wySKOKowy serial

Kolejny SKOK bankrutuje. SKOK Polska to czwarta spółdzielcza kasa, wobec której KNF wystąpiła o ogłoszenie upadłości. Wcześniej dotyczyło to SKOK Wołomin, SKOK Wspólnota, a na początku tego roku SKOK Kujawiak.Od końca lipca ub.r. w SKOK Polska ustanowiony został zarządca komisaryczny, który sporządził informację na temat sytuacji finansowej w kasie. Raport w tej sprawie wpłynął do KNF w lutym br. Jak poinformowano, SKOK Polska na dzień 28 lipca 2015 roku wykazywała ujemne fundusze własne w wysokości minus 80,9 mln zł oraz ujemny współczynnik wypłacalności na poziomie minus 58,14 proc. (średnia dla banków wynosi obecnie ponad 15 %). Wyniki jak na instytucję publicznego zaufania nieludzko fatalne. Upadek SKOK Polska nie zachwieje naszym systemem finansowym, bo był to SKOK mały (18 tys. członków i niecałe 180 mln depozytów). Niedawne doświadczenia ze SKOK Wspólnota (70 tys. członków i 900 mln depozytów) i przede wszystkim SKOK Wołomin (80 tys. członków i ponad 2,5 mld depozytów) pokazują jednak, że ryzyko upadłości dotyczy w zasadzie każdego. Tym bardziej, że według KNF większość innych kas też jest w złej kondycji finansowej. We wrześniu ub. roku, podczas debaty nad sprawozdaniem sejmowej komisji finansów na temat sytuacji w sektorze SKOK przewodniczący KNF Andrzej Jakubiak mówił, że 12 kas, na 49 działających, ma ujemne fundusze własne. Dodał, że 31 kas generuje stratę bieżącą. Jak to się ma do zapewnień, że polski kapitał będący podstawą działalności kas to gwarant bezpieczeństwa? Może i miałoby to swoje uzasadnienie, gdyby nie fakt, iż do zarządzania cudzymi pieniędzmi dobrali się ludzie, którym powinno się to dożywotnio zakazać. Kto za to zapłaci? Niestety my wszyscy. Poprzedni rząd postanowił objąć klientów SKOK systemem gwarantowania depozytów – takim, z jakiego korzystają klienci banków. Z jednej strony zrobił dobrze, bo teraz nie ma paniki, a większość poszkodowanych dostanie z powrotem całość depozytów (do równowartości 100 tys. euro na osobę). Z drugiej jednak strony oznacza to całkowite rozmycie odpowiedzialności. Klienci upadłych SKOKów korzystają z zasobów Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, na który banki odkładały latami, a kasy dopiero od niedawna. Zresztą w przypadku tych ostatnich są to kwoty śmiesznie niskie. Porównajmy. W 2014 r. na BFG banki wpłaciły 1,2 mld zł; SKOK-i – 16 mln zł, a Kasa Krajowa – 34 mln zł. Z drugiej strony Bankowy Fundusz Gwarancyjny od 2014 r. do chwili obecnej przeznaczył na wypłaty dla deponentów upadłych instytucji finansowych 5,2 mld zł z czego większość na ratowanie członków kas upadłej „trójki”(3,9 mld zł)! Śmieszne zatem wydaje się tłumaczenie rzecznika Krajowej SKOK Andrzeja Dunajskiego, iż „składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny, oprócz banków płacą także SKOK-i, a wypłaty współfinansowane są także z wolnych środków funduszu stabilizacyjnego będącego w dyspozycji Kasy Krajowej”.
Taka sytuacja to zapewne korzystne rozwiązanie dla obecnej władzy, która przez lata broniła kas przed nadzorem KNF, a teraz nie musi martwić się kosztami kolejnych, pewnie nie ostatnich upadłości. Nie wystarczy jednak powoływanie zarządców komisarycznych i żerowanie na BFG, którego zasoby się kurczą. Konieczne są rozwiązania systemowe, takie jak w przypadku banków, będących w złej kondycji finansowej. Przede wszystkim należałoby oddzielić „chore”aktywa kas od „zdrowych”. Dobrze działające mniejsze SKOKi połączyć, a złe aktywa restrukturyzować. SKOKi są Polsce potrzebne. Ale tylko SKOKi silne i prawidłowo zarządzane, a nie wydmuszki z pieczątką „polski kapitał”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code