Dydaktyka jest najważniejsza

Przygotowując się do konferencji pt. „Kompetencje absolwentów studiów ekonomicznych. Perspektywa nauki i biznesu”, organizowanej przez Wydział Zarządzania Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach zapytałem studentów i absolwentów naszego Wydziału (którzy osiągnęli sukces), a także sam zastanawiałem się nad tym, jakie kompetencje absolwenta z punktu widzenia rynku pracy są najważniejsze. Część wspólną rozważań było stwierdzenie o znaczeniu kompetencji uzyskanych w trakcie studiów, jednak niezwiązanych bezpośrednio z ich programem. Moi rozmówcy wskazywali na wiedzę uzyskaną na drugim kierunku studiów, umiejętności uzyskane podczas pracy podejmowanej w trakcie studiów, dzięki zaangażowaniu w działalności samorządu studenckiego, a także organizacji społecznych. Trudno się nie zgodzić z tym, że kompetencje społeczne rozwija się w znacznie większym stopniu będąc wolontariuszem, angażując się w działalność organizacji studenckiej lub innej organizacji społecznej, niż w trakcie zajęć z etyki, choć te są również potrzebne. Angażowanie się w życie społeczne ułatwia z pewnością doskonalenie komunikacji i kształtowanie postaw. Bardzo istotny jest też kontakt z rówieśnikami z różnych krajów, gdyż pozwala on zrozumieć znaczenie wielokulturowości w zarządzaniu. Prelegenci i dyskutanci w trakcie katowickiej konferencji podkreślali znaczenie kompetencji miękkich, co każe zastanowić się, czy ich kształtowanie zajmuje należne miejsce w programie studiów.

 

Katowicka konferencja była ciekawa, gdyż starano się odpowiedzieć na pytanie, czym kierować się kształcąc: potrzebami rynku (ale jakimi – dzisiejszymi czy przyszłymi, trudno przewidywalnymi), zasobami Wydziału (z natury ograniczonymi), czy może poziomem przygotowania kandydatów na studia (oględnie mówiąc zróżnicowanym). Zastanawiano się również nad tym, w jakim zakresie studia powinny mieć charakter akademicki, a w jakim zawodowy? W trakcie konferencji przewijało się wiele wątków, co świadczy o tym, że w zakresie doskonalenia jakości kształcenia jest sporo do zrobienia. W tym zakresie odnotowałem sporo entuzjazmu ze strony przedstawicieli środowiska akademickiego. Głos przedstawicieli biznesu był również istotny, lecz wg mnie nieco przytłumiony, przez co mniej wyrazisty. Zabrakło wypowiedzi studentów, obecnych na konferecnji i zapraszanych do dyskusji. A szkoda. Przecież dydaktyka jest dla studentów, a nie po to by wypełnić pensa nauczycielom.

 

Chwała Organizatorom katowickiej konferencji, że ją zorganizowali, jednak nie sposób zauważyć, że dydaktyka jest najważniejsza, nie tylko w Katowicach…

 

 

5 komentarzy nt. „Dydaktyka jest najważniejsza

  1. Adam Czarnecki

    O tym, że dydaktyka jest najważniejsza był przekonany też prof. Leszek Kołakowski, który w 1993 r. mówił na konferencji „Dylematy szkolnictwa wyższego” (cytuję za Kołakowski L., „Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania”, Znak, Kraków 2009): „To, czego się od nas oczekuje, to oczywiście, nauczanie na pierwszym miejscu, a praca badawcza dopiero na drugim; tak jest i tak być powinno”. Dopełnieniem dydaktyki i badań jest jako obowiązków nauczyciela akademickiego* jeszcze praca organizacyjna.

    Można jednak zadać pytanie, czy stwierdzenie, że „dydaktyka jest najważniejsza” jest równie prawdziwe, gdy mowa jest o ocenie i awansie nauczycieli akademickich. Jak rozwój jakości dydaktyki poszczególnych nauczycieli przekłada się na wymierne korzyści np. dla wydziału czy uczelni? Jak jakość dydaktyki jest mierzona przez wydział czy uczelnię? Jeśli nawet tylko w pewnym sensie ułomnym systemem ankiet studenckich, to jak wykorzystywane są informacje z tej metody płynące? Czy może z punktu widzenia oceny wydziału i uczelni na zewnątrz, a nauczycieli w ramach tych jednostek istotne jest liczba punktów za publikacje, natomiast wymaganiem stawianym dydaktyce jest głównie to, by zajęcia się odbywały? Tak, są to pytania o bodźce wpływające na decyzje podejmowane przy angażowaniu się w każdy z elementów triady: dydaktyka-badania-organizacja.


    * Mam tu na myśli NA nie będących wyłącznie na etacie dydaktycznym.

    Odpowiedz
    1. Krzysztof Leja

      Dziękuję za komentarz
      Poruszył Pan kwestię kluczową. Patologią jest, moim zdaniem, przymykanie oczu na to, że znaczna część pracowników nie prowadzi działalności innej niż dydaktyczna, a przynajmniej nie widać żadnych jej efektów ważnych z punktu widzenia wydziału. Tak jest, ośmielam się sądzić, na większości uczelni. Swój sąd opieram na opinii rektora jest z największych polskich uniwersytetów, który stwierdził, że 30% pracowników naukowo-dydaktycznych jest aktywnych naukowo. Uważam, że osoby, które koncentrują się wyłącznie na pracy dydaktycznej powinny zajmować etaty dydaktyczne z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nie wtedy, gdy zbliża się czas rotacji, lecz znacznie wcześniej. Równie ważne jak ocena nauczyciela jest wytyczenie ścieżki awansu dydaktycznego. Przyznam, że nie rozumiem likwidacji stanowiska docenta dydaktycznego.

      Proszę też zauważyć, że współczesne spojrzenie na rolą szkoły wyższej się zmienia. Mówimy o pierwszej (dydaktyka), drugiej (nauka) i trzeciej misji. Trzecia misja, którą w uproszczeniu określa się oddziaływaniem uczelni na otoczenie, nie jest kwiatkiem do kożucha, tylko równie ważnym obszarem działalności jak dwie pozostałe.
      Do dydaktyki, podobnie jak do działalności badawczego, podobnie jak do każdej działalności twórczej trzeba mieć powab. Dydaktyka jest najważniejsza, gdyż 70-90% publicznych w uczelniach publicznych przeznacza się na tę działalność. Dydaktyka jest najważniejsza również dlatego, gdyż ta niskiej jakości może przynieść znacznie większe szkody niż gdzie niegdzie dostrzegana bylejakość w nauce. Artykuł naukowy czy tzw. monografia, które nie wnoszą niczego nowego, po prostu nie będą czytane. Absolwent wykształcony byle jak może natomiast narobić szkód. Znaczenie dydaktyki ulega wzmocnieniu, przynajmniej w założeniach. Istotą wprowadzanych Krajowy Ram Kwalifikacji jest bowiem ocena efektów, a nie samego procesu dydaktycznego. Inną sprawą jest to, jak oceniać efekty. Nauczyciele akademiccy nie są do tego przygotowani. W trakcie obecnego roku akademickiego powinniśmy się tego nauczyć…
      pozdrawiam
      Krzysztof Leja

      Odpowiedz
      1. Anonim

        Sądzę, że obaj panowie poruszyliście trudny i złożony problem, bo jedną kwestią jest co oceniać a zupełnie inną – jak to robić. Chociaż w polskich realiach, zanim przejdzie się do odpowiedzi na oba pytania, trzeba zawsze zmagać się z listą pytań w stylu: a po co oceniać? a w mojej ulubionej wersji: jakim prawem oceniać?
        O dziwo w uczelni, a więc wydawałoby sie „świątyni” wiedzy, pęd do samodoskonalenia już nie jest taki oczywisty.

        Ocena pracownika niezależnie od tego czego dotyczy, powinna być przede wszystkim rzetelna i wnosząca cokolwiek zarówno do pracy nauczyciela (np. pomoc w doskonaleniu) jak i do wiedzy jego przełożonych na temat jego pracy. A żeby była rzetelna, nie może być przeprowadzana co 2-4 lata. W przedsiębiorstwach którym zależy na rozwoju zarówno ich samych, jak i pracownika, oceny okresowe przeprowadzane są co rok. Czy uczelnia jest w czymś gorsza niż przedsiębiorstwo dbające o jakość swojej pracy? A może nauczyciele to „lepszy gatunek” pracownika? Jeżeli tak, to w czym uczelnia jest gorsza / nauczycie lepszy?

        Zabawne jest też to, że uczelnie nie wypracowują systemu własnego doskonalenia, niezależnie czego ma dotyczyć. Zazwyczaj ograniczają się do niezbędnego minimum wymaganego prawem – ocena co najmniej raz na 4 lata (obcenie 2), więc w 99% uczelni pomija sie stwierdzenie „co najmniej”. Czy taki minimalizm w podejściu do jakości własnej pracy może skutkować wywołaniem odpowiedniej postawy u studentów?

        Inna poruszona kwestia – stanowisk naukowych i dydaktycznych. Często odnoszę wrażenie, że stanowisko dydaktyczne jest swego rodzaju degradacją w stosunku do pracownika naukowego. Czy jeżeli ktoś się nie rozwija naukowo ani w żaden inny sposób (projekty, komercjalizacja badań, organizacja) czy rzeczywiście należy takiego pracownika przenosić na stanowisko dydaktyczne? Czy tutaj też kryterium wejściowym nie powinny być efekty jego pracy? Choćby ułomne narzędzie jakim są ankiety studenckie czy hostpitacje zajęć (oczywiście dokonywane przez specjalistę w dziedzinie andragogiki a niekoniecznie bezpośredniego przełożonego)?
        Skoro żeby otrzymać stanowisko naukowe należy wykazać się sukcesami naukowymi, to dlaczego w przypadku stanowiska dydaktycznego tak nie jest?

        M.

        Odpowiedz
        1. Krzysztof Leja

          Dydaktyka w uczelniach nie jest doceniana, a sukcesy dydaktyczne niemal niezauważane. Ich wpływ na ocenę nauczyciela akademickiego jest w praktyce iluzoryczny. Oceny nauczycieli akademickich, a także pozostałych pracowników są często grzecznościowe, co jest szkodliwe zarówno dla wydziału jak i samych nauczycieli, a nade wszystko dla interesariuszy uczelni, w tym studentów. Najwyższy czas, aby zastanowić się nad tym, w jaki sposób doskonalić jakość kształcenia, a nie nad tym, co robić, aby zapewnić odpowiednią liczbę godzin dla prowadzących zajęcia. Może wprowadzane krajowe ramy kwalifikacji stanowią klucz do rozwiązania problemu, ale czas pokaże, jakie będą efekty.
          KL

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>