Uniwersytet płaczący czy walczący

Nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe w Polsce, a zwłaszcza wynagrodzenia proponowane najmłodszym naukowcom a także pracownikom uczelnianej administracji od lat są dalece za niskie, aby zainteresowały najlepszych absolwentów uczelni zatrudnieniem w instytucjach akademickich. Taki stan rzeczy powoduje, że w uczelniach, podczas rozmów na temat płac dominuje narzekanie. Na to nakłada się sceptycyzm, który niestety nie jest odmianą mertonowskiego zorganizowanego sceptycyzmu, defetyzm, przejawiający się przewidywaniem problemów w każdym działaniu lub wręcz nihilizm. Takie postawy wpisują się w istotę strategii defensywnej organizacji, której przesłaniem jest minimalizowanie zagrożeń zewnętrznych i brak wiary we własne atuty. W efekcie przyjmowanie takich postaw prowadzi do wycofywania się z poszczególnych aktywności, a także przeświadczenia, że najwygodniej będzie przeczekać burzliwe czasy, z nadzieją na spokój w nieodległej przyszłości. Tyle, że to jest mało prawdopodobna prognoza. Uniwersytet, którego społeczność przyjmie taką postawę, nazwałbym płaczącym, korzystając z określenia ukutego w Centre of Higher Education Policy Studies University of Twente w Holandii. Nie będę zastanawiał się w tym wpisie, do jakich skutków taka postawa prowadzi. Ale z pewnością nie chciałbym w takim uniwersytecie pracować. Na drugim biegunie jest uniwersytet, którego społeczność identyfikuje się z uczelnią, zdając sobie sprawę z ograniczeń, które dotykają pracowników. Nie przeszkadza to, aby dzisiaj zaprojektować idealny model uniwersytetu, do którego dążymy i chcielibyśmy go osiągnąć za kilka lat, jednocześnie identyfikując przeszkody, które nam to utrudniają i nie pozwalają urzeczywistnić go już dziś. Na niektóre z ich nie mamy wpływu, ale część z pewnością możemy próbować usuwać, chociażby doskonaląc kulturę organizacyjną uczelni w kierunku bardziej proefektywnościowej. Taki sposób myślenia w literaturze nazwano poszukiwaniem ideału. Towarzyszy ono osobom tworzącym wspaniałe przedsięwzięcia. Dotyczy to tak odległych przedsięwzięć jak projektowanie lotów kosmicznych i prowadzenia hospicjów. W każdym przypadku wymaga to odwagi liderów i przemodelowania aktywności, której towarzyszy narzekanie i mnożenie przeszkód, które mogą się pojawić na drodze realizacji celów do takiej, której towarzyszy pytanie: dlaczego nie? W odróżnieniu od uniwersytetu płaczącego, taką uczelnię można nazwać walczącą, nie tylko o środki pozabudżetowe, ale i o jak najlepszych studentów. Nie muszę dodawać, że idea uniwersytetu walczącego jest mi bliska, zdając sobie doskonale sprawę z tego, że z pustego i Salomon nie naleje.

Jeden komentarz nt. „Uniwersytet płaczący czy walczący

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code