Miejsce przy śmietniku

Przed trzydziestoma laty podróżowaliśmy z małżonką autostopem po Włoszech. Któregoś dnia trafiliśmy na camping w okolicach Rzymu. W recepcji zapytano nas o narodowość, a gdy tę ujawniliśmy, wskazano nam miejsce rozbicia namiotu w pobliżu… śmietnika, gdyż tam mieszkali Polacy – uchodźcy, którzy wtedy zdecydowali się wyjechać z kraju. Do dziś pamiętam ten moment, gdy używając naszej (nienajlepszej) znajomości języka włoskiego (dla recepcjonisty był to jedyny zrozumiały język) wyraziliśmy swoje oburzenie. Znalazło się miejsce na namiot gdzie indziej, ale pamięć pozostała. Po jednej nocy opuściliśmy ten camping i na szczęście podróż po słonecznej Italii obfitowała w wiele bardzo miłych sytuacji i przeogromnej życzliwości Włochów, ale mimo to pamięć o tej sytuacji pozostała.

Minęło 30 lat i mamy do czynienia ze ścieraniem się wśród polskich polityków opinii: przyjmować-nie przyjmować uchodźców, a jeśli tak, to kogo: tylko zielonookich, a może tylko blondynki, a może przyjąć kryterium wzrostu, gdyż tak popularne jest mierzenie wszystkiego, nawet tego, czego zmierzyć się nie da, a może przyprowadzać test inteligencji (emocjonalnej), a może… Niezależnie od tych opinii problem nie jest błahy. Nie chciałbym wpisywać się w tę „debatę”.

Jak dotychczas nie dosłyszałem głosów płynących ze środowiska akademickiego. Pewnie dlatego, że są wakacje. A może warto podjąć próbę, aby zorientować się, jaki jest los akademików z terenów, na których trwa wojna. Uniwersytety syryjskie, a z pewnością nie tylko te, należą do Międzynarodowego Stowarzyszenia Uniwersytetów (IAU), współpracują również z uczelniami polskimi. Uważam, że nasze środowisko powinno wspierać akademików z krajów ogarniętych wojną (często domową) różnymi gestami, a także wszelkiego rodzaju wsparciem, na miarę naszych możliwości. Chciałoby się rzecz: członkowie społeczności akademickiej wszystkich krajów łączcie się w solidarności z tymi, którzy nie zasłużyli na los, który ich spotyka. Ale może łatwiej zrobić coś mniej górnolotnego, a na co nas stać tu i teraz. Nie wskazujmy Im miejsca przy śmietniku.

3 komentarzy nt. „Miejsce przy śmietniku

  1. Jarosław Badurek

    Hasło akademickiej solidarności na skalę międzynarodową warte jest propagowania. To przykład konkretnej propozycji „na tu i teraz“, bez debatowania
    w wielkomedialnym czy wielkopolitycznym stylu. Ten praktyczny racjonalizm koresponduje z mądrym mottem wyśpiewanym przez Wojciecha Młynarskiego w piosence „Róbmy swoje“. Podoba mi się zwłaszcza fragment utworu: „… i zamiast minę mieć ponurą, skromniutko, ot, z Ameryk którą odkryjmy. Róbmy swoje! Może to coś da – kto wie?“ Sądzę, że gdyby każdy postępował w swoim środowisku według tej prostej reguły, wiele problemów zostałoby rozwiązanych w sposób naturalny a jednocześnie idealny tj. na gruncie samoorganizacyjnym. Skądinąd czołowe prace badawcze w sferze zarządzania potwierdzają, że samoorganizacja to optimum zalecane każdej organizacji. Wymieńmy tu choćby klasyczną pracę „The Self Organizing Economy”, autorstwa Paula Krugmana (Nobel w roku 2008).

    Wracając do przedmiotowej kwestii „Miejsca przy śmietniku“ warto również pamiętać, że zasada solidarności obowiązuje w obie strony. Także dlatego – dzisiejsze problemy greckie czy włoskie powinny być naszymi, bo nasze jutrzejsze mogą również wymagać znaczącej pomocy ze strony partnerów unijnych czy natowskich. Myślę tu o ryzyku eskalacji sytuacji na Ukrainie i potencjalnie milionach uchodźców, którzy mogą zapukać do naszych bram. Oby nigdy do tego nie doszło a pokój jak najszybciej zapanował za naszą wschodnią granicą i wszędzie gdzie toczą się wojny. Póki co zaś – bądźmy solidarni i „róbmy swoje“.

    Odpowiedz
  2. Ewa L.

    Przeprowadźmy prosty rachunek. Polska ma przyjąć 12 tys. uchodźców. „Kwota” ta stanowi 8% ludności podregionu gdańskiego, 0,7% ludności regionu północnego, oraz 0,03% ludności Polski. Wiemy również, że na każdego uchodźcę Polska ze wspólnego budżetu UE ma otrzymać kwotę mniej więcej 2-krotnie przewyższającą koszty utrzymania uchodźców per capita (wg szacunków dużych NGOs). Patrząc na te liczby, obciążenie wydaje się niewielkie. Poza tym, obok zwykłego rachunku pozostaje jeszcze coś takiego jak sumienie, przyzwoitość, dobra wola i wiele innych …., które każą nam się pochylić na losem Syryjczyków. Wiele głosów podnosi kwestie ‘przemytu’ terrorystów islamskich w kwotach uchodźców. Każdy jednak kto choć trochę się interesuje tym co się dzieje na świecie wie, że takie organizacje jak ISIS – to potężne ‘korporacje’ handlujące ropą naftową, bronią, dziełami sztuki, czy w końcu „kawałkami” zabytków z listy UNESCO, które brutalnie zniszczyli na terenach Syrii i Iraku, a na co świat patrzał bezczynnie. Zastanówmy się – po co terrorysta islamski ma wsiadać na tratwę w celu odbycia ryzykownej podróży na maleńką wyspę Kos? Czy oni raczej nie kupują biletów klasy business i udają się prosto do wielkich Europejskich miast?
    I na koniec – podczas wojny w Czeczeni, Polska przyjęła ponad 100 tys. uchodźców. Co roku trafia do Polski ponad 0,5 miliona ekonomicznych imigrantów. Czy my wszyscy faktycznie mamy z tego powodu mniejszy kawałek tortu to zjedzenia?

    Odpowiedz
  3. Piotr Dominiak

    Twój komentarz sprzed kilku tygodni nabiera dziś zupełnie innej wagi niż wówczas. Oto czołowy polityk wyciąga argumenty rodem ze średniowiecza, a także z najgorszych lat XX wieku. Oto znanej pisarce grozi się linczem, skąd tylko krok do sytuacji, w jakiej znalazł się Salman Rashdi po 1988 roku. Zgroza.
    Piotr Dominiak

    Odpowiedz

Odpowiedz na „Jarosław BadurekAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>