święta po końcu świata, czyli może jednak Majowie mieli rację?

 

Majowie jednak nie mieli racji, pomyślałem dwa dni temu tuż po przebudzeniu. Nie oni pierwsi. Nostradamus też się mylił i papież Innocenty III również, nie wspominając całej masy samozwańczych proroków z Haroldem Camipingiem na czele. Przywykliśmy już do „końców świata”, nie robią na nas większego wrażenia, tylko w zeszłym i obecnym roku takich mniej lub bardziej nagłośnionych przepowiedni było przynajmniej kilkanaście. Nie wszyscy jednak podchodzili do sprawy żartobliwie.  Ktoś zwietrzył dobry biznes i nagłośnił, że schronienie przed Apokalipsą znajduje się w południowej Francji, w rejonie góry Pic de Bugarach w pobliżu Pirenejów. W celu powstrzymania fali „przybyszów”, Departament Aude był zmuszony zaryglować na 5 dni to miejsce o powierzchni raptem 45 km2. Do ścisłej ochrony zostało wyznaczonych 150 policjantów. W samej miejscowości Bugarach długo przed 21 grudnia nie było możliwości zarezerwowania sobie noclegu. Za pokój, czy mieszkanie trzeba zapłacić astronomiczne kwoty. Postawienie namiotu wyceniano na 450 euro za dobę (to się nazywa koniec świata)!
Zachodzę w głowę skąd to przeświadczenie ludzi o wyjątkowości naszych czasów. Dlaczego to akurat nam miałoby się przytrafić coś takiego? Choć „koniec świata” to pojęcie względne. Bardzo względne. Moja sąsiadka na ten przykład mówi, że „świat się kończy bo Ruscy cenę gazu od nowego roku obniżają”. Energia elektryczna też jest tania. Na giełdzie energii dużo tańsza niż przed rokiem. Tu też świat wielu odbiorców się kończy a przynajmniej rozumienie obyczajów. Cena w hurcie ok. 170 zł/MWh, w naszych domach 500. I jeszcze mają wzrosnąć, bo koncerny energetyczne do indywidualnych klientów przecież dokładają. Na giełdzie w Warszawie Armagedon. Nie chodzi jednak o złe nastroje, a o zawieszenie prezesa Sobolewskiego. Prezes GPW zainicjował nakłanianie emitentów NC do inwestycji w produkcję filmu, w którym występuje bliska mu osoba…, bardzo ładna osoba. Można rzec, że „Klątwa Faraona” dosięgła  Pana Sobolewskiego, i to dokładnie 21 grudnia. Na miejscu Prezesa w przepowiednie zacząłbym wierzyć. Dla wielu rodaków okres przedświąteczny to istne piekło. Jak inaczej określić mękę korzystających z transportu lotniczego w Modlinie? Mamy już stadion „kabrio” teraz dochodzi dziurawy jak ser szwajcarski pas startowy, który nie przeżył pierwszych, nie za mocnych wszak mrozów. Warto przypomnieć, że to wszystko za publiczne pieniądze, a może inaczej: przez publiczne pieniądze. Gdyby nie były publiczne, nie byłoby fuszery.
Na początku tego roku wydawało się, że będzie on przełomowy. Karmiliśmy się nadzieją, że zaliczymy dno gospodarcze i dalej będzie już tylko lepiej. Dziś żyjemy tą samą nadzieją w stosunku do 2013 roku. Tak więc życzę wszystkim czytelnikom bloga, aby rzeczywiście tak się stało. Aby żyło nam się lepiej, aby była praca, aby ZUS i NFZ dobrze się kojarzyły, aby…

 
 
 

2 komentarzy nt. „święta po końcu świata, czyli może jednak Majowie mieli rację?

  1. Anonim

    No zbliża się reforma NFZ, to może coś się zmieni, bo dostac się do lekarza specjalisty w grudniu graniczy z cudem. Najlepszego na 2013 rok dla Pana i innych czytelników.

    Zdzisław Z.

    Odpowiedz
  2. Pingback: taruhan bola

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code