kamikaze

Japonia – kraj, który przez lata uważany był za tzw. bezpieczną przystań, traci powoli ten status. Między innymi dlatego, że wysokość długu publicznego do PKB od 1980 r. stale rośnie, a pod koniec 2012 r. była rekordowa i sięgała blisko 240 %. Według agencji Dagong w tym roku zwiększy się o kolejne 10 punktów procentowych. To zaś oznacza, że cały czas zmniejsza się i zmniejszać się będzie zdolność japońskiego rządu do regulowania zobowiązań w przyszłości. Do tego Japonia walczy z utrzymującą się od wielu lat deflacją i recesją. Jeszcze nigdy, mimo licznie podejmowanych działań, determinacja Japończyków w zakresie pozbycia się niechcianego „bagażu” nie była tak wyraźna. Na początku kwietnia zakończyło się pierwsze posiedzenie Banku Japonii pod przewodnictwem nowego prezesa Haruhiko Kurody. Nowy szef swoją posadę przejął z duuużym hukiem. Nowym celem banku jest doprowadzenie do inflacji na poziomie 2 proc. w ciągu dwóch lat. Zaskakujące jest nie tyle samo wytyczenie celu, co sposób jego realizacji. Żeby to osiągnąć, Bank Japonii będzie skupował miesięcznie aktywa o wartości 7 bln jenów, co stanowi równowartość 75 mld dolarów. Trudno przewidzieć, czy ultraluźna polityka monetarna Banku Japonii osiągnie skutek. Reszta świata podejrzewa, że w rzeczywistości chodzi o sztuczne zaniżanie wartości japońskiego jena. Japończycy oskarżani są o wystawianie ciężkich dział nie w realnej, a w walutowej wojnie. Prezes Haruhiko Kuroda spędził kilka ostatnich dni, przekonując czołowych przedstawicieli państw G20 do swoich racji. The Wall Street Journal podsumował te działania krótko: „Kuroda wygrał z G20”. Jednak racje, jak to zwykle bywa leżą gdzieś po środku. Obecnie coraz więcej światowych przywódców obawia się, że banki centralne i rządy są na prostej drodze do powtórzenia polityki z lat 30. XX wieku, kiedy to kraje dewaluowały swoje waluty, aby utorować sobie ekspansję poprzez eksport. Wtedy batalię rozpoczęli Amerykanie w myśl zasady: „beggar the neighbour” („zrujnuj sąsiada”), najpierw wprowadzając cła, chroniące wewnętrzny rynek, a potem dewaluując dolara o 30 %. Inne kraje odpowiedziały podobnymi środkami pogrążając w efekcie glob w chaosie. Manipulowanie kursem własnego pieniądza jest łatwiejsze niż przeprowadzenie trudnych reform, a ponadto ciężar wychodzenia z kryzysu przerzucany jest na inne państwa. Jen wyraźnie się osłabia (od początku roku już ponad 5 % względem najważniejszych walut, ale względem dolara australijskiego już ponad 20 %, co cieszy inwestorów grających na „krótko”, a najbardziej Georga Sorosa) wzmacniając konkurencyjność swojej gospodarki. Czy jest to gra fair? Jedno jest pewne. Japonia dołączyła do krajów prowadzących swoją gospodarkę według MMT (Nowoczesnej Teorii Monetarnej). Już teraz bank centralny USA drukuje miesięcznie 85 mld dol. Bank Anglii cały czas prowadzi akcje skupu aktywów o wartości,jak dotąd, 375 mld funtów. Europejski Bank Centralny nie może drukować pieniędzy, ale zamiast tego pożyczył bankom komercyjnym w ramach tzw. operacji LTRO prawie 1 bln euro. Kto następny w tym wyścigu zbrojeń?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>