eurowojna

 

Jesteśmy świadkami bardzo poważnego kryzysu, którego źródeł należy upatrywać w finansach. Coraz częściej trafiają do naszych uszu informacje, iż obecne turbulencje mogą przenieść się poza rynki finansowe i zagrozić stabilności świata. W ostatnim czasie w Polsce burzę wywołała wypowiedź ministra Rostowskiego w Parlamencie Europejskim. Podczas debaty o kryzysie Rostowski mówił, że Europa jest dziś w niebezpieczeństwie, a jeśli rozpadnie się strefa euro, to i UE tego szoku długo nie przetrwa. Przywołał też swą niedawną, prywatną rozmowę z "prezesem wielkiego polskiego banku", pracującym w ministerstwie za czasów transformacji w Polsce. Miał on mu powiedzieć, że po takich wstrząsach gospodarczych i politycznych, jakie teraz dotykają Europę, "rzadko się zdarza, by po 10 latach nie było także katastrofy wojennej". I – jak mówił minister – ten prezes banku dodał, że "poważnie się zastanawia nad tym, by uzyskać dla dzieci zieloną kartę w USA". Ta wypowiedź spotkała się z falą krytyki ze strony opozycji i rzeszy społeczeństwa. Czy słusznie?
Biorąc pod uwagę powściągliwość ministra Rostowskiego taką sugestię, wypowiedzianą w takim miejscu jak PE należy uznać za dramatyczną, ale nieprzypadkową. W kręgach akademickich podkreśla się, iż jest to swoista „żółta kartka” dla Unii; sygnał o niebezpieczeństwie wystąpienia poważnego kryzysu międzynarodowego i potrzeby konsolidacji, współpracy wszystkich państw, bez których cały dotychczasowy wysiłek mający na celu zjednoczenie Europy spełznie na niczym. Jedność Europy i stabilność euro to gwarancja rozwoju i stabilizacji świata. Jeżeli chcemy mieć wpływ na to, jak się rozwija cały świat, musi być u nas stabilna gospodarka i stabilny pieniądz. Rostowski wykorzystał przy tym fakt prezydencji Polski w Unii Europejskiej. Można więc mniemać, iż jego wypowiedź nie była skierowana do Polski, tylko do wszystkich krajów Unii. Minister celowo powiedział o zielonej karcie, aby nie zrażać przy tym Amerykanów.
Wiadomo jednak, iż w USA nie dzieje się lepiej. Przebywający obecnie na stażu naukowym w Chicago Profesor Jan Komorowski, wieloletni kierownik Katedry Finansów naszego Wydziału zwrócił uwagę w jednym z ostatnich mejli na skalę rozregulowania finansowego Stanów Zjednoczonych. Wspomniał, iż deficyt budżetowy, za pół roku przekroczył 1,3 biliona USD, a do końca roku może wynieść nawet 3 biliony. tj. ok. 25% PKB. Jednocześnie wszystkie podmioty publiczne, stany i miasta są chronicznie zadłużone, zamrażają wydatki, nie płacą itd. Wobec powagi sytuacji władza nie ma pomysłu, jest zagubiona i wyalienowana, więc zaczyna rządzić bardzo potężna druga władza, czyli służby. Są napastliwe wypowiedzi na prezydenta, zarówno ze strony lobby biznesowego i militarnego. Pojawiają się głosy, że wojna poprawiłaby niezależność gospodarki amerykańskiej, każda wojna jest motorem postępu, że Ameryka prowadzi dotąd zbyt małe wojny za zbyt duże pieniądze.
Ta sytuacja może szokować, ale warto zdawać sobie z tego sprawę. Zwraca uwagę jeszcze jeden fakt. Otóż Amerykanie cały czas wałkują temat zadłużonej Europy, jakby obawiali się, iż wypuszczenie na rynek euroobligacji obniży popyt na amerykańskie papiery, których z powodu wspomnianego zadłużenia drukuje się na potęgę. Być może z ich punktu widzenia upadek strefy euro nie byłby taki zły?

Jeden komentarz nt. „eurowojna

  1. Anonim

    Generalnie upadek UE byłby dla USA dobry. Choć naturalne jest, że przy tak powiązanej z globalnym rynkiem gospodarce jakaś grupa amerykanów mogłaby zyskać. Oczywiście nie mowa tu o obywatelach Ci generalizując mają znikome pojęcie o UE czy ogólnie o Europie.

    Polecam: http://www.youtube.com/watch?v=EaNpjlSsstc
    Wiadomo wybrane… pewnie w PL to samo by wyszło, ale faktem jest że to naiwny naród tak jak inne, a może bardziej…

    Wracając do tych co mogą zyskać. Załóżmy że UE upada i jest wojna wew. USA dogaduje się z którąś ze stron i ma nowe działania wojenne. Maszynka do produkcji pieniędzy się kręci na dodatek konkurent ekonomiczny osłabiony. Europa się dzieli i jest zadłużona w amerykańskich bankach na odbudowę.

    Chwilo poprawia się sytuacja USA, ale ile tak można? a może można… a może tak jest cały czas?. Siedząc w nieokupowanej od 22lat (93?) lat Polsce karmieni jedynie pro amerykańską telewizją z niebywale ograniczona informacją o sytuacji na świecie nadal jak za komuny widzimy tam raj. Widzimy międzynarodowego policjanta stojącego na straży sprawiedliwości. Fakty są jednak takie, że USA prowadziło (nadal prowadzi) bardzo dużo wątpliwych co do słuszności wojen. Może ja to zauważam lub coś się zmienia bo coraz więcej filmów obala mit idealnej ameryki np.: „Flags of Our Fathers” po polsku Sztandar chwały :) C. Eastwooda.

    Naśmiewamy się (może tylko ja…?) z naiwnych amerykanów mimo, że jesteśmy pionkiem na szachownicy świata. Ile wojen/konfliktów w ciągu ostatnich 100lat prowadziło USA? 5,10, 15 to nie teleturniej dla dzieci i młodzieży to przerażające statystyki. w Wietnamie ’68 było już ponad 0.5 miliona żołnierzy, a do Afganistanu po rzekomym ataku na WTC naciągneli jeszcze 36 innych Państw. Z Irakiem już było ciężej bo decydenci poprzedniej koalicji dostrzegli wydatki i „opinię społeczeństwa”. Teraz wojny nazywa się „misjami stabilizującymi” :).

    Dziś Libia jutro Iran. Korea północna dobrze się okopała no i co zrobić z tymi milionami upośledzonych przez reżim ludźmi… słabi konsumenci a pieniędzy na deficyt potrzeba już teraz. Muzyka gra krzeseł od lat dawno brakuje (8 stycznia 1835 r. Andrew Jackson spłacił ostatnią ratę długu państwowego. Był on jedynym prezydentem, który tego dokonał.). Ciekawe jak zmieni się poker face USA kiedy Chiny powiedzą „sprawdzam!”?.

    Patryk R.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>