Uniwersytet Fahrenheita w Gdańsku

Polskie uczelnie lokują się na odległych miejscach w światowych rankingach instytucji szkolnictwa wyższego. Pytanie, czy wynika to z ich permanentnego niedofinansowania oraz takich, a nie innych zasobów, czy może z faktu, że zasoby te nie są wykorzystywane tak, jak mogłyby być. Coraz częściej dostrzeganą przyczyną tej sytuacji jest fakt, że uczelnie zamiast współpracować i współkonkurować, starając się uzyskać synergię zasobów, występując wspólnie z wnioskami o pozyskanie dużych projektów badawczych, tworzenie interdyscyplinarnych centrów badawczych lub opracowanie programów dydaktycznych, funkcjonują obok siebie. Podobnie się dzieje w strukturach organizacyjnych uczelni, zwykle wydziałowo-katedralnych, które są nieeelastyczne i utrudniają budowanie więzi poziomych. W kampaniach rektorskich na wielu uczelniach pojawiają się propozycje zmian organizacyjnych. Obawiam się, że niezależnie od tego, czy struktura uczelni będzie macierzowo-sieciowa, liniowo-dywizjonalna, hipertekstowa, fraktalna, hybrydowa czy jakakolwiek inna, nie przełamiemy niemocy w zakresie współpracy, jeśli nie znajdziemy klucza do naturalnej dyfuzji wiedzy na poziomie pojedynczych uczonych, struktur wewnętrznych uczelni a także między instytucjami akademickimi.
Propozycje zmierzające ku temu, aby wydziały pełniły rolę koordynacyjną, a zespoły (badawcze/dydaktyczne i wszelkie inne) rolę organizacyjną (uniwersytet trzeciej generacji Wissemy http://www.pi.gov.pl/PARPFiles/file/OIB/SOIB/wizyty_studyjne/20101206_BIOS_DVZ3_wizyta1_Poznan_prezentacja2.pdf)  trafiają na mur niezrozumienia, żeby nie powiedzieć niechęci.
Propozycje tworzenia rad powierniczych uczelni publicznych, które wybierałyby rektora są odrzucane zanim ktoś je uzasadni. A zatem, co dalej? Jedną z możliwości jest konsolidacja uczelni. Konsolidacja rozumiana jako połączenie zawsze będzie rodzić pytanie, która uczelnia jest tą najważniejszą, do której włączono inną lub inne. Dlatego też uzasadnione jest rozpoczęcie debaty jak zacieśnić współpracę uczelni, nie naruszając ich autonomii. Można stworzyć związek uczelni. Pierwszy w Polsce już istnieje w Krakowie (http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/pierwszy-formalny-zwiazek-uczelni-w-polsce.html).
Czy w Gdańsku jest również możliwa konsolidacja uczelni, zachowując ich autonomię pod nazwą Uniwersytet Fahrenheita w Gdańsku (Fahrenheit University in Gdansk lub Gdansk Fahrenheit University)? Nazwa nie jest mojego autorstwa, ale gdy pierwszy raz ją usłyszałem, pomyślałem: to świetny pomysł. Nazwa bowiem tylko pozornie ma znaczenie marginalne.
Rozpocznijmy dyskusję nad tą propozycją. Mam na myśli dyskusję nie tylko nad nazwą.

6 komentarzy nt. „Uniwersytet Fahrenheita w Gdańsku

  1. Magda Popowska

    Myślę iż im wcześniej decydenci uczelni zaczną takie dyskusje prowadzić, tym lepiej. Z drugiej jednak strony, zdaję sobie sprawę, jak trudne to będą rozmowy i jak ważnym jest, aby we wszystkich uczestniczących podmiotach, była motywacja do ich prowadzenia. Formalny związek uczelni wydaje się być bardzo dobrym pomysłem na rozpoczęcie rozmów o nieuniknionej konsolidacji uczelni trójmiejskich w perspektywie średnio lub długookresowej. Łatwiej prowadzi się takie procesy, gdy istnieją formalne ramy z ściśle określonymi zasadami gry, opartymi na wzajemnym zrozumieniu i zaufaniu, a takie wypracowuje się latami. Nazwa, choć jak się wydaje, nie ma to jeszcze większego znaczenia, jest dobra, tylko czy tak nazwać związek? Może to dobra nazwa dla docelowej skonsolidowanej uczelni?

    Odpowiedz
  2. doog

    Widocznie nie jest tak źle z tymi zasobami, skoro uczelnie czy wydziały bardziej są skłonne autonomicznie dryfować niż wspólnie płynąć. Chyba tak naprawdę chyba nikogo ten stan rzeczy nie uwiera na tyle mocno, żeby pozbyć się choć rąbka mniej lub bardziej wydumanej autonomii, o ile w ogóle trzeba byłoby cokolwiek w tej materii poświęcić. Bo czy taka nowa uczelnia byłaby mniej autonomiczna? Czy bardziej chodzi o to, że gwałtownie zmniejszyłaby się liczba dostępnych gronostai i wymówek a zwiększyła odpowiedzialność?

    Odpowiedz
  3. Krzysztof Leja

    Gdyby obecny stan nikogo nie uwierał, nie byłoby tego wpisu. Owo uwieranie odczuwam nie tylko ja. A swoją drogą nie miałbym nic przeciwko temu, aby stały komentator, nazywający się ‚doog’, podpisywał się pod komentarzami. Chyba, że to jest imię i nazwisko w jednym.

    Odpowiedz
    1. doog

      My tu gadu-gadu a inni działają: http://www.universityworldnews.com/article.php?story=20160414193020643

      Patrząc na to co się dzieje w Polsce, poziom debaty „akademickiej” i poczynania rządu (poprzednich również), a raczej ich brak, to optymistycznie szacując, jesteśmy jakieś 10-15 lat zapóźnieni za tym co dzisiaj się dzieje w Europie. U nas chyba nikomu z akademickich decydentów się jeszcze nie śni połączenie np. UW z WUM, a inni po prostu to robią. U nas to raczej chyba tendencje separatystyczne są ostatnio bardzo widoczne. Nawet UJ zaczął bardziej podkreślać, że jest UJ z Collegium Medicum. To trochę tak jakby PG z okazji wyboru nowego rektora na stronie głównej napisała – PG z Wydziałem Chemicznym. Szkoda.
      Wniosek – kilka osób rzeczywiście zdaje sobie sprawę że drepczemy w miejscu a świat żwawo idzie do przodu, ale ogółu społeczności akademickiej ten stan rzeczy nie uwiera, najwyraźniej.
      W przytoczonym artykule napisano o reelekcji dwóch pro-mergerowych rektorów. A czy w Polsce którykolwiek z kandydatów chociaż miał to w programie? Nie słyszałem, ale być może ktoś był. Czy wygrał? Jeżeli nie, to pytanie ile nas, jako środowisko akademickie dzieli od Europy, żeby kogoś takiego wybrać? A w więcej niż jednej uczelni?

      Odpowiedz
  4. Agnieszka Landowska

    Współpraca w praktyce.
    Mój zespół naukowy (międzykatedralny) współpracuje z firmami, a także realizuje badania na rzecz Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego (powstaje także praca dyplomowa realizowana przez naszego studenta na rzecz GUMED). Z GUMED od prawie roku próbuję podpisać umowę o współpracy. Umowa jest niezwykle prosta: robimy razem badania w temacie…., zobowiązujemy się do poufności, umowa nie ma konsekwencji finansowych, jak coś powstanie, napiszemy publikację wspólnie, albo złożymy wniosek o grant albo zawrzemy kolejną umowę z uregulowaniem kwestii finansowych.

    Z naukowcami współpracuje mi się świetnie i cały czas badania nasze są realizowane, ale na razie działamy w „szarej strefie”, ponieważ nie mogą się dogadać organy administracyjne.
    1. Najpierw zaproponowałam ramową umowę, jaką mamy na Wydziale – Dział Nauki w GUMED nie zrozumiał – jak to tak, bez konsorcjum, grantu? jak można prowadzić takie badania?
    2. Po kilku (kilkunastu?) wizytach pracowników naukowych GUMED w Dziale nauki i kolejnych wyjaśnieniach, zostałam poproszona o odwiedzenie Działu Nauki GUMED osobiście w celu … tu pojawiają się wątpliwości… potwierdzenia, że faktycznie współpracujemy (nie ufają swoim pracownikom?), wyjaśnienia charakteru współpracy (był wyjaśniany)…
    3.W DN GUMED dowiedziałam się, że:
    – za sprawy naukowe i dydaktyczne odpowiada inny prorektor, i nie możemy wpisać do jednej umowy pracy dyplomowej i badań,
    – powinnam płacić 7000 PLN za zgodę Komisji Bioetycznej za badania realizowane dla GUMED, inaczej wykorzystuję współpracę … (hmm… wydawało mi się, że realizujemy badania wspólnie, właściwie ja dla nich coś mierzę)
    – DN zaproponował zmiany umowy, które JA! miałam wprowadzić do pliku z umową i jej przesłać do akceptacji (zrobiłam to…)
    4. DN GUMED wprowadził kolejne zmiany i przesłał wersję na naszych prawników
    5. Aktualnie umowę (2 strony) męczy nasz Dział Prawny
    6. Zmiany z naszego Działu Prawnego trafią do ich Działu Prawnego…

    Najbardziej zaskakuje to, że to ja z tą umową biegam, poprawiam, proszę, wnioskuję, tłumaczę… jestem gońcem, edytorem umów bez żadnego doświadczenia prawnego.
    Powoli dochodzę do wniosku: a po co mi ta umowa?
    Wydawała mi się potrzebna: dostajemy poufne informacje, ja wynoszę sprzęt laboratoryjny do GUMED (tak, jest ubezpieczony), student w ramach pracy dyplomowej chodzi do GUMED (a jak ktoś zapyta, co ta osoba robi na oddziale?).

    BTW, student zdążył już skończyć pracę… a co z rezultatem?

    Myślę, że badania międzyuczelniane są prowadzone, tylko że większość… w szarej strefie.

    Odpowiedz
  5. Krzysztof Leja

    Dziękuję za komentarz. Porusza Pani trzy bardzo istotne kwestie.
    Pierwsza to pilna konieczność profesjonalizacji uczelnianej administracji, druga stworzenie takich mechanizmów motywacyjnych, które skłonią pracowników uczelni do prowadzenia prac zleconych, a także współpracy z korzyścią dla nich samych i dla Uczelni, a trzecia związana z poprzednimi to eufemistycznie nazywając, niedoskonałości we współpracy między uczelniami.

    Profesjonalizacja administracji to z pewnością nie tworzenie struktur, od których nazw może rozboleć głowa i doskonalenie jakości przez tworzenie kolejnych procedur. Być może dzięki temu jesteśmy lepiej zabezpieczeni na tzw. okoliczność kontroli. Tylko czy temu trzeba podporządkowywać funkcjonowanie Uczelni. Konieczne jest przeniesienie akcentów na obsługę administracyjną wszelkich projektów, aby odciążyć tych, których rolą jest ich realizacja. Doskonalenie funkcjonowania biura projektów to wyzwanie czasu. Temu może sprzyjać niezbyt rozbudowana, sprawna i godziwie opłacana administracja Uczelni.

    Drugi problem sprowadza się do pytania jak zachęcać pracowników do współpracy z otoczeniem, nie tylko akademickim. Mechanizmy motywacyjne, o których wspomniałem to uelastycznienie naliczania kosztów pośrednich od przedsięwzięć wspólnych i tych zlecanych z zewnątrz. Oponenci takiego rozwiązania stwierdzą, że ucierpią na tym koszty ogólne. To prawda. Ja natomiast uważam, że straty związane z istnieniem szarej strefy są znacznie większe i wymierne, gdyż rzutują one na ocenę parametryczną poszczególnych wydziałów oraz postrzeganie uczelni jako oderwaną od otoczenia. Poza tym metoda kija i marchewki, jak mawiają współcześni psychologowie jest niedoskonała.

    Trzecia kwestia, która starałem się uczynić motywem przewodnim wpisu, to konieczność współpracy wewnątrz uczelni oraz z innymi podmiotami, nie tylko akademickimi. To jest z pewnością jedno z kluczowych zadań nowo wybranego rektora.

    Tak się złożyło, że w zaprzyjaźnionych uczelniach też nastąpiła zmiana warty. Jak to zwykle bywa najważniejszy jest odpowiedni klimat (kultura organizacyjna), a ten tworzą LUDZIE, dlatego zapowiedź rektora elekta wyraźniejszego dostrzegania roli pracowników, wygłoszona tuż po wyborze dobrze temu wróży.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>