Przychodzi Rodzic do Prodziekana

Do licznych odwiedzin studentów w czasie konsultacji prodziekańskich już dawno przywykłam, ale zawsze poruszają mnie odwiedziny rodziców naszych studentów. Powody są różne, często niestety związane ze smutnymi wydarzeniami, na przykład nagłą chorobą czy też pobytem studenta w szpitalu. Pomagam wtedy jak potrafię, szukam rozwiązania, by po powrocie do zdrowia student mógł kontynuować naukę bez wielkich strat.

 

Ale są też inne spotkania. Zdarza się, że rodzice przychodzą, bo intuicja podpowiada im, że coś jest nie tak, że ich dziecko, czyli nasz student ma jakieś kłopoty, że coś na studiach zaniedbał. I to te właśnie rozmowy są szczególnie trudne, bo po pierwsze nie mam prawa udzielić rodzicom żadnych informacji o studencie bez jego zgody. Po drugie, jeśli w takim spotkaniu bierze udział sam zainteresowany i pozwala przedstawić swoją sytuację, okazuje się, że historia ma dwie wersje: tą opowiedzianą przez studenta oraz tą wynikającą z jego teczki osobowej – obie różne, nawet sprzeczne, niestety ta oficjalna zwykle mniej optymistyczna… Wtedy najbardziej mi żal rodziców i… wzajemnego zaufania.

 

4 komentarzy nt. „Przychodzi Rodzic do Prodziekana

  1. Anonim

    Spotkałem się z takimi trudnymi sprawami, gdzie główne role, oprócz studentów, grali nie tylko rodzice ale i dziadkowie. Samo życie.
    Zaufanie to słowo klucz a prodziekan ds kształcenia dla studentów jest jak lekarz dla pacjenta. Słucha i ufa. Nie bardzo ma inne wyjście. Polecam książki wydane w ostatnich latach: M. Bugdol, Zarządzanie organizacją opartą na zaufaniu oraz W.M. Grudzewski et al., Zarządzanie zaufaniem w przedsiębiorstwie.
    Krzysztof Leja

    1. Anonim

      W poprzednim komentarzu podałem błędny tytuł książki prof. Marka Bugdola. Właściwy tytuł brzmi: „Wymiary i problemy zarządzania organizacją opartą na zaufaniu”. Książkę wydało Wydawnictwo UJ.
      KL

  2. Anonim

    Dobrze że Pni Prodziekan o tym mówi, iż nikt nikomu nie ma prawa udzielać żadnych informacji o studencie bez jego zgody. Szkoda tylko, że Dziekan o tym zapomina – lub uważa, że jemu wszystko wolno – ponieważ rozpowiada on po pracownikach PG różne informacje na temat jednego ze studentów (przedstawiając go w złym świetle), a ci komentują to dalej na swój sposób po innych ludziach – np. innych studentach podczas zajęć. Ciekawe jak daleko jest się wstanie posunąć Dziekan, chcąc oczyścić się z zarzutów? Jednak jak się okazuje historia ma później dwie strony: tą opowiedzianą przez Dziekana, oraz tą rzeczywistą.

    M-k

    1. Anonim

      Wymiana informacji o studentach, z którymi prowadzimy zajęcia jest pomiędzy pracownikami Wydziału możliwa i nawet wskazana – to pozwala nam lepiej was poznać, lepiej ocenić i lepiej przygotować zajęcia oraz interpretować wasze prośby czy też zachowania. Jest znanym mechanizmem psychologicznym, że chętniej dzielimy się opniami negatywnymi, bo sa one wyraziste, lepiej zapamiętywane i …bardziej chwytliwe. Widać to również na naszych blogach, gdzie wiele osób komentując wypowiedzi autorów odwołuje się do negatywnych zdarzeń czy opinii. Na szczęście, większość z nas (tu mam na myśli wszystkich czytalników nie tylko zapisów na blogu) może samodzielnie formułować swoje zdanie, kierując się umiejętnością logicznego przetwarzania informacji. Ta umiejętność, połączona z asertywnością może też być podstawą do reagowania na sytuacje, gdy ktoś przekazuje negatywne informacje niezgodne z prawdą. Reakcja indywidualna wymaga jednak również odwagi.

Możliwość komentowania jest wyłączona.