Zawiedzione nadzieje…

Zajmuję się współpracą międzynarodową już bardzo długo. Nie raz w przeszłości przychodziło mi pisać na tym blogu na tematy związane z tą częścią mojej aktywności zawodowej. W większości przypadków były to blogi o charakterze informacyjnym, pozytywnym, choć bywały też teksty krytyczne, a wśród nich blog zatytułowany „Fiasko tolerancji i profesjonalizmu”, który, jak miałam wówczas nadzieję, po raz ostatni piętnował zjawiska nietolerancji wobec naszych studentów zagranicznych. Nadzieje te okazały się płonne, jak również inne, te które wzrastały we mnie gdy małymi krokami na naszym wydziale udawało się budować środowisko międzynarodowe, w którym powoli zaczęło pojawiać się wiele kultur, a z nimi opinii, przekonań i postaw społecznych. Dzisiaj boję się, że to co zostało już zbudowane za moment runie w gruzach wraz ze zmianą klimatu politycznego. Zapowiedzi te poważne i te wołające o pomstę do nieba utwierdzają mnie w tej obawie. Za moment, z blisko dwustu studentów zagranicznych, których gościmy na wydziale może zrobić się garstka. Będą to ludzie najbardziej wytrzymali na zaczepki mniej lub bardziej dosadne ze strony naszych współobywateli lub po prostu tak podobni fizycznie do nas, Polaków, że nie będą wzbudzali żadnego zainteresowania strażników czystości narodowej. Ludzie uparci, którym uda się otrzymać wizę od raczej nieprzychylnych im polskich służb dyplomatycznych. Oczywiście, o ile będą chcieli przyjechać do naszego kraju. To skrajnie pesymistyczna wizja, wiem, ale niestety wydaje mi się ona prawdopodobna. Pamiętam jeszcze czasy, gdy na ulicach legitymowano młodzież, gdy brakowało „przestrzeni”, a kontakt z osobą z innego kraju, innej kultury był praktycznie niemożliwy, zwłaszcza w małym miasteczku, gdzie dorastałam. Teraz tak właśnie legitymowani są nasi studenci z Indii czy Pakistanu, bo być może są imigrantami, których tak się boimy. Doceniam wolność wypowiedzi, możliwość podróżowania i poznawania ludzi o bardzo różnych poglądach za granicą i w naszym kraju. Doceniam możliwość prowadzenia zajęć w grupie międzynarodowej. Od początku naszej pracy nad internacjonalizacją wydziału wydawało nam się bardzo ważnym, aby stworzyć naszym studentom i kadrze swoisty mikroświat odpowiadający rzeczywistości zglobalizowanej gospodarki. Od kilku dni, a właściwie tygodni mam wrażenie, że ta moja wolność, latami wypracowana tolerancja oraz dążenia do łączenia a nie dzielenia kultur, są zagrożone. Przesadzam? Może, ale powoli tracę nadzieję, że odczuwane obawy to wytwór mojej bogatej wyobraźni. Rzeczywistość okazuje się dużo bogatsza…

9 komentarzy nt. „Zawiedzione nadzieje…

  1. Piotr Dominiak

    Ja też mam wrażenie, że ktoś grając o swoje polityczne interesy i (w co wierzę) mówiący rzeczy, którymi w istocie się brzydzi, niszczy mozolnie budowany wizerunek Polski, jako kraju do którego warto przyjeżdżać m.in. na studia. Nie jesteśmy na świecie uważani za kraj szczególnie atrakcyjny dla młodych ludzi. Oni zmieniają zdanie dopiero, gdy tu przyjeżdżają. Ale najpierw muszą przyjechać. I żeby nadal spotykała ich tu miła niespodzianka w postaci warunków do życia, miłej, przyjaznej atmosfery, wszelkie objawy ksenofobii powinny być potępiane, gdy tylko się pojawiają. Zamykanie na nie oczu, udawanie typu „Polacy nic się nie stało” jest postawą fatalną. Nie przystoi osobom pretendującym do bycia elitą intelektualną.
    Piotr Dominiak

    1. Magda Popowska

      Pamiętajmy też, że ten wizerunek Polski jako kraju przyjaznego i kraju edukacji budowaliśmy mozolnie „naszymi rękami” i wykorzystując nasze skromne fundusze. Tak było na Wydziale, tak jest na większości polskich uczelni. Teraz wizerunek ten jest bardzo mocno zachwiany, a niebawem może lec w gruzach. To może oznaczać, poza wszystkim, marnotrawstwo naszych środków, wykorzystania zasobów ludzkich i czasu. Tym razem pomijam już względy moralne.

  2. Ewa Hope

    Zniszczyć coś jest znacznie łatwiej – i szybciej – niż zbudować, to dość oczywista zasada. Żeby zjednoczyć się przeciwko populizmowi głupocie potrzeba społeczeństwu autorytetów, a tych akurat boleśnie brak – na uczelni też. W dzisiejszej gazecie Wyborczej ciekawy artykuł mojego młodszego kolegi ze Stowarzyszenia Public Relations – Szymona Sikorskiego, który właśnie pisze o braku autorytetów we współczesnym świecie. Ale o ile np w Stanach Zjednoczonych liczący się menedżer kończąc karierę zajmuje sie mentoringiem – szkoli, wykłada, organizuje spotkania dla młodszych, dzieląc się swoją wiedzą i doświadczeniem, o tyle polski menedżer preferuje jacht, wygodne życie i – jak Szymon ładnie napisał- „mentalne Bieszczady”. Przeciwstawienie się wymaga odwagi, determinacji i wsparcia autorytetów. Z odwagą kiepsko, determinacja widoczna jest na uczelni tylko przy zdobywaniu punktów i stopni naukowych, a autorytety… Nie oczekujmy więc spektakularnych akcji.

  3. Aleksandra Kozłowska

    Wciąż wierzę, że możemy przeciwdziałać nietolerancji, uparcie pokazywać, że nadal jesteśmy otwartym społeczeństwem. Można np. zostać mentorem uchodźcy – to świetna akcja zainicjowana przez gdańskie Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek. Jest nas już sporo ponad sto osób, nie licząc tych, którzy się nie zgłosili a popierają projekt.

  4. Ewa Hope

    Pani Olu, akcja gdańskiego Centrum Wsparcia jest znakomita – można by ją rozpropagować wśród naszych studentów, byłaby to znakomita okazja do pobrania lekcji tolerancji. Zresztą mają już doświadczenie w tego typu akcjach pomocowych na naszym wydziale.

  5. Karolina Jędrzejkowska

    Sytuacja jest trudna…jak zwykle. Brak tolerancji rodzi się z nieświadomości i nieznajomości tematu. Zazwyczaj też straszni są „ci obcy” – nieznani – a nie Ali (z pokoju obok) albo Tatiana (co ma ładne nogi)…Nie załamujmy więc rąk i róbmy swoje. Pozytywny przekaz, integracja, wsparcie w trudnych sytuacjach – to możemy robić. Rozumiem Magdo, że już robisz to od lat i masz wrażenie jakby teraz trzeba było odgruzowywać dopiero co wybudowany w pocie czoła dom, ale trzymaj się (trzymajcie się wszyscy na WZIE) bo to co robicie jest dobre. Nie jesteście sami! Trzeba czasem zrobić krok w tył żeby pójść potem do przodu. Damy radę!

  6. Ewa Jurkiewicz

    Poznajemy się nawzajem, interesujemy nieznanymi kulturami, innymi ludźmi, szczególnie wtedy, kiedy znamy ich język. Mam nadzieję, że ucząc naszych studentów w Centrum Języków Obcych jedenastu różnych języków, budzimy w nich otwartość na świat i ludzi.Mamy dużo grup wielonarodowych i związane z nimi same dobre doświadczenia.Zachwyca mnie fakt, że coraz więcej studentów zagranicznych wytrwale uczy się języka polskiego. To gest sympatii i szacunku dla nas ze strony naszych gości, a przecież mogliby powiedzieć, że nic ich nie obchodzi ta dziwna kultura i szeleszczące słowa… Magdo, Ewo, Karolino, mamy coraz więcej powodów, by wierzyć w sens tego, co robimy, a ja już planuję rozpoczęcie lektoratu kolejnego języka.
    Ewa Jurkiewicz

  7. kinga kwidzińska

    |Dzisiaj boję się, że to co zostało już zbudowane za moment runie w gruzach wraz ze zmianą klimatu politycznego. Zapowiedzi te poważne i te wołające o pomstę do nieba utwierdzają mnie w tej obawie. Za moment, z blisko dwustu studentów zagranicznych, których gościmy na wydziale może zrobić się garstka.
    wiekszej bzdury Pani Magddo nie mogła Pani napisać. za rok lub dwa ta liczba będzie taka sama lub większa, klimat polityczny w tym zakresie nic nie zmieni. założymy się?

  8. Magdalena Popowska

    Szanowna Pani Kingo, może tak, może nie… Proszę spojrzeć na datę, w której to pisałam. Oczywiście ja również pozostaję optymistką i w moje pracy zawodowej (od blisko 20 lat zajmuję się współpracą zagraniczną)dbam o to aby ten czarny scenariusz się nie sprawdził. Cieszę się jednak i z jeszcze jednej rzeczy, że póki co mogę wypowiadać na piśmie moje opinie otwarcie, nawej jeśli ktoś inny określa je jako „bzdury”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.