Nieciągłość wrogiem ciągłości

Projekt ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce”, który wkrótce trafi pod obrady Sejmu budzi emocje. To zrozumiałe, gdyż proponuje wiele nowych rozwiązań dotyczących systemu szkolnictwa wyższego. Nie zaskakuje zatem fakt, że około 150 naukowców z wielu ośrodków akademickich kraju zgłosiło szereg poważnych zastrzeżeń do reformy w liście: https://wpolityce.pl/polityka/383320-wazny-list-prawie-150-naukowcow-do-ministra-gowina-rewolucja-ktora-przygotowali-tworcy-tzw-konstytucji-dla-nauki-grozi-nieobliczalnymi-konsekwencjami. Prof. Jarosław Górniak, przewodniczący Rady Narodowego Kongresu Nauki, która w styczniu b.r. zakończyła swoją działalność, rzeczowo wyjaśnia wątpliwości zgłoszone w tym liście, argumentując że są one nietrafne: http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/j-gorniak-odpowiedz-na-tezy-apelu-o-zmiany-w-planie-reformy-nauki-ministra-gowina,akcja,print.html.

Do tych merytorycznych wyjaśnień chciałbym dorzucić jedną uwagę, która nie wydaje mi się marginalna. Z uwagi na fakt, że zmiany proponowane w ustawie w wielu sprawach mają charakter fundamentalny, wyjątkowo ważny jest czas przejściowy, gdyż w jego trakcie, jak przewiduję trwającym co najmniej kilka lat, stare będzie się stykało z nowym. Dobrze się stało, że autorzy projektu ustawy to dostrzegli, proponując rozłożenie zmian na wiele lat. Niewykluczone, że w wyniku prac parlamentarnych czas ten będzie wydłużony. Ważne jednak, aby nie odkładać planowanego terminu wejścia w życie ustawy.

Dotychczasowemu kultowi stopni naukowych i tytułu profesora towarzyszyło będzie ocenianie nauczycieli akademickich wyłącznie na podstawie ich dorobku w ostatnich kilku latach, niezależnie od statusu naukowego. W tej sytuacji łatwo o dezawuowanie stopni i tytułu naukowego uzyskanego wcześniej, co byłoby wielce niestosowane.

Dotychczasowej presji ilościowej w zakresie liczby kształconych oraz liczby publikacji naukowych, która na szczęście przemija, towarzyszyć będzie presja na autentyczne, a nie fasadowe doskonalenie jakości kształcenia, a także publikowanie wyników badań w obiegu międzynarodowym. Przejście to powinno odbywać się stopniowo, bez nadmiernej presji czasu. Dlatego propozycja nowych zasad ewaluacji uczelni wg dyscyplin, której kierunek jest mi bliski, nie powinna obowiązywać wstecz, gdyż poza naruszeniem podstawowej zasady niedziałania prawa wstecz, wprowadzać będzie w  zamęt w umysłach naukowców i prowokować do pytania, czy za kilka lat obecne zasady nie zostaną przewrócone do góry nogami.

Dotychczasowemu podziałowi środków publicznych przede wszystkim na dydaktykę z domieszką nauki, towarzyszyć będzie presja na władze uczelni, które będą aspirowały do tego, aby stać się uczelniami badawczymi, aby przemyśleć na nowo podział otrzymanej subwencji naukowo-dydaktycznej. To poważne wyzwanie dla rektorów, gdyż skutki społeczne tych decyzji, najprawdopodobniej obowiązujących od 2019 lub 2020 r. mogą być znaczące.

Dotychczasowej decentralizacji środków finansowych na poszczególne jednostki uczelni towarzyszyć będzie silna władza rektora, który wraz z najbliższymi współpracownikami zadecyduje o nowym podziale środków. Dylemat: co centralizować, a co decentralizować, może okazać się jednym z kluczowych pod rządami nowej ustawy. Z pewnością warto będzie sięgnąć do przemyśleń G. Hamela i C.K. Prahalada, aby wykorzystać efekt dźwigni zasobów przez ich koncentrację, akumulację i uzupełnienie.

Dotychczasowe przywiązanie do roli organów kolegialnych, niejednokrotnie bezwładnych decyzyjnie, towarzyszyć będzie silna władza osób kierujących jednostkami organizacyjnymi, z których będzie składała się uczelnia. Nadmierny kolegializm w polskich uczelniach dostrzegli już ewaluatorzy z OECD w 2008 r., ale siła przyzwyczajeń w środowisku akademickim jest ogromna. W radach wydziałów obecnie niejednokrotnie zasiada niemal połowa zatrudnionych nauczycieli akademickich. Ta zmiana nie może prowadzić do przekreślania roli ciał kolegialnych, pamiętając wszakże, że uczelniach przez setki lat obowiązywał prymat władzy uczonych. Prymat ten nadal obowiązuje, tyle, że definicja uczonego ulega istotnej (dobrze by było, aby ewolucyjnej) modyfikacji.

Niepokój niektórych budzi w ustawie brak określenia ‘wydział’, tyle, że w poprzedniej też takiego nie było, a określenie ‘podstawowa jednostka organizacyjna’ ≠ ‘wydział’ lub ‘instytut’. Co ciekawe niepokój budzi również fakt, że uczelnia będzie miała pełną autonomię w zakresie ułożenia w statucie struktury organizacyjnej. Może być po staremu, ale może być zupełnie inaczej. Czyżby wyjątkowo szeroka autonomia była nie na rękę środowisku akademickiemu? Trudno mi w to uwierzyć. Co prawda autonomia bez odpowiednich środków autonomia może okazać się iluzją, ale miejmy nadzieję, że władzom MNiSzW uda się przekonać rząd do wyraźnego zwiększenia finansowania szkolnictwa wyższego w najbliższych latach.

Katalog możliwych nieciagłosci z pewnością jest niepełny. Proponowanym zmianom mówię TAK, ale pod warunkiem, że minimalizowane będą one, zarówno na poziomie ustawy, rozporzadzeń, statutów i wreszcie uczelnianych codzienności wszelkie nieciągłości, gdyż te nie służą harmonijnemu rozwojowi systemu szkolnictwa wyższego, a także składającym się nań instytucjom akademickim bez względu na ich rolę w zrównoważonym systemie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>