49 biletów Grenia

Każdy orze jak może. Ledwo ucichła afera madrycka z Hofmanem i spółką w roli głównej a tu kolejna ciekawostka. Niejaki Kazimierz Greń (nie mylić z Greyem – tym od twarzy), futbolowy baron z Podkarpacia wpadł w Dublinie, kiedy sprzedawał rodakom bilety na mecz Irlandia-Polska. Bilety z wybitą ceną 50 euro schodziły po 500 złotych. Problem w tym, że Greń jako Prezes podkarpackiego PZPN pozyskał bilety z puli przydzielonej przez centralę związku, o czym rozpisuje się Przegląd Sportowy (http://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/reprezentacja-polski,polski-kibic-z-irlandii-kupilem-bilet-od-grenia-za-500-zl,artykul,555877,1,291.html). Biedak nie wiedział, że wtórna sprzedaż biletów na imprezy masowe jest w Irlandii karalna i został zatrzymany. Irlandzki sąd odstąpił od wykonania kary. Greń przedstawia to nieco inaczej, twierdząc, że został uniewinniony. Reszta tłumaczeń pana barona jest nie mniej śmieszna. Facet twierdzi, że bilety kupił za swoje(!), było ich tylko 12 (!) i zamierzał je rozdać (!) Polakom, z których wszyscy to jego bliscy znajomi (!), a w zasadzie znajomi znajomych.
Stanowisko samego PZPN było do przewidzenia. Tym bardziej, że Greń zrobił dużo dobrego jeszcze w czasach, gdy obecny prezes był kandydatem do zajęcia urzędu. Boniek broni się wyjaśniając, gdzie tylko się da, że o niczym nie wiedział, a Greń nie był na oficjalnej liście delegacji PZPN na ten mecz. Jakby to było najważniejsze w tej całej aferze. Sprawa za parę tygodni przyschnie i odpadnie. Greń dalej będzie dumnie przewodził podkarpackiemu PZPN i odnosił sukcesy, choć raczej nie piłkarskie, bo tych dotąd jak na lekarstwo.
Najsmutniejsze, że bohaterami tych afer są ludzie na stanowiskach, którzy nie przymierają głodem z braku środków do życia. Jak to stwierdził notariusz w Weselu Smarzowskiego: „bo w życiu żeby trochę więcej pieniędzy(…)”.

2 komentarzy nt. „49 biletów Grenia

  1. Piotr Dominiak

    W piłce krążą ogromne pieniądze. Wielu ludzi robi tam naprawdę duże pieniądze. Wielu, równie niemało, topi. Ale prawdziwy przedsiębiorca piłkarski nie gardzi nawet drobnym zyskiem. Można to nazwać pazernością, drapieżnością, chciwością. Ja to nazywam geszefciarstwem. Greń mimo względnie młodego wieku czytał prawdopodobnie dużo o piłce w dobie PRL-u. Zapamiętał to, co wydawało mu się pożyteczne.
    A przy okazji, polecam wydaną parę lat temu, autobiografię Andrzeja Iwana. Po jej lekturze łatwiej zrozumieć,skąd się biorą „grenie”.
    Piotr Dominiak

    Odpowiedz
    1. Krystian Zawadzki Autor wpisu

      Przejrzałem Panie Profesorze kilka, może kilkanaście forów internetowych, na których kibice, którzy nabyli bilety od Grenia opisują ze szczegółami moment transakcji (tak a propos słów Grenia: „Nie mam sobie nic do zarzucenia”), ale przy okazji podłączyli się do dyskusji inni, którzy są żywym dowodem, że proceder kwitnie od lat, kwitł też w czasie Euro 2012. Tak sobie myślę, że Greń musiał mieć bardzo dobre rozeznanie i nie wykładałby ze swoich na 50 biletów, nie mając pewności, że wszystko mu zejdzie. Jeśli ktoś postępuje nieetycznie od lat, to nie postrzega tego w pewnym momencie jako problem. No ale polskie związki sportowe na różne sposoby „poszukują finansowania” i w zasadzie nie ma roku bez grubszej afery (PZPS, PZN), choć piłka nożna pozostaje poza konkurencją . Książka Iwana fragmentami bardzo mocna. Wcześniej o wszechobecnej korupcji, pijaństwie i układach pisał Kowalczyk, ostatnio Wójcik. Zresztą słynne powiedzonko tego ostatniego jest dobrym podsumowaniem dokonań „greniów” („Kasa misiu, kasa”).

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>