„Mniejsza” czy „większa” połowa

 

mam wrażenie, że wiele problemów rozwiązujemy połowicznie. E-administracja oznacza możliwość wydrukowania formularza w domu i konieczność dostarczenia go do Urzędu. Bardzo ciekawy obraz świata współczesnych polskich organizacji publicznych można znaleźć w monografii autorstwa  dr. Romana Batko „Golem. Awatar. Midas. Złoty cielec. Organizacja publiczna w płynnej nowoczesności” wydanej przez SEDNO. Poleciłbym lekturę wszystkim podejmującym decyzje ustawodawcze w parlamencie, a także osobom związanym z administracją rządową i samorządową.

Self-made system informatyczny w założeniu doskonalący funkcjonowanie Uczelni oznacza, że dane są gromadzone, ale w sytuacji, gdy chcemy je wykorzystać, okazuje się, że trzeba im się przyglądać przez lupę a najlepiej przez mikroskop, gdyż inaczej nie uniknie się błędów, czego sam doświadczyłem. W połowie lat 90. w ramach projektu TEMPUS miałem okazję poznać system informacyjny brytyjskich uczelni, który już wtedy starano się ujednolicić. Rozsądek czy unikalność, oto jest pytanie…

Kolej modernizuje się na potęgę, rewitalizowane i budowane są dworce i tory kolejowe, pociągi na niektórych trasach poruszają się już szybciej niż za moich studenckich czasów, ale konia z rzędem temu, który jadąc pociągiem nie zetnie się z niedomykającymi się drzwiami, niesprawnym ogrzewaniem, brakiem bufetu w pociągach TLK na niektórych długich trasach lub dalekim od doskonałości nagłośnieniem. Ostatnio na nowo wybudowanym (do połowy) dworcu głównym w Poznaniu miałem wątpliwą przyjemność zetknąć się z sytuacją, gdy pociąg odjeżdżał z peronu 3, a pasażerowie czekali na peronie 2. Nie wszyscy usłyszeli niewyraźną zapowiedź… Ale za to dworzec jest obudowany dużym centrum handlowym i może to jest najważniejsze. Dotychczas wydawało mi się, że na dworzec udajemy się po to, aby skorzystać z usług PKP, ale okazuje się, że wizja jest inna – stworzyć tam możliwość zakupienia wszelkich możliwych dóbr. Pewnie ten cel stanowi tzw. „większą połowę” wizji nowoczesnego dworca.

Na marginesie powyższych uwag nasuwa mi się refleksja bliższa tematyce mojego bloga niż problemom kolei. Spróbuję ją zobrazować, opisując dwie sytuacje:

Pierwsza: kiosk, w którym można kupić m.in. gazety, zlokalizowany na przystanku tramwajowym pomiędzy naszą Uczelnią a Operą Bałtycką. Kupując tam bilet tramwajowy (były tylko godzinne), zerknąłem na tzw. kolorowe czasopisma wyłożone na najbardziej eksponowanym miejscu w kiosku. Oto ich nazwy:  „Uczucia i tęsknoty”, Barwy życia”, Okruchy życia”, „Świat ludzi”, Życie na gorąco”. Poprosiłem o „Politykę”, po chwili gorączkowych poszukiwań stałem się jej szczęśliwym właścicielem.

Druga: Spędzając czas na poznańskim dworcu kolejowym postanowiłem kupić (oryginalne) rogale i zapytałem, czy są sprzedawane na wagę, czy na sztuki. Otrzymałem odpowiedź: oczywiście na wagę, sztuka kosztuje 8,20 zł.

Mam nadzieję, że osoba sprzedająca rogale w Poznaniu, ani stali czytelnicy czasopism „psychologicznych” nie są absolwentami szkół wyższych, ale nie jest to dla mnie oczywiste, zważywszy, że „większa połowa” energii w kierunku doskonalenia jakości kształcenia polega na tworzeniu mnóstwa dokumentów, a na studia przyjmowani są niemal wszyscy, którzy o tym pomyślą – na szczęście nie na wszystkie kierunki kształcenia.

 

Posłowie

Właśnie przywiezionio nam pojemnik na segregowane śmiecii. Pojemnik ma kolor czarny, wytłoczony napis ‚plastik’ też. Nie muszę dodawać, że go nie widać. I znowu "mniejsza" czy "większa" połowa. Mam nadzieję, że pojemnika z napisem nie projektował absolwent uczelni… A może  w naszej rzeczywistości istnieją dwie nierówne połowy. To byłoby odkrycie.

 

6 komentarzy nt. „„Mniejsza” czy „większa” połowa

    1. Krzysztof Leja

      Do M., dziękuję za te ważne słowa.
      To pierwsze jest stwierdzeniem kanclerza jednego z uniwersytetów amerykańskich, które można znaleźć w książce: Kotler Ph., Fox K., „Strategic marketing for educational institutions”, wydanej przez Prentice Hall Inc. w 1995 r. To drugie jest marzeniem wielu, z tym, że trzeba pamiętać, że uniwersytet nie jest przedsiębiorstwem, co nie zwalnia go od bycia przedsiębiorczym, o czym piszę Burton Clark w książce „Entrepreneurial university…” wydanej w 1998 r. i społecznie odpowiedzialnym, co dodaję od siebie. Społecznej odpowiedzialności uniwersytetu powinna towarzyszyć polityczna odpowiedzialność za uczelnię. Uniwersytet jest organizacją o określonych korzeniach, historycznie ukształtowanej roli, mniej lub bardziej rozumiejącej znaczenie interesariuszy we współtworzeniu wartości i jak pisze prof. Woźnicki, stara się być konserwatywną innowacją, co nie zawsze mu dobrze wychodzi. Niebezpieczne jest „odbijanie” uniwersytetu od ściany do ściany”, a także przeregulowanie co miało miejsce w ostatnich kilku latach w Polsce. Potrzebny jest dialog, który jest a jednocześnie którego jakby brakuje. Ale (uważne) słuchanie nie jest cechą, którą wszyscy posiadają…
      KL

      Odpowiedz
      1. Anonim

        „Konserwatywna innowacja” – to bardzo ciekawy oksymoron. Ciekawe co na ten temat powiedzieliby Schumpeter i Drucker. Zastanawiam się czy ten termin nie leży na półce w okolicy polityki „ciepłej wody w kranie”.
        Nie jest mi bliżej znane to pojęcie. Czy autor wyjaśnił może co otrzymuje priorytet w przypadku zaistnienia oczywistego konfliktu – konsweratyzm czy innowacyjność?

        M.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>