Oprocentowanie minus pół

Pamiętam czasy, gdy rozpoczynałem swoją przygodę z finansami i w zasadzie nauka o procencie obejmowała wyłącznie wartości dodatnie. Inflacja szalała, stopy nominalne były dwucyfrowe, a mimo to przynosiły spadek siły nabywczej pieniądza (ujemna realna stopa procentowa). Po dwudziestu latach stykamy się z deflacją, oprocentowanie realne mamy na plusie, nawet przy zerowym oprocentowaniu depozytów, jednak te, coraz częściej przyjmują wartości ujemne. Dzieje się więc coś, co teoretycznie było możliwe, ale jednocześnie trudne do wyobrażenia. Dziś czytając krajową, czy zagraniczną prasę stykamy się z określeniami: „przejście na drugą stronę lustra”, „przebicie bariery 0 stopni w skali Kelvina” itd. Trudno przyswoić sobie prawdę, w której deponent za złożone w banku środki nie tylko nie dostaje zapłaty, ale jeszcze dopłaca.
Zasadę ujemnego oprocentowania kapitału wprowadził do ekonomii w roku 1916
niemiecki myśliciel i ekonomista Silvio Gesell jednak w XX wieku nie miała ona szansy wejść w życie. W lipcu 2012 Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej (EFSF) po raz pierwszy w historii wyemitował obligacje krótkoterminowe o ujemnym oprocentowaniu. Co zadziwiające wartość oferowanych obligacji wyniosła 1,5 mld euro, chętnych było trzy razy więcej. Co powodowało inwestorami, którzy byli skłonni nabyć papiery przynoszące stratę? Przede wszystkim małe ryzyko. Otóż w niespokojnych czasach ważniejsze od rentowności jest bezpieczeństwo środków. Inwestorzy przedkładają ujemnie oprocentowane papiery dłużne krajów bezpiecznych (w przypadku funduszu EFSF Niemiec) nad bardzo rentowne obligacje państw pogrążonych w problemach finansowych lub gospodarczych. Za Niemcami przyszli następni: Belgia, Francja. Stopy depozytowe do poziomu ujemnego ściął też m.in. bank centralny Szwecji i w ostatnich dniach Szwajcarii.
W czasie deflacji, gdy w gospodarce spadają ceny towarów i usług, przywiązanie do gotówki zwiększa się, bo tylko ona pozwala przechować wartość, a nawet uzyskać jej przyrost. Jeśli wzrost siły nabywczej pieniądza jest wyższy niż koszt jego bezpiecznego przechowywania w banku, to ludzie pogodzą się z ujemnymi stopami procentowymi. Pieniądze można co prawda przechowywać w domu, ale po pierwsze bezpieczeństwo tych środków jest dyskusyjne, a po drugie naprawdę duże ilości gotówki ciężko trzymać pod łóżkiem.
Decyzja szwajcarskiego banku centralnego ma na celu przeciwdziałanie dalszej aprecjacji franka. Wprowadzając ujemne oprocentowanie SNB chce sprawić, żeby kupowanie franka jako bezpiecznej waluty stało się dla inwestorów mniej atrakcyjne. Mnie interesuje natomiast, jak przełoży się to na spłatę rat kredytów zaciągniętych w CHF.
Jeśli zmienna stopa procentowa ustalana jest jako suma stopy referencyjnej WIBOR 3M / LIBOR 3M (CHF) oraz stałej marży, to logicznym wydawałoby się proste zsumowanie ujemnej stawki WIBOR/LIBOR oraz dodatniej marży. Nie wszystkie banki na takie rozwiązanie się zdecydują. Jak donosi dzisiejsza Wyborcza, mbank nie przyjmie do wyliczeń ujemnej stopy procentowej, a stopę na poziomie zero. To oznacza, iż kosztem dla kredytobiorcy pozostanie poziom ustalonej marży bez względu na zakres spadku stóp procentowych.
Wydaje się że same instytucje nie są zanadto gotowe do działania w warunkach ujemnych stóp procentowych. Brak jest jednoznacznych procedur i zrozumienia tej problematyki. Jeszcze dużo czasu będzie musiało upłynąć, zanim przyzwyczaimy się do nowych, dla niektórych trudnych do zrozumienia okoliczności.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>