Słowo

Tak, słowo może ranić i to nie tylko symbolicznie. Dyskusje na ten temat rozpoczęte w ubiegłą niedzielę, będą zapewne trwały długo. Nawoływania (szczere lub tylko na pokaz) do wyrugowania z przestrzeni publicznej niczym nie popartych oskarżeń, inwektyw rzucanych w sieci, słów które nazbyt szybko wylatują z ust niektórych polityków, komentatorów, dziennikarzy (bo na komentarze pod artykułami litościwie spuszczę zasłonę milczenia), już się zaczęły. I pewnie słusznie. Czy jednak przyniosą jakąkolwiek zmianę? Niestety wątpię, ale próbujmy. A zacznijmy przede wszystkim od siebie, bo nic nie przynosi takich efektów jak małe kroczki czynione przez wielu.

A jako „wychowawcy” przyszłych elit intelektualnych, starajmy się także zwracać uwagę na słowa wypowiadane przez naszych studentów. I może to nie dotyczy bezpośrednio sedna sprawy, ale zwracajmy także uwagę na wszechobecne wulgaryzmy, które bardzo łatwo przeradzać się mogą w to, co sednem sprawy jest – w mowę nienawiści.