Im więcej tym lepiej?

Mam wrażenie, że uczelnie przyzwyczajone do sporej inercji w reagowaniu na sygnały z zewnątrz, starają się nadrobić stracony czas. Gonitwa za wskaźnikami, miejscem w rankingach i oceną parametryczną, multiplikowanie zarządzeń, regulaminów i innych regulacji to symptomy nadrabiania zaległości. Pytanie tylko, czy w ten sposób sami nie zapędziliśmy się w kozi róg. Bezkrytycznie przyjęto system boloński, który jest dość powszechnie krytykowany, gdyż na opak z pewnością szczytnej idei mechanicznie podzielono studia 5-letnie na dwie części. Podobnie rzecz się ma z punktami ECTS, które w obecnym kształcie mają wymiar karykaturalny, gdyż w sylabusach wypisujemy liczbę godzin, które student powinien przepracować w domu. Ciekawe jaki procent studentów tym się zainteresuje. Narzucono uczelniom krajowe ramy kwalifikacji i teraz, gdy ich orędownicy dostrzegli, że zamiast poprawy jakości kształcenia efektem jest wzrost biurokratyzacji uczelni (proponuję przyznać za to antynobla) prowadzony jest projekt odbiurokratyzowania krk.
Nieprzypadkowo podczas promocji książki „Idea uniwersytetu-reaktywacja” w szacownej Auli Audytorium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego z ust znamienitych profesorów krakowskiej wszechnicy padały określenia odnoszące się do realiów współczesnego polskiego uniwersytetu: to jest teatr absurdu, Jonesco, Mrożek i Kafka razem wzięci tego by nie wymyślili. Dlaczego nas to spotyka, dlaczego świat uczelniany przyśpieszając gubi się w tym coraz bardziej. Coraz pełniej docierają do mnie słowa Matsa Alvessona o deuniwersytetyzacji uniwersytetu, o bałwochwalstwie polityków, przekonanych o tym, że powszechność kształcenia nieuchronnie prowadzi do kreowania społeczeństwa wiedzy.
Jesteśmy zewsząd epatowani liczbami, przez dziennikarzy krytykowani za grzechy zawinione i niezawinione, przez biznes obwiniani, że kształcimy przyszłych bezrobotnych. A może zapytać absolwentów szkół średnich, dlaczego wybierają te, a nie inne kierunki studiów. Co dalej, chciałoby się zapytać. Może warto byłoby rozpocząć ruch oczyszczający w uczelniach, a nie wpisywać się w syndrom „wróg jest gdzieś tam”, o którym pisał Peter Senge w Piątej dyscyplinie. Bez katharsis uczelnie się nie zmienią, ale kto ma tym się zająć. Pozycja rektora jest silna i słaba zarazem. Może warto wybrać kilka priorytetów takich jak: profesjonalizacja zarządzania uczelniami, internacjonalizacja i dywersyfikacja misji i na nich się koncentrować, a nie zajmować się wszystkim, gdyż im więcej tym gorzej, a chodzi o to, aby było lepiej. Kręcimy się w kółko, oby nie było ono zaklętym kręgiem. Czas ten chocholi taniec przerwać.

9 komentarzy nt. „Im więcej tym lepiej?

  1. JA

    Bardzo trafna diagnoza – nic dodać, nic ująć. Pozostaje kwestia terapii. Może najlepszym sposobem na uniwersytetyzację uniwersytetu jest obdarzenie większym zaufaniem własnej kadry naukowo-dydaktycznej i pozwolenie jej na robienie tego, co, mając pełne kwalifikacje, stopnie i tytułu, uznają za właściwe pod względem naukowym i dydaktycznym. Zamiast centralistycznie poddawać kontroli ich aktywność, lepiej zagwarantować stabilność finansową uniwersytetom i ich kadrze dydaktyczno-naukowej bez względu na ilość studentów, sformułować proste wymagania dotyczące wymiernych efektów osiągnięć naukowych (najlepiej przez rygorystyczne przestrzeganie terminów uzyskiwania stopni) oraz promować współpracę międzynarodową (ale nie turystykę naukową).

    Odpowiedz
    1. Krzysztof Leja

      Tak, zaufanie to słowo klucz. Tyle, że biurokratyzacja uniwersytetu jest dowodem na rosnący brak zaufania do środowiska akademickiego ze strony tych, którzy tworzą ramy prawne funkcjonowania uczelni.
      KL

      Odpowiedz
      1. doog

        Chciałbym przypomnieć, że „ci którzy tworzą ramy prawne funkcjonowania uczelni” nie wzięli się z Księżyca! To nie są „oni”, to nawet nie są politycy na których można winę zrzucić! To nie są ludzie spoza środowiska akademickiego. Wszyscy którzy od przynajmniej 10 lat tworzą prawo dot. uczelni w Polsce mają stopnie i tytuły naukowe, pracowali na uczelniach a nie rzadko pełnili w nich również funkcje kierownicze – co oznacza że byli bezpośrednio wybrani przez lokalne środowisko akademickie. Czyli ma Pan na myśli, że część środowiska akademickiego nie ufa innej części środowiska akademickiego?

        Odpowiedz
  2. doog

    Podobno obłędem jest powtarzać w kółko tą samą czynność oczekując innych rezultatów. Tak zdaje się powiedział ktoś mądry.
    A w polskim szkolnictwie wyższym? Od zawsze rządzą profesorowie, to środowisko profesorskie odpowiada za kształt ustaw i rozporządzeń (kto kierował i kieruje MNiSW? Kto tworzył ustawę z 2005 r. i wszystkie jej kolejne nowelizacje?). To środowisko akademickie odpowiada za sposób wdrożenia procesu bolońskiego i krajowych ram kwalifikacji. Mało tego – to środowisko akademickie (eksperci bolońscy) byli odpowiedzialni za przygotowanie środowiska do nadchodzących zmian, mieli ku temu niezbędne środki i masę czasu.
    To środowisko akademickie samo się ocenia i akredytuje (skład PKA). To środowisko akademickie samo przyznaje sobie granty (składy rad NCN, NCBiR oraz ich recenzenci) i decyduje o podziale środków finansowych poprzez dokonywanie oceny swojej własnej działalności (KEJN). Samo również ustala kryteria i sposób dokonywania tychże ocen.
    Wreszcie to samo środowisko akademickie kieruje instytucjami w których samo pracuje, na każdym możliwym szczeblu kierowniczym. W niektórych uczelniach nawet kanclerze mają stopnie naukowe. A mimo wszystko to samo środowisko krytykuje podejmowane przez siebie decyzje, zarzucając stronniczość, brak transparentności, biurokrację i wszystkie inne możliwe plagi.
    Przedstawiciele żadnego chyba innego zawodu nie mają w Polsce tak dużej możliwości samostanowienia, decydowania o wszystkim co się w nauce i szkolnictwie wyższym dzieje. Nikt z zewnątrz niczego nikomu nie narzuca. Jeżeli już ktoś komuś coś narzuca ustawami czy rozporządzeniami, to są jedni profesorowie drugim profesorom.
    A mimo wszystko jest źle z tendencją zniżkową. Być może warto wrócić to początkowego cytatu? Być może należy spojrzeć wreszcie prawdzie w oczy – środowisko akademickie nie jest w stanie rozwiązać swoich własnych problemów i desperacko potrzebuje pomocy, tylko jest zbyt dumne żeby o nią poprosić?

    Odpowiedz
  3. Krzysztof Leja

    Sporo prawdy w tym komentarzu. Dlatego proponuję katharsis. Pojawiają się ruchy oddolne, które być może zainicjują taki ruch.
    KL

    Odpowiedz
  4. doog

    Kłopot z tymi ruchami jest taki, że one ogólnie to nie proponują niczego nowego. Głównym postulatem wielu z nich jest albo powrót do tego co było w czasach słusznie minionych, albo dołożenie kolejnych regulacji mających na celu usunięcie patologii powodowanych przez inne regulacje. W Polsce tak naprawdę nie dyskutuje się o problemach naprawdę istotnych np.: za dużej liczby szkół publicznych (mówi się tylko o niepublicznych, które nie obciążają budżetu państwa), zbędny i archaiczny wymóg minimum kadrowego, amatorszczyzna w zarządzaniu uczelniami, etc.

    Odpowiedz
  5. Krzysztof Leja

    Zapewniam Pana, że się dyskutuje i pojawiają się ciekawe propozycje. Gdyby nie było dyskusji zmierzalibyśmy do urzeczywistnienia tytułu księgi VI „Pana Tadeusza”.

    Odpowiedz
  6. KJ

    Może należałoby w końcu potraktować uczelnie jak przedsiębiorstwa usługowe i zacząć nimi profesjonalnie zarządzać. Żeby zaś „akademickości uczelni” nie gwałcić – po prostu oddzielić raz na zawsze sferę zarządczą od sfery akademickiej. Jakie kwalifikacje zarządcze może mieć Rektor, który jest profesorem np. biologii? A jego odpowiedzialność jest ogromna – bo środki finansowe uczelni to nie bagatela. Przysłowiowa jest już nieudolność administracji akademickiej (identyfikowanej zazwyczaj jako „pani z dziekanatu”. Dlaczego? Bo ludzie są tylko tak dobrzy jak ci co nimi zarządzają. Zarządzanie zaś jest nauką i wymaga zgłębienia ale oprócz tego jest dziedziną praktyczną a co za tym idzie – też i doświadczenia. Byle kto nie „ogarnie” administracyjnie uczelni wyższej zatrudniającej 1000-2000 pracowników z jej kompleksowością i akademickością. A żeby zatrudnić nie byle kogo – trzeba mu porządnie zapłacić. Właściciele przedsiebiorstw to wiedzą. Płacą i wymagają wyników bo mają do tego prawo. Kto i wobec kogo ma wymagać i jakich wyników w przypadku uczelni wyższych? Rozwiązanie może być tylko systemowe a jest nim komercjalizacja i „prywatyzacja” uczelni. „Prywatyzacja” w cudzysłowie, bo oznacza przekazanie uczelni w zarządzanie instytucji (np. fundacji) celowej powołanej przez interesariuszy (Państwo, samorząd,obywateli) w celu optymalizacji działalnosci akademickiej i naukowej. Optymalizacja to nie maksymalizacja zysków za wszelką cenę.

    Odpowiedz
  7. WDz

    Coś jest nie tak – to wiemy. Dyskusje trwają i trwać zapewne będą. Warto natomiast zmieniać to co zmianom ulegną zarówno poszczególne elementy funkcjonowania systemu edukacji jak również same uczelnie.
    Zachęcam do zapoznania się z trzema poniższymi artykułami związanymi z działalnością naukową i uczelnianą:
    http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36037,17526390,Uniwersytet_broni_tajemnicy__Mimo_przegranej_w_sadzie.html
    http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105402,17692504,Milka_Stepien__idolka_mlodych_naukowcow.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza
    http://www.petycjeonline.com/list_otwarty_do_spoecznoci_naukowej_i_polskiej_akademii_nauk

    To nie są odosobnione przypadki, a skrywanie takich faktów „pod dywan” nie pomaga w autorefleksji oraz wprowadzaniu niezbędnych zmian, które wykluczą partykularne interesy pewnych osób czy grup.
    Jak polska nauka ma się rozwijać skoro opisane w artykułach sytuacje zdarzają się dość często, a ich sprawcy pozostają bezkarni, piętnując jednocześnie tych którzy tą niewygodną prawdę ujawniają bo chcą uprawiać prawdziwą naukę w normalnych warunkach.
    Piętnując prawdę – tę niewygodną prawdę, o tym że w działalności naukowej liczyć powinna się przejrzystość i jakość działalności oraz kształcenia. Dobre imię uczelni jako jednego z najbardziej dostojnych miejsc zdobywania wiedzy jest wartością o którą należy dbać. Jednostki które dopuszczają się szargania dobrego ich imienia poprzez swoje działania (m.in. poprzez łamanie prawa) nie powinny móc pełnić pewnych funkcji, czy też (w ostateczności) przynależeć do grona pracowników instytucji naukowych.

    Jestem pewien, że w Polsce podobnie jak w innych krajach nastąpią zmiany, które będą miały zdecydowanie pozytywne rezultaty.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>