Moda na logozę

Jak kraj długi i szeroki, wszyscy fundują sobie logo : organizacje, przedsięwzięcia, firmy malutkie i te duże,  imprezy, wydziały, uczelnie – wszyscy muszą mieć logo. Po co? Dlaczego? Niewielu z pomysłodawców  to wie, niewielu z nich wie czy to to samo: logo, znak towarowy, znak, logotyp. Wszyscy żonglują tymi pojęciami w poczuciu pełnionej misji. Jak już logo powstanie  - a tu też szeroka paleta możliwości od konkursów poprzez zlecenie tego firmom mniej lub bardziej profesjonalnym, za to żądnych jak największego wynagrodzenia. I zaczyna się zabawa w proponowanie bardzo restrykcyjnych zasad stosowania, wymyślaniu nowych nośników  tego „loga”- i oczywiście ich projektowanie  za stosowne wynagrodzenie. Im bardziej opasła księga tożsamości wizualnej, im więcej zasad regulujących stosowanie znaku, im więcej zdefiniowanych nośników , tym oczywiście wyższe wynagrodzenie dla agencji projektującej. Cenę można jeszcze  podbić proponując np. unikatową czcionkę do napisów.  Potem oczywiście wymiana  wszystkiego, na czym było stare „logo”  na nowe: tabliczki na drzwiach, pieczątki, papeteria, dyplomy, koszulki, podziękowania, banery,  no i cała masa nowych nośników z nowym znakiem, które nagle okazują się być konieczne dla funkcjonowania organizacji jak np. flagi. I tak zabawa w budowanie loga trwa w najlepsze, za społeczne pieniądze najczęściej. Oczywiście, znak pełni bardzo ważne funkcje w procesie  komunikacji, nie należy potępiać wszystkich działań mających polepszyć komunikację, wyróżnić organizację czy podkreslić jej tożsamość. Jeśli znak funkcjonuje już od paru lat i nieżle pełni swoją funkcję, nie ma żadnych istotnych zmian w organizacji, to zastępowanie starego nowym jest bez sensu, scalanie odrębnych podmiotów jednym z pozbywaniem się ich znaków – takoż. Już wiele, wiele lat temu wymyślono na taką okoliczność- i stosuje się z powodzeniem –  opcję  "znaków podżyrowanych" . Ale tak jak w każdej dziedzinie życia zalecany jest zdrowy rozsądek . Kartezjusz był przekonany, że jest on równo rozdzielony między ludzi, ale cóż, mylił się..

Mamy teraz w Polsce drugi odcinek serialu „Logo dla Polski”. Pierwszy miał miejsce dziesięć lat temu,  kiedy to Wally Ollins zaproponował hasło charakteryzujące Polaków – „twórcze napięcie” i  rysunek latawca jako symbolu tegoż napięcia. Ani hasło, ani rysunek nie przyjęły się, autor wynagrodzenie pobrał. Teraz odgrzano hasło, ale rysunek – symbol tegoż napięcia inny . Agencja Saffron Brand Consultants  zapronowała rysunek sprężynki, która – jak mówi Ollins „obrazuje ona dynamikę rozwoju naszej ojczyzny – niegdyś ściśniętej przez historię, a dziś oddającej światu ogromny ładunek nagromadzonej w nas energii”. Projekty sprężynek są trzy, ze wskazaniem na tę pierwszą .

Sprężynki                                                                                                  

Która najlepiej odzwierciedla twórcze napięcie? Można głosować – jeszcze cały tydzień  http://logodlapolski.pl/

Na wynagrodzenie – 220 tys. euro – zrzuciły się polskie firmy, a fundacja właśnie tworzona „Marka Dla Polski” będzie zawiadywać tym znakiem, ale używać go – podobno nieodpłatnie – będą mogły wszystkie polskie firmy…

Większość polskich specjalistów od public relations, marketingu marki –czyli ci, którzy z racji profesji zajmują się tożsamością wizualną jako  częścią działań komunikacyjnych i promocyjnych, wykazała się „reakcją bondowską” – raczej wstząśnieni niż zmieszani…

 Po co nam taki znak? Gdzie i kiedy posługiwalibyśmy się nim? A co  z orłem? Pytania nie są retoryczne. A może to kolejna faza choroby – logozy? Trzeba przeczekać, może zapał minie i pieniądze społeczne,  które znowu byłyby wydane na zabawę z logiem zostaną zaoszczędzone. Poczekajmy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>