Studia elitarne (obok masowych)

 

Kształcenie masowe czy elitarne? To temat pojawiający się w dyskusjach o przyszłości szkolnictwa wyższego.  Masowość kształcenia jest faktem, nie tylko w Polsce. O jej słabościach powiedziano niemal wszystko. Twierdzę, że masowość kształcenia nie musi wykluczać studiów elitarnych.

 

Wyobraźmy sobie sytuację, gdy obok zapisów na studia masowe, kandydatom proponujemy, jako barierę wejścia egzamin wstępny i test kompetencji lub przyjmujemy wyłącznie 10% kandydatów, którzy najlepiej zdali egzamin maturalny.

 

Co im oferujemy? Po pierwsze, indywidualny program studiów od I roku. Po drugie, zajęcia w grupach liczących kilku lub kilkunastu studentów. Po trzecie, indywidualną opiekę ze strony nauczyciela akademickiego obejmującą m.in. zapewnienie konsultacji w odpowiednim wymiarze (osobistych lub mailowych) i uwzględnianie ich w pensum. Po czwarte, możliwość, ukończenia studiów w krótszym czasie. Po piąte, możliwość udziału w prowadzonej działalności badawczej, dzięki czemu studenci poznają warsztat i metody badawcze.

 

Pytania, które się mi się nasuwają są następujące:

·         Czy zasadna jest propozycja prowadzenia studiów elitarnych na I stopniu kształcenia, czy może na II stopniu?

·         Czy, przyjmując, że studia elitarne dotyczą I stopnia kształcenia, powinny się one rozpoczynać się od pierwszego czy od drugiego roku?

·         Czego oczekiwaliby elitarni studenci, a czego od nich można oczekiwać?

·         Czy takim kształceniem byliby zainteresowani studenci i nauczyciele akademiccy?

·         Czy nie stworzy to sytuacji podziału na lepiej i gorzej traktowanych studentów?

·         Czy nas na to stać? W jakiej skali?

·         Czy to ma sens?

 

5 komentarzy nt. „Studia elitarne (obok masowych)

  1. Anonim

    Wydaje mi się, że poruszony temat jest szalenie istotny, ale jest też bardzo wrażliwą / drażliwą sprawą, np w świelte postrzegania masowości kształcenia jako jednego z osiągnięć naszej transformacji: „w czasach PRL studia były dla „elit” a teraz każdy może się kształcić”.

    Pewnie spróbuję pokusić się o odpowiedź na powyższe pytania w niedługim czasie, ale na razie chciałbym dodać jeszcae jedno pytanie:
    – Jaki miałby być cel studiów elitarnych a jaki cel studiów masowych (kogo chcemy wykształcić)?

    Jeszcze jedna uwaga – p. Doktorze, czy moze pokusiłby się Pan o analizę systemu niemieckiego i północnoamerykańskiego? Wydaje mi się, że w obu modelach można szukać inspiracji:
    1. W Niemczech uniwestytety (akademickość) i politechniki versus uczelnie zawodowe (Fachhochschule)
    2. W USA niesamowity zakres, rozpiętość – od kursów gotowania w Community College po Ivy League i inne elitarne uczelnie.

    Pozdrawiam,
    Jan Wyrwiński

    Odpowiedz
    1. Krzysztof Leja

      Bardzo dziękuję za postawienie ważnego i trudnego pytania.
      W polskim szkolnictwie wyższym mamy do czynienia z powszechnym akademicyzmem, co upraszczając sprowadza się do syndromu „wszyscy robią wszystko”. Zwracali na to uwagę eksperci światowi w zakresie badań nad szkolnictwem wyższym, autorzy raportu OECD o polskim szkolnictwie wyższym z 2008 roku. Pisali o tym również autorzy raportu The future of European universities. Renaissance or decay?. W przypadku tego drugiego raportu przykład Polski jest tu podręcznikowy. Zdaniem autorów obu raportów, wybór takiej drogi jest błędny.

      Niemal wszystkie szkoły wyższe aspirują do polskiej nieistniejącej ligi bluszczowej, a jednocześnie w światowej ‘lidze bluszczowej’ polskie uczelnie zajmują odległe miejsca. Dywersyfikacja misji to jedno z wyzwań polskich uczelni, ale co zrobić, gdy wszyscy chcą zmieścić się w ekstraklasie. A przecież pierwsza, druga a nawet liga okręgowa w szkolnictwie wyższym są potrzebne. Obecnie zróżnicowanie misji polskich publicznych uczelni technicznych, które analizowałem jest śladowe, natomiast rozpiętość potencjału kadrowego i finansowego bardzo znacząca.

      Skąd wzięła się propozycja przedstawiona powyżej?
      Utworzenie (od podstaw) elitarnych uczelni w Polsce moim zdaniem jest obecnie nierealne, dlatego zastanawiam się, czy jest możliwe utworzenie dwóch nitek kształcenia ‘pod jednym dachem’ lub kształcenie na wzór Akademii Artes Liberales (http://www.aal.edu.pl/), której studenci pozostając studentami macierzystego uniwersytetu realizują indywidualny plan studiów ułożony z wykorzystaniem programów studiów ośmiu sfederowanych uniwersytetów. Celem AAL jest wykształcenie nowoczesnego humanisty. Uważam, że taki wzorzec można próbować adoptować na inne obszary nauki, stąd moja propozycja uruchomienia studiów elitarnych obok studiów masowych.

      W przypadku studiów biznesowych celem studiów elitarnych byłoby wykształcenie nowoczesnego menedżera. Nowoczesnego, czyli posiadającego znacznie szerszą niż obecnie wiedzę z obszaru matematyki i jej zastosowań, logiki, posiadającego szeroką wiedzę ogólną, znającego biegle przynajmniej jeden język obcy, rozumiejącego konieczność przekraczania granic dyscyplin nauki, mającego za sobą już w trakcie studiów realizację przedsięwzięć wynikających z potrzeb firm współpracujących z uczelnią.
      Propozycja jest dyskusyjna i z pewnością ma wiele niedostatków, ale może warto się nad nią pochylić.
      Pozdrawiam
      Krzysztof Leja

      Odpowiedz
      1. Anonim

        Wizja utopijna, ale ciekawa, i kto wie, może kiedyś…?
        Możliwe, że będę się powtarzać, ale częściowo zgadzam się z Panem, szczególnie w kwestii indywidualnego toku studiów, mniejszych grup i opiekunów. Nie wiem, czy wszyscy studencie byliby zainteresowani działalnością badawczą, ale taka możliwość z pewnością też jest atrakcyjna i dodawała by na pewno prestiżu. Zdaje mi się, że w Gdańskim Liceum Autonomicznym była możliwość wyboru profilu po pierwszym roku. Wydaje mi się, że coś takiego jest dobrą opcją, nawet bez podziału na studia „masowe i elitarne”. Widzę to w ten sposób: na studiach stacjonarnych I stopnia, pierwszy rok nauki byłby jednakowy dla wszystkich. Uwzględniał by podstawe przedmioty, załóżmy: matematykę, mikro i makroekonomię, statystykę, rachunkowość, język obcy, i jeszcze kilka. Po tym roku każdy student miałby możliwość wyboru przedmiotów. Jakiekolwiek by go interesowały (w moim przypadku byłoby to z pewnością ok 10 przedmiotów marketingowych w ciągu 2 lat), i stworzenia własnej kombinacji, tak by liczba ECTS w semestrze wynosiła conajmniej 30. Co to daje studentom? Że mogą realizować przedmioty aktualnie ich interesujące (a nie te, któte wybrali załóżmy 2 lata wcześniej, te które są w programie kierunku, który wybrali). Mogą wybierać przedmioty interesujące ich w danym momencie, lub te, po których wiedza i umiejętności są wg nich pożądane na rynku pracy (połączenie przyjemnego z pożytecznym? przedmiotów zarządczych i zw z psychologią zarządzania, statystycznych i ekonomicznych) Z jednej strony mieli by solidne podstawy ogólne, a co do reszty mieliby specjalistyczną wiedzę w tych przedmiotach, któe by ich interesowały, z którymi wiązali by przyszłość, posiadaliby specjalistyczną wiedzę w zakresie finansów, marketingu, ekonomii, statystyki, czegokolwiek by zapragnęli! A jeśli woleli by zaczerpnąć wiedzy ze wszystkich dziedzin po trochu? Proszę bardzo! Myślę, że wpłynęłoby to na jakość nauki – na zajęcia przychodziliby studenci zainteresowani danym przedmiotem, więcej by zaliczało, bo wybrali ten przedmiot, a nie „został im narzucony”, uczelnia byłaby elastyczna – nie byłoby problemu z nowym programem studiów, bo to studenci by składali swój program. Nie byłoby tylu chętnych? można by przyjmować więcej studentów! Studenci wybierający 3 razy więcej przedmiotów niż jest na specjalności, byliby faktycznie specjalistami po takich studiach, nie trzeba by było uczelni elitarnej, bo sami studenci chcieliby się tego uczyć! Co więcej, jeśli mogliby sami komponować przedmioty na swój semestr, to czemu by nie mogli brać ich więcej, jeśli są ciekawe? Powiedzmy, że niektóre przedmioty, które wybrałam w danym semestrze są warte więcej punktów, w związku z czym uzbierałąm 30ECTS z 5 przedmiotów i wychodzi, że mam zajęcia tylko 2 dni w tygodniu – czemu by nie wziąć więcej przedmiotów? Po niekąd to mogłoby umożliwić szybsze ukończenie studiów, które Pan proponuję. Ja myślę, że to pokazałoby także, jakie przedioty i wykładowcy są potrzebni/chętnie wybierani przez studentów, więc może i „modni”? „na czasie”? Może pomogłoby to wyeliminować nieznośnych wykładowców? To też troche utopijna wizja, ale mając doświadczenie w studiowaniu, jakie mam – wybrałabym dziś takie studia, gdzie mogę faktycznie decydować o tym, czego chce się uczyć.

        Pozdrawiam serdecznie,

        Diana Szoła

        Odpowiedz
        1. Krzysztof Leja

          @Diana Szkoła
          Uzyskane właśnie przez nasz Wydział prawa habilitowania to z pewnością jeden z największych sukcesów w historii Wydziału. Warto pamiętać, że oprócz uprawnień naukowych stwarza on możliwość opracowywania autorskich programów kształcenia, bez obowiązku ich opiniowania i zatwierdzania przez różne gremia centralne. To znacznie skraca czas, ale nie oznacza, że można to uczynić automatycznie. Otwiera to również wielką szansę na tworzenie znacznie bardziej elastycznych programów studiów, o których pisze studentka. Nowe możliwości to szansa, ale i wyzwanie, gdyż wymagają odłożenia partykularyzmów i podejścia wyłącznie podażowego do opracowywanych programów studiów. Może warto rozważyć zaproszenie do dyskusji nad programami studiów naszych absolwentów, którzy osiągnęli sukces zawodowy. Nie jesteśmy przecież nieomylni.
          Krzysztof Leja

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>