Kij w mrowisku

Od kilkunastu lat na naszym Wydziale prowadzone są ankiety dotyczące, najogólniej to ujmując, oceny zajęć dydaktycznych przez studentów. Od czasu do czasu w rozmowach ze studentami jestem pytany, czy coś z tych ankiet wynika dla osób ocenianych szczególnie wysoko i dla tych, których pracę dydaktyczną studenci oceniają znacznie niżej. Ja na to odpowiadam pytaniem: czy oprócz ocen stanowiących miernik ilościowy, studenci wpisują swoje uwagi i komentarze. Okazuje się, że coraz częściej. Nie sposób je ignorować, tym bardziej, że czytając uwagi, z prawdopodobieństwem bliższym jedności niż zeru można ocenić, ile w nich emocji, a ile rzeczowej oceny.

Zbiorczy obraz katedr i wydziału jest pozytywny, a nawet bardzo ale ‚patrząc’ na hipotetyczny gaussowski rozkład normalny ocen można znaleźć te, które wybiegają poza średnią więcej niż o 3 odchylenia standardowe. Jeśli do tego dodać komentarze, wnioski nasuwają się same, wykładowcy X należy się co najmniej pochwała, a wykładowcy Y…

Zapraszam do dyskusji studentów i wykładowców nad tym, czy studenci powinni oceniać, jak oceniać, co dalej. Może to jest kij w mrowisku, ale w blogu też o to chodzi.

Krzysztof Leja

 

21 komentarzy nt. „Kij w mrowisku

  1. Anonim

    1) Ankiety są tylko dla młodych co ze „starymi” ?
    2) Ankiety wypełniono w 0,5 minuty więc nawet nie zadano sobie trudu przeczytania pytań
    3) 13 lat temu widziałem w jednej z uczelni w PL oceny wszystkich wykładowców, oceny studentów poprzedziła już na początku semestru informacja jak ważna jest ocena studenta, było to podstawą do zmiany wykładowcy (..) Oceny były przy drzwiach wejściowych gmachu głównego – ogólnodostępne, uczelnia miała z roku na rok coraz lepsze notowania we wszelkich rankingach.

    Jest kij musi być marchewka no inaczej to nie będzie działać, a nie chcemy ale sie tak troszkę boimy…

    1. Anonim

      U nas też tak było (myślę o zmianie wykładowcy), ale czy jest się czym chwalić?
      KL

  2. Anonim

    Według mnie ankiety są bardzo potrzebne, jednak nie mam przekonania co do ich ostatecznej „skuteczności”. Rozumiem, że służą jako narzędzie pomiaru, oceny sytuacji, ale poza tym powinny być wykorzystywane do wynagradzania i skłaniania do refleksji osób, których dotyczą. Tymczasem są nauczyciele, którzy głośno mówią o tym, że nie przejmują się wynikami, bo i tak nie mają one wpływu na cokolwiek. Takie samo jest ogólne przekonanie studentów.
    Nie rozumiem, czemu wielu nauczycieli nie zgadza się na publikację wyników – w wynikach zamieszczonych na stronie www wydziału na początku czerwca 2012 dotyczy to prawie całej katedry marketingu, nauk społecznych i filozoficznych, połowy katedry przedsiębiorczości (w tym obecnej pani dziekan). Są również bardzo dobre przykłady – np. w katedrze zarządzania, czy też jakości i towaroznawstwa na publikację wyników zgadzają się wszyscy.
    To bardzo dobrze, że na ZiE ankiety przeprowadzane są regularnie, jednak uważam, że należy zweryfikować sposób wykorzystania ich wyników – być może wtedy poważniej podejdą do sprawy i studenci, i nauczyciele.

    Z.

  3. Anonim

    Ankiety są tylko narzędziem, instrumentem który ma czemuś służyć. Sam w sobie nie niesie żadnej wartości dodanej. Dopiero skorelowany z intencjami osób które zadają pytania i potem czytają odpowiedzi, może wywołać jakąkolwiek reakcję, w efekcie zaś zrealizować cel.

    Jeżeli ktoś traktuje ankiety jako zło konieczne i wymóg administracyjny, to nawet najlepsze / najgorsze wyniki ankiet, nie przyniosą żadnego pozytywnego rezultatu. Paradoksalnie zazwyczaj jest tak, że bardzo lubimy wyrazić własny pogląd na temat jakości produktu lub usługi, zachowania sprzedawcy, jakości obsługi w urzędzie czy nawet podejścia księdza do swoich parafian. Bardzo chcielibyśmy wtedy, żeby nasz głos potraktowano poważnie, bo wyrażamy nasze zadowolenie lub niezadowolenie. Jaki jest odzew? Z tym jak wiemy bywa różnie. Jeżeli firmie lub instytucji zależy żebyśmy do niej jeszcze wrócili, podziękuje nam za wyrażenie własnego zdania, bo daje ono możliwość poprawy, doskonalenia jakości. W końcu to co widać z zewnątrz nie zawsze jest tak dobrze widoczne od środka. Jeżeli nasze zdanie jest kompletnie obojętne, my pewnie pójdziemy gdzie indziej, jeżeli będziemy mieli wybór.

    Natomiast czy ta prawidłowość działa w uczelniach? W niektórych pewnie tak. W innych pewnie nie. Natomiast zastanawia mnie to, czy rzeczywiście wyniki ankiet należy traktować tylko w kategorii nagrody i kary? Czy to rzeczywiście przynosi poprawę?
    Dlaczego ankiety nie mogą być wykorzystywane również w celu doskonalenia, a nie tylko eliminacji?

    Zawsze w takich dyskusjach podnoszony jest argument, że studenci oceniają subiektywnie. A czy my, będąc klientami, usługobiorcami, petentami, interesantami czy pacjentami nie wyrażamy własnych subiektywnych ocen? Niezbyt często słyszy się, żeby ktoś narzekając na służbę zdrowia, kończył wypowiedź mówiąc – ale mojej opinii nie należy brać pod uwagę bo jest subiektywna. Podobnie nikt nie zarzuca wyrażającemu pozytywną opinię subiektywizmu dyskwalifikującego jego zdanie.

    Bardzo ciekawe, że tak właśnie słyszymy na uczelniach prawda?

    M.

    1. Anonim

      W jednym z komentarzy napisano, że w katedrze zarządzania na publikację wyników zgadzają się wszyscy wykładowcy, jednak chciałabym zaznaczyć, że nie wszyscy wykładowcy przeprowadzają te ankiety. Np. w obecnym semestrze Pani Doktor z tejże właśnie katedry nie dała ankiet ani na wykładzie, ani na ćwiczeniach – przypadek? Śmiem wątpić

      1. Anonim

        Albo traktujemy ankiety jako naturalny środek moderujący postawy nauczycieli, albo robimy kolejną fasadę dla tzw. „jakości kształcenia”.
        Przy okazji – mamy tu, w obecnych uwarunkowaniach do czynienia raczej z kijami niż z marchewkami (ulubiona semantyka prof. A. Blikle’go)!!!
        Z jednej strony student nie ma (zwłaszcza na poziomie studiów I stopnia) kompetencji, by oceniać „mistrza”, ale z drugiej strony, kto nas ma oceniać – myślę, że dobrym rozwiązaniem jest wprowadzenie oceny przez np. 20% najlepszych studentów (na roku, specjalności).
        Ocena nauczyciela powinna być ściśle adresowanym przywilejem i to wysoce akcentowanym w dokumentowanej „karierze studenckiej”. Ocenę tę należy skoordynować także z oceną absolwencką – dopiero wtedy, z perspektywy 3-5 lat całość nabiera pewnej dojrzałości, a co ważniejsze, w kontekście badań społeczych – rzetelności i trafności przyjętych skal pomiarowych (ang. reliability and validity).
        Z wyrazami szacunku
        Piotr Grudowski

        1. Anonim

          @Piotr Grudowski:
          W dalszej kolejności postuluję:
          – ocenę lekarzy tylko przez 20% najlepiej wyleczonych pacjentów (najlepiej z wykształceniem medycznym)
          – ocenę urzędników przez 20% najbardziej uniżonych petentów (najlepiej tych zatrudnionych w sektorze administracji publicznej)
          – ograniczenie praw wyborczych do 20% najlepiej zarabiających w ciągu ostatniej kadencji rządu / samorządu (tu proponuję jw. lub ew. poszerzoną o spółki z udziałem skarbu państwa, najlepiej większościowym)
          – prawne ograniczenie możliwości składania reklamacji do 20% nabywców danej usługi (najlepiej tych którzy wydali najwięcej)

          Oczywiście wcześniej wszyscy pozostali obywatele powinni zostać poinformowani że nie są kompetentni do dokonywania oceny i ich prawo do wypowiadania się zostaje ograniczone. Oczywiście dla ich własnego dobra.

          1. Anonim

            W ten sposób można każdą propozycję sprowadzić do granic absurdu. Anonimie/anonimko – jesteś za równością rozdaj wszystko wszystkim po równo – równe stypendia, płace, te same mieszkania, mundurki, wszystkim chorym rycyna i chlorochinaldin – to chyba już znamy…
            A w demokracji nie wybiera się przypadkiem przedstawicieli, którzy reprezentują (oczywiście teoretycznie) pozostałych?
            Skąd wzięły się sejmy, senaty, rady wydziałów, rady studentów, rady nadzorcze – też są z jakiegoś wyboru najlepszych, najsprytniejszych, najbogatszych i też 100% pozostałych ich nie akceptuje a jednak podejmują decyzje (często o życiu), stanowią prawo, oceniają w końcu kogoś w imieniu innych…
            P. Grudowski

          2. Anonim

            Więc może chociaż w radzie wydziału powinno zasiadać tylko 20% profesorów o najlepszym dorobku?

          3. Anonim

            Widzę na podstawie twojego IP, że jednak celem wyboru jest 1% najgłupszych, o najgorszym dorobku…

          4. Anonim

            No i co Pan na to Panie Dziekanie Krzysztofie – proszę poruszać jeszcze kijem w tym mrowisku 🙂
            P.Grudowski

          5. Anonim

            Udał się ten temat autorowi blogu (bloga?). To taki trochę samograj: wiadomo, że odezwą się (niestety zazwyczaj anonimowo) studenci i odezwą się też przynajmniej niektórzy prowadzący (ci ostatni na szczęście nie anonimowo). Pozwolę sobie dołączyć do tych ostatnich i wypowiedzieć się w kilku poruszonych powyżej kwestiach:
            1. Brak zgody na publikacje wyników. Kwestionariusz ankietowy, w którym oceniają nas studenci, pozwala na ocenę kilku różnych aspektów i w ten sposób zaburza pewną symetrię oceny. My oceniamy studentów jedynie pod kątem ich wiedzy (umiejętności, etc.). Oni nas pod względem punktualności, kompetencji, tego czy jesteśmy mili i sympatyczni, itd. Któż z nas czuje się dobrze z tym, że jest uważany za np. niesympatycznego. Pokusa, by taki rezultat ukryć, jest znaczna i nie ma się co dziwić, że niektórzy jej ulegają.
            2. Subiektywizm ocen studentów. Sam w sobie nie jest problemem. Oceny zazwyczaj są subiektywne. Problemem jest raczej pewnego rodzaju nierzetelność. Studenci niżej oceniają prowadzącego ćwiczenia, który zdążył zrobić im kolokwium przed przeprowadzeniem ankiety, niż wykładowcę, który zrobi im egzamin dopiero po przeprowadzeniu ankiet. Od lat bywam oceniany wyżej na jednych przedmiotach i niżej na innych. Nieodmiennie dziwi mnie to, że na tych pierwszych jestem też bardziej punktualny niż na drugich, bardziej przyjazny studentom i w większym stopniu udostępniam im materiały, choć tak naprawdę wiem, że akurat w tych aspektach powinienem być oceniany tak samo (bo np. dokładnie tak samo udostępniam materiały). Stąd też wniosek, że ankiety powinny co prawda być istotnym elementem oceny prowadzącego, ale bynajmniej nie powinny być jedyną podstawą takiej oceny. Wynika to też z kolejnego punktu.
            3. Zdolność studenta do dokonania oceny przedmiotu i prowadzącego. Jest ona ograniczona. Studenci nie tylko nie zawsze potrafią ocenić kompetencje merytoryczne prowadzącego, ale także przydatność danego przedmiotu. Piszę to jako absolwent naszego Wydziału, którego liczni znajomi z okresu studiów zajmują dziś tak różne stanowiska, że nie ma najmniejszych wątpliwości: różne przedmioty przydają się różnym absolwentom.
            4. Masowość ocen. Tu pozwolę sobie nie zgodzić się z prof. Grudowskim. Przywołany przez niego wybór przedstawicieli w ramach demokracji przedstawicielskiej jest uzasadniony względami praktycznymi. Demokracja bezpośrednia wymagałaby ciągłego zaangażowania obywateli w procesy decyzyjne. Takie racje nie odnoszą się do oceny działalności dydaktycznej. Powszechność oceny przekłada się na jej reprezentatywność i jest to też pewną wartością. Inna kwestią jest problem frekwencji – niech oceniają nas ci, którzy uczestniczą w zajęciach i mają faktyczne podstawy do tego, by nas oceniać. Ale tak naprawdę obecność studentów na zajęciach jest obowiązkowa, więc jeśli o to zadbamy, problem frekwencji przestaje być problemem.

            Krzysztof Zięba

          6. Anonim

            no ale o co chodzi Panie Profesorze?
            Z wykładanego przez Pana przedmiotu jasno wynika pętla PDCA – ciągłego doskonalenia
            skoro planuemu – mamy plan przedmiotu, wykonujemu – realizaca wykładu – check – ankieta – act – raport z wyników ankiety zakończony rekomendacją – to wszystko jest podstawą jednego z Pana przedmiotu
            Czy w związku z tym zakres tego przedmiotu i narzędzia tam przywołane poddaje Pan pod wątpliwość?

            Z powyższej wypowiedzi Pana Profesora nie ma ANI JEDNEGO SŁOWA MERYTORYCZNEJ WYPOWIEDZI

            co sugeruje że ankieta wydaje się niezbędna – Ciekawe jak wyniki u Pana?

          7. Krzysztof Leja

            @wezwany do tablicy przez prof. Piotra Grudowskiego, cieszę się z dyskusji, a uzupełniając swój wpis mogę jedynie stwierdzić, że ocenianie nauczycieli przez studentów jest, w moim przekonaniu ważniejszym elementem doskonalenia jakości kształcenia niż tworzenie mnóstwa dokumentów czy systemów. Przeregulowany system nie będzie dobrze funkcjonował. Ale to już inna kwestia. Warto może zastanowić się nad masowością kształcenia w obecnym wydaniu…Ale to też jest temat na inną dyskusję.
            A co do uwag, że oceny studenckie są niedoskonałe. A czy oceny studentów przez nauczycieli akademickich są doskonałe?

            pozdrawiam z nadzieją na dalszą dyskusję
            Krzysztof Leja

          8. Anonim

            W moim odczuciu ankiety to jedyna możliwość by zwrócić uwagę, że dany prowadzący po prostu nie potrafi prowadzić zajęć dydaktycznych. Każdy potrafił by poprowadzić zajęcia czytając „Wikipedię”. Tylko, czy o to właściwie chodzi? Już miałam okazję doświadczyć takich zajęć, gdzie właściwie przez cały semestr prowadząca nie była w stanie odpowiedzieć na prawie żadne z pytań studentów.
            Owszem czasami studenta może ponieść fantazja, ale czasami zwłaszcza gdy podobnych opinii pojawia się sporo, to może być sygnał, że coś jest nie tak.

            A.M.

          9. Anonim

            Potrudzę się i sprawdzę. Co to znaczy „ani jednego słowa merytorycznej…” – nie rozumiem tego stylu i formy.
            Co sprzecznego z ideą cyklu PDCA jest w kontekście mojego postulatu zawężenia grupy oceniających???
            Szanowne kolegium dziekańskie – czy nadal mamy kontynuwać tę asymetrię – anonimowi tchórze – osoby jawnie podpisujące się?
            Jeśli nie zostanie to skorygowane (np. identyfikowalne osobę logowanie się do forum) wyłączam się na zawsze z dyskusji na blogach WZiE. Takie stanowisko o ile mi wiadomo reprezentuje zdecydowana większość pracowników.

            Z wyrazami szacunku, bez dalszego odzewu do czasu skorygowania zasad

            Piotr Grudowski

          10. Krzysztof Leja

            Szanowny Panie Profesorze
            Przykro mi, ale nie będziemy identyfikować uczestników dyskusji, co zmienia mojego przekonania, że wpisy anonimowe nie mają tej samej wagi, co podpisane imieniem i nazwiskiem.
            A co do wycofania się z dyskusji, to jest indywidualna decyzja, której nie będę komentował.
            Z poważaniem
            Krzysztof Leja

          11. Anonim

            Kwestia ocen nauczycieli akademickichi innych pracowników uczelni jest rozpatrywana od dłuższego czasu. Oczywiście zawsze będzie wbudzać kontrowersje, głównie dlatego, że ma charakter anonimowy i osoba oceniana nie ma prawa odnieść się i polemizować z oceniającym. Zostaje zatem wyeliminowana podstawowa cecha środowiska naukowego i zwykłej przyzwoitości jaką jest polemika. Kolejną kwestią jest wykorzystywanie wyników ankiet. W większości nie mają one przełożenia na decyzje władz jeżeli są pozytywne. Stanowią natomiast mechanizm do „dołeżenia” niewygodnemu pracownikowi w odpowiednim momencie dla decydentów.Swoją drogą nie słyszałem jeszcze żeby wyciągnięto jakieś konsekwencje w stosunku do dra. habilitowanego czy profesora. Nastepna kwestią jest sam kształt pytań. Czy rzeczywiście student pierwszego roku jest przygotowany do tego, żeby oceniać merytorycznie profesora czy przydatność treści przedmiotowych? Wydaje się też, że zawsze lepiej są oceniane zajęcia warsztatowe niż teoretyczne. Ocena powienna mieć charakter oceny technicznej – terminowści odbywanych zajęć, realizacji programu zgodnie z planem i itp. W rozszerzaniu systemu oceny brak też jest konsekwencji. Może warto by też wprowadzić semestralną ocenę władz uczelni i wydziału, kierowników katedr przez pacowników. Ciekawe, jakie stanowisko moeże zostać przyjęte przez decydentów w zakresie publikacji takich ocen.

            Piotrek

  4. Anonim

    Proces i efekty wypełniania ankiet przez studentów można podsumować dwojako. Z jednej strony należy wykazać się alteuizmem i jak sugerował Stanisław Lec „sza­nować egoizm drugich.” Bo nie każdego uszczęśliwi się samą możliwością wypowiedzenia swojego zdania. Z drugiej strony potrzeba odrobiny dobrej woli, by zachęcić do rzetelnego i precyzyjnego wypełnienia ankiet. Jednak jednorazowy akt tego typu może nie wystarczyć. Jeśli w ramach zajęć wypowiedzi studentów są „niemile widziane”, bądź występuje brak przyzwolenia na „konstruktywną krytykę”, ciężko jest oczekiwać by ankiety były wypełnione komentarzami czy też w ogóle wypełniane chętnie.
    Tego typu „kulturę oceniania” trzeba sukcesywnie i konsekwentnie tworzyć, choć jak widać nie jest to zadanie łatwe.
    „Radość pisania. Możność utrwalania. Zemsta ręki śmiertelnej.” – niech tak będzie i do tego trzeba zachęcać. Tak, nawet do zemsty…oby tylko radosnej! Bo jak pisała Pani Szymborska: „jest nam odmówiony idiotyzm doskonałości.”

    Pozdrawiam,
    Emilia Nagucka

    1. Anonim

      Ankiety ocen prowadzących.. Temat od zawsze budzący wiele odmiennych zdań. Zazwyczaj przy ich wypełnianiu jest tak, że jak do prowadzącego nie ma zastrzeżeń to oceny są wystawiane jak najlepsze, bez komentarzy. W przypadku, gdy prowadzący „przypadł gustom” studentów, dostaje dodatkowo pozytywną opinię (lub nie, w zależności od zaangażowania studenta). I to samo w przeciwnym kierunku, gdy jednak coś nie do końca pasuje. Niejednokrotnie zbierając ankiety, nim rozdałam i usiadłam do wypełniania, zaczynały już powoli do mnie spływać te wypełnione. W jaki sposób oddzielić te rzetelne od tych wypełnionych „ot tak”? Nie mam pojęcia.. Nie wiem, czy kwestia średniej sprawia, że student przykłada się do wypełnienia ankiety.. Bardziej chodzi o jego podejście.. do studiów, przedmiotu, zainteresowań.

      Jestem jak najbardziej za oceną prowadzących przez studentów. To tak jak z klientem, może nie zawsze zna się na technologi wytwarzania danego wyrobu, ale wie czego poszukuje.. i kiedy otrzyma to, poddaje ocenie jakościowej. A że klient, klientowi nie równy, to już inna kwestia.
      Czasem nawet w tej niedojrzałej krytyce jest ziarno prawdy.

      Pozdrawiam,
      Izabela Robaszkiewicz

  5. Anonim

    Studenci oceniali pracowników od początku istnienia Wydziału. Wiadomo, że niektórzy kierowali (i kierują się chyba nadal) sympatią lub antypatią, inni starali się być obiektywni, byli też tacy, którzy chcieli „dowalić” temu, kogo nie lubili, bo np. był bardziej wymagający. Na początku oceniano nas po skończonym semestrze (tzn. na początku następnego) i wywieszano oceny w gablocie obok dziekanatu (jeszcze w gmachu B), potem zgodnie z Ustawą ….. musieliśmy wyrazić zgodę, na upublicznienie naszych ocen. Ja z reguły zgody nie wyrażałam, mimo dosyć dobrych ocen, bo sądziłam, że ocena jest dla pracownika, by zwrócił uwagę na „swoje braki dydaktyczne”.
    A jakie były początki „oceniania” na PG? Wydaje mi się, że pierwszym wydziałem był ETI – tam już w latach 80. wywieszano listy pięciu najlepszych i pięciu najgorszych dydaktyków. A w Katedrach? W mojej, tj. Nauk Filozoficznych, już w l. 80, niektórzy pracownicy na ostatnich zajęciach przeprowadzali „ankietowanie”, które miało na celu ocenić jakość zajęć (tzn. czy tematyka była interesująca, czy metoda prowadzenia zajęć odpowiada oczekiwaniom studentów, jakim problemom należy poświęcić więcej czasu itp.) – w sumie te mini-badania miały na celu udoskonalenie programów i metod ……

    Krystyna Brzozowska (em)

Możliwość komentowania jest wyłączona.