnie grube pieniądze. Być może tak jak Belfort będzie jeździł z wykładami i opowiadał o swoich doświadczeniach. Byle nie na WZiE.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>