Czy nauka jest grą na punkty”

Właśnie ukazała się ministerialna lista czasopism naukowych wraz z punktacją za prace, które zostały opublikowane w 2015 r. (http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/juz-sa-nowe-listy-punktowanych-czasopism-na-2015-rok.html). Dyskusyjne jest z pewnością jej publikowanie w ostatnich dniach roku. Zwolennicy takiego rozwiązania uważają, że kierowanie publikacji naukowych do określonego czasopisma nie powinno być podporządkowane jego wycenie, natomiast przeciwnicy, porównując to gry, przypominają, że zasady każdej gry ustala się przed jej rozpoczęciem. Jest jeszcze trzecia, niemała grupa, która uważa, że jedyną oceną jakości publikacji, którą można akceptować, jest peer review, czyli ocena wewnątrzśrodowiskowa. W obecnej ocenie czasopism z tzw. ministerialnej listy B, dotychczas wycenianych od 1 do 10 pkt, pojawiła się taka możliwość, gdyż niezależnie od szczegółowych kryteriów, na podstawie których oceniono czasopisma: http://www.nauka.gov.pl/g2/oryginal/2015_06/57d62136155875b12419981aa086b9f9.pdf, pojawił się zapis:
„zespół [oceniający-przyp. aut.], może przyznać czasopismu naukowemu liczbę punktów z przedziału od 0 do 5 na podstawie oceny czasopisma naukowego w środowisku naukowym, spełniania standardów etycznych, wydawniczych, oceny wkładu w naukę polską oraz naukę światową oraz innych kryteriów oceny eksperckiej przyjętych przez zespół”.
W praktyce oznacza to, że artykuły w czasopismach z listy B są wycenione do 15 pkt (takich czasopism jest 40), czyli tak, jak te w najniżej wycenionych czasopismach z listy A.
Szczegółowe omówienie i komentarz zmian autorstwa znawcy tej problematyki dr Emanuela Kulczyckiego jest tu: http://ekulczycki.pl/warsztat_badacza/zasady-oceny-czasopism-w-2015-omowienie-i-komentarz/.
Na pierwszy rzut oka widać, że czasopisma umieszczone na liście B z reguły zyskały od jednego do kilku punktów, natomiast z wyceną czasopism z listy A bywało różnie. A zatem z punktu widzenia parametryzacji planowanej na 2017 r. (a dotyczącej osiągnięć naukowych z lat 2013-2016), wymagany próg punktowy dla publikacji z 2015 r., która będzie brana pod uwagę (wybranych będzie 3N najwyżej wycenionych prac, gdzie N jest liczbą nauczycieli akademickich zaangażowanych w działalność naukową) wyraźnie wzrasta – szacunkowo o 50%. Przypuścić należy, że redakcje czasopism z listy B uczynią wszystko co możliwe, aby co najmniej utrzymać tegoroczną punktację w przyszłym roku, ale to się okaże dopiero w końcu grudnia 2016 r.
Pozostaje tytułowe pytanie: czy nauka rozumiana jako tworzenie nowego to kwantyfikowalna gra?

Jeden komentarz nt. „Czy nauka jest grą na punkty”

  1. Jarosław Badurek

    Testoza i punktoza.

    W szkolnictwie (zwłaszcza gimnazjalnym) narzeka się często na „testozę” czyli uczenie się po to żeby zdać test a nie po to żeby się czegoś autentycznie nauczyć. A więc zrozumieć, umieć zastosować czy wykorzystać dla swojego rozwoju. To podejście wygodne nie tylko dla uczniów. Nauczycielowi, np. angielskiego, łatwiej jest binarnie „odfajkować”, prawidłowo czy błędnie, wypełnione puste „kratki”, zamiast wnikać w bogactwo alternatywnie użytego słownictwa, w jakimś z pasją napisanym eseju. Efekt? Absolwenci, ze znakomitymi wynikami, którzy fantastycznie potrafią przez wszystkie czasy i przypadki odmienić zdanie „John jedzie na rowerze”. I niewiele poza tym. Owszem, testy mogą być pomocnym środkiem kształceniowym ale nie powinny być centralnym i nie jedynym. Nie można też na ich podstawie wyciągać zbyt daleko posuniętych wniosków. W końcu test na inteligencję (IQ) bardzo precyzyjnie określa tylko jedną cechę tzw. probanta: je go umiejętność rozwiązywania testów na inteligencję właśnie. Ta zaś umiejętność nie jest tożsama z inteligencją jako taką.

    Inną przypadłością z jaką możemy się zetknąć, tu już mówię o nauce i szkolnictwie wyższym, jest „punktoza”. Czyli przesadne dążenie do kwantyfikowalności tak złożonych i trudnomierzalnych fenomenów jak postęp (techniczny) czy Nauka. W skrajnym przypadku prowadzi to technokratyzmu i scjentyzmu. Dodam, że nie krytykuję tu w całości idei Smytha (ruch technokratyczny częściowo wykorzystano nawet przy założeniach „New Deal” w USA) czy Comte’a (cenne akcentowanie pozytywizmu i empiryzmu) ale zwracam uwagę na niebezpieczeństwo „przerostu formy nad treścią”. Takowy można było zauważyć kilkadziesiąt lat temu (lata 1970-te) w informatyce kiedy, formalnie bardzo precyzyjnie, definiowano normy czasowe dla napisania jednej linii kodowej (LoC, Line of Code) przez programistę. Dziś również stosuje się kwalifikowane szacowania złożoności czasowej projektów IT ale robi się to metodami holistycznymi (np. inżynierią wartości). Zarówno w n auce jak i w informatyce stajemy przed podobnym problemem: mierzalności informacji. Doświadczenia analizy systemowej, gdzie stosuje się różne systemy referencyjne, przestrzegają przed tzw. syndromem SINO (system in name only) czyli tworzeniem „systemu dla samego systemu”. Innymi słowy mówiąc: warto mierzyć i warto stosować systemy referencyjne (parametryczne) ale trzeba to robić z umiarem i elastycznie. Umiar oznaczałby zatem stosowanie dla oceny działań naukowych także kryteriów pozapunktowych i pozapublikacyjnych. Elastyczność pozwalałaby zaś na uwzględnianie specyfiki badawczej danego środowiska a więc honorowanie jego lokalnej autonomiczności.

    I wreszcie skojarzenie w kontekście dzisiejszej informacji o możliwości odwoływania się od wyników maturalnych. Procedury odwoławcze są pożądanym elementem procesów decyzyjnych w demokratycznym społeczeństwie i mam nadzieję, że nie będą nadużywane w „walce o punkty” a także w nauce przez największe N warto pamiętać, że jej siłą jest wzajemne ocenianie się. Nasuwa mi się tu bowiem pouczająca anegdota o, niegdyś bardzo znanym w naszym kraju, sędzi piłkarskim – Stanisławie Eksztajnie. Sędzia, na jednym ze spotkań z przedstawicielami klubów ligowych, rozdał im karteczki z prośbą o zapisanie: ile punktów stracili wskutek błędów sędziowskich w sezonie. Odpowiedzi były różne – od kilku do nawet kilkunastu punktów. Potem padło inne pytanie: ile punktów te same kluby zyskały wskutek błędów sędziowskich. Tu wszyscy byli jednomyślni: zero.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>