Małpa w kąpieli

Czytam „Antykruchość” Nassima Taleba, autora słynnej książki „Czarny łabędź” i zastanawiam się, co należałoby uczynić, aby uniwersytet był antykruchy, czyli nie tylko odporny na wstrząsy wewnętrzne i zewnętrzne, ale umiejętnie wykorzystujący je jako szanse, aby się wzmocnić. A z doświadczenia wiem, że antykruchość pracowników wzrasta wprost proporcjonalnie do rozchwiania uniwersytetu przez regulacje wszelkiego rodzaju, których celem jest…porządkowanie rzeczywistości. Rzecz w tym, że suma antykruchości pracowników ma się nijak do antykruchości uniwersytetu. Biurokratyczne doskonalenie jakości kształcenia, technokratyczne doskonalenie jakości badań naukowych oraz dążenie do doskonałości procedur administracyjnych wspieranych przez niedoskonałe systemy informatyczne, to nie jedyne przykłady uniwersyteckiej rzeczywistości.
Tylko dlaczego to nie działa? Nie działa, podobnie jak procedury habilitacyjne i profesorskie nie służą doskonaleniu jakości nauki polskiej, chyba, że mówimy o doskonaleniu jakości na pokaz, można by rzec jakości proceduralnej. Ważniejsza od walorów poznawczych opracowania naukowego jest optymalizacja liczby autorów oraz odpowiednie ich afiliacje, aby optymalizować liczbę uzyskanych punktów. Stwórzmy może komisję ds. optymalizacji wszystkiego, można ta rozwiąże wszelkie problemy.
Aleksander hr. Fredro by tego nie wymyślił, może dlatego, że nie pobierał nauk w szkołach publicznych. Tytułowa małpa w kąpieli to środowisko akademickie, które przeżyło już niejedno, a zatem przeżyje jeszcze wiele zmian. Wszystko jedno, czy będzie to odmiana ukropu czy lodowatej wody. Żeby było jasne, nie jestem zwolennikiem ciepłej wody w kranie, ale nie chciałbym, aby uczelnia przekształciła się w urząd, a mam wrażenie, ze w tym kierunku zmierza.
Świetny matematyk, z którym miałem zajęcia na I roku studiów mawiał: w tym chaosie jest metoda. Być może.

6 komentarzy nt. „Małpa w kąpieli

  1. doog

    Czyli podsumujmy:
    – „rozchwiania uniwersytetu przez regulacje wszelkiego rodzaju” – czyli usuńmy regulacje na poziomie krajowym
    – „Biurokratyczne doskonalenie jakości kształcenia, technokratyczne doskonalenie jakości badań naukowych oraz dążenie do doskonałości procedur administracyjnych wspieranych przez niedoskonałe systemy informatyczne” – czyli usuwamy wszelkie regulacje na poziomie instytucjonalnym
    Co zostaje? – studenci płacący za naukę bezpośrednio nauczycielowi. Czyli teoretycznie geneza uniwersytetu, powrót do korzeni. Bardzo słusznie, wreszcie Ci którym nikt nie będzie chciał płacić za ich usługi, zmienią zawód. Nie będą sztucznie utrzymywani przez grono kolegów rozdających godziny dydaktyczne na radach wydziałów i senatach, bo przecież nie wypada tak zwolnić kolegi.
    Nareszcie naukowcy będą musieli prowadzić badania ważne dla rozwoju nauki, bo będą musieli poszukiwać na własną rękę mecenasów chcących łożyć na ich zainteresowania. Czyli ponownie – powrót do tradycyjnej roli badacza i naukowca. Z całego serca popieram!

    Odpowiedz
  2. Piotr Dominiak

    Nie ma powrotu do „korzeni”. „Korzenie” były rzadkie, kształciły bardzo wąskie elity, rozwijały się bardzo powoli. Wbrew naszym wyobrażeniom nie były wolne i swobodne, a w każdym razie nie zdarzało się to tak często. Darczyńcy mieli swoje wymagania, wspierali te działalności, które nie były sprzeczne z ich interesami. Czasem bywało inaczej, ale zasada „róbta, co chceta” za moje pieniądze nie była powszechna. Nie chcę tu wracać do teorii dóbr publicznych i efektów zewnętrznych, które pomagają zrozumieć dlaczego państwo powinno wspierać uniwersytety. Tak się dzisiaj powszechnie dzieje i poza USA prywatny sponsoring odgrywa w szkolnictwie wyższym i w badaniach drugo-, a nawet trzecioplanową rolę. Jedno i drugie rozwiązanie ma swoje dobre strony, ale stwarza też zagrożenia. Pisał o tym m.in. ponad 30 lat temu Theodore Schultz (noblista), o którego eseju z tamtych czasów wspominam na swoim, sąsiednim blogu. Nie wydaje mi się, by odwrót od dotowania uniwersytetów przez państwo był możliwy i czy wyszedłby uczelniom i studentom na dobre.Nie ma też odwrotu od masowego kształcenia na poziomie wyższym, choć możliwym i chyba koniecznym rozwiązaniem jest różnicowanie uczelni ze względu na poziom. Schultz słusznie pisał, że dążenie, by państwo doprowadziło poprzez swoje regulacje (i pieniądze) do zapewnienia takiej samej jakości kształcenia na każdej publicznej uczelni jest mrzonką. I nie pomogą tu żadne ECTS i KRK oraz Księgi Jakości.
    Piotr Dominiak

    Odpowiedz
  3. zenon

    Panie docencie,
    Jako prosty niewykształcony człowieczek chciałbym zapytać uczonego Pana jak piszemy słowo „łabędź”?

    Odpowiedz
  4. Dorota

    Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać. Czy jako „dążenie do doskonałości procedur administracyjnych” rozumie się również BRAK PLANU ZAJĘĆ na kolejny semestr w piątek (w godzinach popołudniowych) poprzedzający poniedziałek, w który podobno zajęcia się rozpoczynają? Wydział Zarządzania taki zorganizowany…

    Odpowiedz
  5. Krzysztof Leja

    Plan zajęć pojawił się wczoraj, już po Pani mailu – zwłoka wynikała z rekrutacji prowadzonej we wrześniu oraz pewnych zawirowań kadrowych, których nie byliśmy stanie przewidzieć wcześniej. Nie zmienia to faktu, że Pani irytacja jest w pełni uzasadniona.
    Krzysztof Leja

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>