Uniwersytet na skrzyżowaniu dróg czy na rondzie

Od pewnego czasu obserwuję polaryzację poglądów na temat roli uniwersytetu. Jest ona widoczna zarówno w środowisku akademickim, jak i w jego otoczeniu. Oto kilka przykładów:

Wyznawcy krajowych ram kwalifikacji (krk) okopali się na swoich stanowiskach i nie przyjmują do wiadomości opinii znaczącej części środowiska akademickiego, która widzi w krk wyłącznie biurokratyczne uciążliwości. Na szczęście ci pierwsi dostrzegli już pewne mankamenty.

Orędownicy uniwersytetu przedsiębiorczego nie potrafią znaleźć wspólnego języka z przedstawicielami kry-tycznego nurtu zarządzania, którzy, jak współtwórca nurtu Mats Alvesson alarmują, że następuje deuniwersytetyzacja uniwersytetu, przeciwstawiając uniwersytetowi przedsiębiorczemu demokratyczny. Michał Zawadzki określa uniwersytet jako instytucję o potencjale sprzeciwu, której główną misją jest kształcenie postaw obywatelskich, w tym krytycznego myślenia i wypełnianie misji kulturowej, a nie kształcenie na potrzeby rynku pracy, chyba, że mamy na myśli szkoły zawodowe, których rola jest nie do przecenienia.

Zwolennicy regulacji lub standaryzacji wszystkiego za pomocą procedur, co w efekcie doprowadziło do przeregulowania, które na szczęście dostrzegli również twórcy regulacji, spierają z tymi, którzy pomni zasad projektowania holograficznego Garetha Morgana ułatwiających samoorganizację uważają, że organizację należy definiować tylko w takim stopniu, w jakim jest to konieczne, a nauczycielom akademickim trzeba pozostawić swobodę działania. Kierowanie współczesną organizacją, w szczególności uczelnią polega bowiem na umiejętnym harmonizowaniu aktywności pracowników, a nie precyzyjnym definiowaniu ich ról.

Naturą funkcjonowania współczesnego uniwersytetu są paradoksy, jednak sądzę, że nimi można zarządzać, niekoniecznie dążąc do zbliżenia biegunów, lecz poszukując nowych rozwiązań. Dlatego proponowałbym, aby zastanowić się nad tym, czy przyszłość uniwersytetu powinna być kojarzona ze skrzyżowaniem dróg, na którym często dochodzi do awarii, w wyniku których wszystkie światła są czerwone, co nieuchronnie prowadzi do kolizji, czy też z samoregulującym się ruchem pojazdów na rondzie.

Krzysztof Leja

 

13 komentarzy nt. „Uniwersytet na skrzyżowaniu dróg czy na rondzie

  1. DominikPG

    Dobry tekst. Uważam, że procedury nie mogą krępować działalności, powinny tą działalność ułatwiać i co najwyżej porządkować. Przykładowo, na uczelniach przetargi to bezsensowna zmora. Brak zaufania do człowieka, podejrzliwość względem bliźniego, podejrzenia o korupcję, to ślepa droga. Jak być twórcą uwikłanym w monstrualne procedury? Tworzenie Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia na wszystko – ołówki, gwoździe, aparaturę informatyczną i badawczą – to bezsens naszych czasów.

    Odpowiedz
  2. doog

    Myślę, że spokojnie można tą listę kontynuować. Natomiast nuta pogardy wobec myślących inaczej, w którą popada autor bloga od jakiegoś czasu czyni Pana teksty są coraz mniej strawne i wywołujące raczej agresję niż pobudzające do debaty. Ale trzymając się konwencji:

    Depozytariusze prawdy objawionej czym jest, a czym nie jest uniwersytet, uważają że psim obowiązkiem społeczeństwa jest łożenie dowolnych kwot na utrzymanie kasty „naukowców” i nie dopytywanie o korzyści. Dopytywanie o korzyści świadczy bowiem o ograniczeniu umysłowym pytającego i jest niegodne odpowiedzi przez światłe uniwersyteckie umysły. Jednym słowem – dajcie pieniądze i zostawcie nas w spokoju. A że kształcenie słabe? a że nauka raczej lokalna niż globalna? – Widocznie za mało pieniędzy daliście.

    Tak zwani zwolennicy sprzeciwu, czy też nurtu krytycznego, już tak bardzo krytyczni czy sprzeciwiający się nie są, jak przychodzi do przymykania oka na patologie środowiska, bezproduktywne zajęcia czy miernotę intelektualną. Niedawny przykład doktoratu p. Goliszewskiego jest tu najbardziej dobitny. Jakoś słowa oburzenia z tego bloga nie płyną pod tym adresem. Może dlatego, że to wymagałoby realnej postawy sprzeciwu, pod konkretnym adresem i to jeszcze znajomym, a nie tylko hamletyzowania pod publiczkę?

    Śmiać mi się chce jak czytam wzniosłe hasła o kształtowaniu postaw obywatelskich na polskich uniwersytetach. Gdzie mają te niby postawy być kształtowane? Na tych żenująco nudnych wykładach na które nikt nie chodzi bo czasu szkoda (poza tymi nielicznymi wyjątkami na których frekwencja zawsze jest wysoka)? Jakie konkretnie to miałyby być postawy? Unikania trudnych tematów w swoich własnych organizacjach, bo to może zaszkodzić koledze/koleżance? Spychania swojej nieudolności na ministra (zawsze przedstawiciela środowiska), krk (przygotowanej i wdrażanej przez środowisko), proces boloński i zielone ludziki (widać cały świat sprzysiągł się przeciw tym biednym, Bogu ducha winnym akolitom wiedzy)? Konformizm i roszczeniowość? Brak wymagań wobec siebie i zasłanianie się niskimi zarobkami (no chyba że gdzieś jest przymus pracy w uniwersytecie)?

    Podsumowując – kolejny wtórny wpis o tym samym, z którym już nawet polemizować się nie chce, bo autorowi chyba o polemikę tu nie chodzi, niestety. No chyba że to jest właśnie to kształtowanie postaw?

    Odpowiedz
    1. Krzysztof Leja

      Trudno odnieść się do komentarza, którego Autor nie znając krytycznego nurtu zarządzania, ten krytykuje, przypisuje mi, że postuluję, aby świat akademicki mógł za pieniądze publiczne zajmować się tym, na co ma ochotę oraz to, że zmianę na uniwersytetach uzależniam od wysokości ich finansowania. Uprzejmie informuję, że nie o tym jest mój wpis i nie takie są moje poglądy. Bardzo leży mi na sercu to, aby uniwersytety się zmieniały, ale nie w kierunku organizacji opętanej biurokracją, która na papierze ma wykazać, że jest lepiej. Przestrzeń, o której piszę jest zawężana, co uważam za błąd. Skrajne poglądy przytaczam po to, aby pokazać tę przestrzeń, a nie po to, aby pouczać kogokolwiek, co jest dobre, a co złe. I jeszcze jedno, mam wrażenie, że anonimowy komentator mnie zna, dlaczego więc nie podpisuje komentarza.

      Odpowiedz
      1. doog

        Trudno dyskutuje się z kimś kto nie zna tematu prawda? Tak więc również polecam Pana uwadze poznanie nieco głębiej problematyki KRK oraz zarządzania jakością – naprawdę będzie prościej dyskutować.

        Ale zachęcony, zgłębiłem nieco tematykę krytycznego nurtu zarządzania, choć ciężko przebrnąć przez myśli kogoś kto uważa, że współczesnym organizacjom dobrze zrobi marksizm. Niewątpliwie rzuca się w oczy kilka paradoksów, na które niewątpliwie odpowiedź jest gdzieś w zanadrzu, tylko jeszcze się przede mną nie ujawniła:
        – czym zastąpić kulturę organizacyjną, skoro ta uważana jest za narzędzie opresji? Skrajnym indywidualizmem/egoizmem? Anarchią? Czy demokracja nie jest formą kultury organizacyjnej która represjonuje mniejszość przez większość?
        – skoro nie mamy kultury organizacyjnej, to w jaki sposób postępujemy z jednostkami które działają na szkodę organizacji? Przecież każda dyscyplina jest jakimś przejawem kultury organizacyjnej.
        – skoro mamy organizację demokratyczną (w ujęciu marksistowskim), to kto sprawuje w niej władzę? Kto wyznacza cele organizacji? A co jeżeli organizacja demokratycznie postanowi że pracuje tylko 2 dni w tygodniu? Albo demokratycznie przegłosuje 300% podwyżki dla wszystkich?
        – a w jaki sposób organizacja demokratyczna radzi sobie z dylematem dobro jednostki – dobro ogółu? Co się dzieje kiedy trzeba kogoś zwolnić, żeby się nie zadłużać, albo wręcz nie upaść? W jaki sposób zapada decyzja kogo organizacja zwalnia?
        – czy w organizacji demokratycznej istnieje ocena jakości pracy? kto ustala kryteria?
        – a jeżeli ustala się kryteria oceny jakości pracy, to jak to się ma do postulatu braku kultury organizacyjnej? przecież ocena jakości pracy jest jawną formą standaryzacji i represji!
        – a jeżeli nie ma kryteriów oceny jakości pracy, to jak różnicuje się zarobki? Czy wszyscy zarabiają tyle samo, wszak każdy ma jeden żołądek?
        – kto w polskich uniwersytetach stanowi grupę defaworyzowaną w myśl CMS? profesorowie? studenci? administracja?
        – czy możemy mówić o braku demokracji w uniwersytetach w których każdy szczebel władzy jest bezpośrednio wybierany przez ogół pracowników, a wszystkie wewnętrzne regulacje są tworzone przez organy wybrane demokratycznie? A skoro mamy taką demokratyzację i na wszystko mamy wpływ, to dlaczego narzekamy? Przecież to nikt inny jak my sami tworzymy nasze własne środowisko pracy!
        – skoro na wszystkich szczeblach decydenckich w polskim systemie szkolnictwa wyższego znajdują się reprezentanci środowiska, to oni chyba wiedzą jak regulować rzeczywistość żeby temu środowisku było dobrze?

        A być może zna Pan jakieś organizacje które postępują wedle prawideł CMS?

        Odpowiedz
        1. ren

          Jak widać to „nieco”, które pan dyskutant zgłębił bardziej przeszkadza panu w rozumieniu podstawowych zasad CMS. Oskarżanie każdej myśli krytycznej o marksizm to typowa bolączka osób chorujących na syndrom transformacji ustrojowej i zaślepionych ideą wolnego rynku. Nawet studenci II stopnia, na których pan tak narzeka, wiedzą, że nurt krytyczny czerpie z wielu tradycji intelektualnych, niekoniecznie tylko z myśli społecznej szkoły frankfurckiej, której blisko do lewicowego podejścia. Na pytania, które pan zadaje proszę szukać samodzielnie odpowiedzi, polecam przede wszystkim zapoznać się tym razem rzeczywiście głębiej z lekturami na temat CMS.

          W kwestii uniwersytetu: pańskie oskarżenie pod adresem autora bloga jest zupełnie chybione. Nie wiem skąd pan wnioskuje, że więcej pieniędzy na naukę to jedyny sposób rozwiązania problemu? Ponadto, gdyby pan rzeczywiście poczytał więcej na temat CMS, to wiedziałby pan, że postawy obywatelskie (zdolność do krytycznego myślenia i do troski o dobro drugiego człowieka) uniwersytet może kształtować właśnie na mocy kształcenia. I zarówno autorowi bloga, jak i cały czas powiększającej się grupie krytyków polskiego uniwersytetu zależy na takich zmianach strukturalnych, aby możliwy był dialog krytyczny w sali dydaktycznej przy jednoczesnej swobodzie prowadzenia badań naukowych. Od tego zależy jakość demokracji naszego społeczeństwa, ponieważ uniwersytet ma kształtować otoczenie, a nie się do niego dostosowywać – i to (sic!) jest „produkt”, z którego uniwersytet jak i ludzie, którzy go tworzą powinni być rozliczani. Póki co jednak uprawiamy fikcję wpisując do sylabusów nierealizowalne abstrakcje wzięte z krk i nie mając czasu na kształcenie z powodu sprawozdawczości punktowej, która nie ma – jakby pan chciał – nic wspólnego z kontrolą jakości. I winny jest nie tylko proces boloński czy ministerstwo, ale także i kadra uniwersytecka – ten blog, który śledzę z przyjemnością, pokazuje jednak, że są osoby gotowe wziąć odpowiedzialność za los uniwersytetu i spłacić moralny dług wobec społeczeństwa, starając się wyrwać go ze szponów neoliberalnej patologii.

          Odpowiedz
          1. doog

            Nie przypominam sobie żebym narzekał na studentów, to tak w ramach sprostowania.
            Trudno nie odwoływać się do marksizmu w kontekście CMS skoro sam jego twórca się do niego odwołuje i wskazuje, że ten nurt jest jednym z filarów CMS.

            Konkludując, proponuję konstruktywne rozwiązanie. Ja zagłębię się w lekturę nt. CMS. Panu/Pani proponuję natomiast zagłębić się w literaturę dotyczącą idei KRK oraz zapewniania jakości. Tym sposobem żadne z nas nie będzie pisało głupot na forach :)

  3. caat

    Cieszę, się że Dyskutant Anonim przywołał przykład pana Goliszewskiego i jego „doktoratu”, To doskonały argument. Otóż jedynie wysoka kultura osobista Autora bloga, szacunek do rozmówców i przyzwyczajenie do dyskusji na poziomie akademii, a nie popularnej prasy, sprawia że nie rzuca nazwiskami dla pośmiewiska i publicznego napiętnowania. Gdyby jednak to czynił, to nie omieszkałby użyć tego właśnie przykładu dla zilustrowania swojego stanowiska. Ten bowiem „doktorat” jest idealnym przykładem tego wszystkiego, co w akademii jest obecnie modne a szkodliwe: uniwersytet przedsiębiorczy, gdzie studenci i doktoranci są klientami, nabywającymi usługę, a nie terminującymi uczestnikami, mającymi odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale także za dobre imię całej wspólnoty; a także ślepego zachwytu współczenych polskich szkół biznesu tzw. „praktyką”, ich pogarda dla intelektualizmu i „naukowców”, co sprawia, że oczekuje się że będzie się przyznawać tytuły i stopnie za doświadczenie poza akademią. Doktorat za bogactwo – za wysokie zarobki – cóż za świetlana egzemplifikacja ideałów mojego szanownego Anonimowego Przedmówcy.
    Mam nadzieję, że pozwoli on, że powstrzymam się od zachwytu.

    Odpowiedz
    1. doog

      Dokładnie tak! wszak wszyscy zainteresowani używali na swoją obronę argumentu że realizują ideę przedsiębiorczego uniwersytetu! Przecież wszyscy wiedzą że przedsiębiorczy uniwersytet polega na sprzedawaniu dyplomów, kumoterstwie i nepotyzmie!
      Litości …

      Odpowiedz
  4. Krzysztof Leja

    A ja wracam do tytułu wpisu. Z pewnością na skrzyżowaniu łatwiej zamontować sygnalizację świetlną (będzie nadzorowany porządek), niż zbudować rondo, aby kierowcy radzili sobie sami, znając przepisy ruchu drogowego. W przypadku uniwersytetu jestem za rondem.
    KL

    Odpowiedz
    1. caat

      Ja też. Rondo jest wprawdzie trudniejsze do zarządzania, ale nieliniowe, systemowe zarządzanie, choć wymaga o wiele więcej: intelektualnego wysiłku, otwartego umysłu, chęci do uczenia się uważności, to jest w efekcie mniej kolizyjne, jak wykazują m.in szwedzkie dane dotyczące bezpieczeństwa na drogach, bardziej ekologiczne (światła powodują intensywne spalanie paliwa) i chyba po prostu bardziej eleganckie.

      Odpowiedz
  5. WDz

    Witam,
    W prawdzie stosunkowo łatwo jest zamontować światła na skrzyżowaniu, ale pozostaje pytanie ile w tym kreatywności? Czy takie rozwiązanie techniczne jest potrzebne czy też nie?

    Mam małe doświadczenie jako student, doktorant, pracownik administracji oraz wykładowca i w związku z tym ukształtował się mój obraz „idealnego uniwersytetu”. Jest on raczej zgodny z koncepcją ronda niż skrzyżowania dróg. Dlaczego?
    KRK wniosło ze sobą zmiany oceniane z reguły w jednej z dwóch opcji – bardzo pozytywnej (zwolennicy) lub bardzo negatywnej (przeciwnicy). Podziwiam postawę zwolenników, którzy są zdolni do przyznania się, iż nie wszystko wyszło idealnie. Szanuję i przeciwników tej reformy, którzy mimo oporów starają się współpracować z twórcami KRK w celu dalszego wprowadzania jak wszyscy wiemy potrzebnych zmian. KRK jak każda reforma/zmiana niesie ze sobą zarówno pozytywne jak i negatywne aspekty, zatem krytyka „z góry” całości wprowadzanych zmian (często przed ich wdrożeniem i sprawdzeniem) zdaje się być sprzeczna z naukowością. Zaprojektowany model powinno się zweryfikować, a gdzie to zrobić jak nie na „żywym organizmie” jakim w tym przypadku jest uczelnia? Oprócz rozmów związanych z potrzebami potrzebne są też działania a przynajmniej ich konkretne propozycje, a następnie po selekcji próby wdrożeń.
    Oczekiwanie szybkich rezultatów jest domeną Polaków. Chcemy widzieć efekt „już! lub jeszcze wcześniej”, a przecież rezultaty widać często dopiero po miesiącach czy latach od chwili rozpoczęcia wdrażania zmian.
    Okopanie się w ramach które dobrze się zna bez działania związanego ze zmianami to wygoda, wiec i jedynie krytykowanie zmian to stagnacja w wygodnym miejscu w którym się znajdujemy, a na uczelniach chyba nie o to nam chodzi. Uczelnie to miejsca szczególnego rozwoju – intelektualnego jak również technicznego (innowacyjnego) – to wyobrażenie ma licznych zwolenników do których należę.
    „Jedynie niezmienne to to, że wszystko się zmienia”, zatem należy podążać w stronę projektowania zmian zgodnych z naszymi oczekiwaniami i potrzebami wszystkich zainteresowanych. Jak chcemy aby wyglądało dziś szkolnictwo wyższe w Polsce? Jak tego nie wiemy to jakie zmiany jesteśmy w stanie zaproponować? [Polecam: R.L.Ackoff m.in. Projektowanie ideału] Z reguły proponujemy wygodne „nowości” ułatwiające funkcjonowanie jedynie nam i dotyczących nas bezpośrednio problemów. Istnieje podział ośrodków naukowych w Polsce – warto aby z tego podziału skorzystać. Uniwersytety nie powinny tracić na naukowości, a politechniki nie powinny tracić m.in. swojej tożsamości badań stosowanych np. nad nowymi technologiami.
    Każdy w życiu podlega pewnym ramom i ograniczeniom, każdy chciałby przejechać przez skrzyżowanie jak najszybciej – obojętnie czy to rondo czy też inny jego rodzaj.
    W Polsce niestety w ostatnich latach następuje postęp biurokratyzacji – widać to wyraźnie.
    Jedną z moich propozycji związanych z projektowaniem ronda na którym spotykają się drogi m.in. uczelni oraz państwa jest techniczny aspekt związany z elementem jednolitego centralnego systemu sprawozdawczości z działalności naukowej, który pozwoli na jednorazowe [na rok akademicki lub kalendarzowy] sprawozdawanie się z wszystkich aspektów działalności uczelni. Sprawozdawczość musi być stosowana, gdyż nadal niestety występują nadużycia również na uczelniach (przykre ale prawdziwe). Inną kwestią jest iż wydając środki publiczne społeczeństwo ma prawo wiedzieć na co zostały wydane środki na które składa się społeczeństwo. Jeżeli ktoś się z tym nie zgadza to istniej możliwość pracy w sferze prywatnych firm czy uczelni, choć i w tych organizacjach obowiązują pewne ramy również sprawozdawczości.
    Aspektów jest znacznie więcej, natomiast nie chcę zanudzać i tak już przydługim wywodem.
    Z pozdrowieniami

    Odpowiedz
  6. Piotr Dominiak

    Luźne uwagi po przeczytaniu komentarzy:
    Świat akademicki nigdy nie był idealny i pewnie nie będzie. Uniwersytety nigdy nie były liderami efektywności, a tylko niektóre z nich można uznać (patrząc z perspektywy historycznej) za liderów intelektualnego rozwoju.
    Masowość kształcenia wyższego zaowocowało (inaczej być nie mogło) nie tylko tym, że studiują dziś osoby, które kiedyś o studiach nawet by nie pomyślały (ma to nie tylko zle strony), ale także tym, że powstało wiele wyższych uczelni a nauczycielami akademickimi stały się osoby, które kiedyś nie mogłyby o tym nawet marzyć. Tak jak nie działa system selekcji wobec studentów, nie działa system selekcji wobec pracowników (choć formalnie został stworzony).
    Ponieważ dyskusja wydaje się dotyczyć głównie uczelni publicznej to warto pamiętać, że państwo dając pieniądze ma prawo wymagać działań sprawnych, efektywnych. Efektywnych nie tylko, choć także, w sferze finansowej. Nie buntuję się więc przeciw temu, że ministerstwo (a szerzej państwo) chce mieć wpływ na uniwersytety. Buntuję się, tak jak autor bloga, przeciw sposobom, w jaki chce to robić. Biurokracja nie sprawdzi się nigdy jako metoda zarządzania uczelniami. Ani standaryzacja, ani zarządzanie jakością. Standardy mogą jedynie zabezpieczać poziom jakości „od dołu” i do tego powinny się ograniczać. Zarządzanie jakością, z jego oprzyrządowaniem pochodzącym z przemysłu (a także z komercyjnych usług) nijak nie pasuje do badań naukowych ani do nauczania, co nie znaczy, że o jakość nie należy dbać.
    Uniwersytet powinien być przedsiębiorczy jako instytucja i powinien stwarzać przestrzeń dla działań przedsiębiorczych dla swoich pracowników. To, samo w sobie, nie zagraża intelektualnej misji uczelni. Pod warunkiem, że nie będzie się chciało zrobić z uniwersytetu „producenta kwalifikacji dla potrzeb rynku pracy”.
    W uniwersytecie powinno się prowadzić rachunek kosztów, powinno wymagać się efektów – to nie budzi wątpliwości. Nie powinno się natomiast ulegać iluzji, że działalność badawczą i edukacyjną można przekształcić w liczne wskaźniki i indeksy, które zastąpią zwykłą ludzką rzetelność i uczciwość. Wspomniany tu przez dyskutantów przypadek pana Goliszewskiego nie jest przejawem jakiejkolwiek i czyjejkolwiek „przedsiębiorczości”. Jest (jednym z licznych) przykładów nierzetelności środowiska akademickiego. Tego nie da się wyplenić żadnymi standardami, systemami doskonalenia, wskaźnikami, normami. Co więcej mnożenie tychże zawsze będzie prowadzić do gry z i przeciw takim rozwiązaniom. Widzimy to na przykładzie punktomanii w działalności badawczej, gdzie sens, potrzeba i znaczenie badań przegrywa z taktyką publikacyjną i strategią gry o granty.
    Piotr Dominiak
    PS. Z żalem obserwuję odważne komentarze dyskutantów, którzy nie mają odwagi podpisać się pod nimi. Ale odważnej (często słusznej) krytyki nie skąpią.

    Odpowiedz
  7. Marek Grzybowski

    Uniwersytet (łac. universitas magistrorum et scholarium, ‚ogół nauczycieli i uczniów’) – zob. lwowska szkoła matematyczna współpraca naukowców i studentów – efekty widać dzisiaj.

    Odpowiedz

Odpowiedz na „caatAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>