wchodzić, nie wchodzić …

 Od listopada do szczytu w Brukseli rząd miał jeden priorytet: wynegocjowania największej możliwej kwoty środków unijnych dla Polski. Obecna debata o pakcie fiskalnym mimo woli rozkręciła na nowo dyskusję o euro. Choć może dyskusja, to za dużo powiedziane. To raczej przepychanka słowna tych, którzy widzą we wspólnej walucie samego diabła i tych, którzy do krwi ostatniej kropli z żył bronić będą ducha euro. O jakąkolwiek merytoryczną dyskusję, nie wspominając już nawet o porozumieniu, jest w takim przypadku nader trudno.

 Posłowie opozycji zarzucają rządowi, że ratyfikacja traktatu fiskalnego to wprowadzanie na siłę euro w Polsce. Zapominają przy tym, iż do przyjęcia euro zobowiązaliśmy się w traktacie akcesyjnym. Nie została przy tym określona data przyjęcia wspólnej waluty. Nieratyfikowanie paktu fiskalnego mogłoby utrudnić w przyszłości przyjęcie euro w Polsce. Ale jego ratyfikacja, nie oznacza drogi na skróty do wspólnej waluty.Oczywistym jest, iż przed przyjęciem wspólnej unijnej waluty musimy przeprowadzić zmiany, które umożliwią nam spełnienie najważniejszych warunków związanych z wejściem do strefy euro. Może więc najpierw je spełnijmy, a potem rozpocznijmy debatę? Żonglowanie dziś datami akcesji to nieporozumienie, dowód bezmyślnego reagowania.
Strefa euro wzmacnia tych dobrze przygotowanych i osłabia tych, którzy do niej przygotowani nie są. Globalna gospodarka znajduje się w stanie ciągłej wojny walutowej. Niemcom, których gospodarka jest napędzana eksportem, zależy na stabilnym, a jednocześnie słabym euro. Dzięki temu mogą konkurować m.in. na amerykańskim rynku. Możliwym źródłem osłabienia europejskiej waluty jest właśnie przystępowanie słabych, nieprzygotowanych do tego procesu państw.
Poza odpowiednim przygotowaniem i koniecznym zreformowaniem gospodarki kluczowa może okazać się akceptacja społeczna. Dziś euro nie cieszy się popularnością. Politycy, a przecież wprowadzenie euro to działanie polityczne, ten stan rzeczy wykorzystują. Wizerunek strefy euro zdeterminowany był kryzysem w Eurolandzie. Widać jednak, iż od końca 2012 roku sytuacja się poprawia. UE tworzy kolejne organy, które mają zabezpieczać stabilność funkcjonowania strefy. Jest to proces dynamiczny, wierzę jednak, że czas będzie działać na korzyść euro. Jeśli poprawa sytuacji gospodarczej w Eurolandzie będzie szła w parze z szeroko zakrojoną kampanią informacyjną na temat bilansu korzyści i kosztów związanych z zastąpieniem złotego nową jednostką monetarną, to liczba zwolenników europejskiej waluty powinna rosnąć i w krótkim czasie wrócić do stanu sprzed pięciu, sześciu lat.
Róbmy więc swoje i czekajmy na rozwój wydarzeń w strefie. Być może w przyszłości równie szybko zapomnimy o kryzysie, jak dziś zapomnieliśmy o „dobrych czasach” sprzed kryzysu.

Jeden komentarz nt. „wchodzić, nie wchodzić …

  1. Anonim

    Moim zdaniem wejście do strefy w najbliższym czasie byłoby nieporozumieniem. Polska jest zbyt biedna, czytaj nieprzygotowana na udział w Unii. Myślę, że te 7-8 lat to minium, biorąc pod uwagę, iż sytuacja w Europie ulegnie diametralnej poprawie.

    M. Stanulewicz

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code