Wiele hałasu o nic?

Już dawno tak często nie zajmowano się w mediach kierunkiem Filozofia na uczelniach – no, może w sławetnym 1968roku,  z racji rebelii na Uniwersytecie Warszawskim. Tak duże zainteresowanie mediów wzięło się – jakżeby inaczej  - z tragicznej sytuacji wielu tych kierunków na uczelniach polskich, bo nic tak dobrze nie wychodzi polskim dziennikarzom jak pławienie się w nieszczęściach, grozie i katastrofach. Otóż filozofia jest w katastrofalnej sytuacji – brak studentów i konieczność zamykania wydziałów – taką decyzję podjął m.inn. Uniwersytet Białostocki. Sprawa przykra, ale rozgłosu nabrała za sprawą listu otwartego do nowej pani minister MNiSW – pełen tekst tu http://www.rp.pl/artykul/17,1075667-Intelektualisci-w-obronie-filozofii–Pisza-list-do-minister.html

Rozgłosu nabrał właściwie problem funkcjonowania takiego kierunku jak Filozofia,  a nie ich zamykanie. „Matematyka i filozofia  od zawsze stanowiły fundament nauki akademickiej. Z tej  pierwszej biorą się nauki przyrodnicze, z na tej drugiej zaczyna się i kończy wszelka myśl ludzka. To nie jest ozdobnik, ale fundament uniwersytetu” – tak mówi prof. Jan Hartman.

Filozofia nigdy nie była kierunkiem  szczególnie licznym – przyjmowano po kilkanaście , kilkadziesiąt osób rocznie i najczęściej  był to drugi kierunek studiów dla wielu studentów. Od momentu wprowadzenia opłat kierunek zaczął obumierać : jak mógłby się utrzymać przy takim jak współcześnie traktowaniu  kierunków studiów? Uczelnie mają działać pod dyktat rynku, swoiście traktowanej użyteczności, która niebezpiecznie zaczęła być utożsamiana z merkantylnością. Bo użyteczna filozofia jest ze wszech miar. Żaden kierunek nie nauczy takiej dyscypliny myślowej, umiejętnego stawiania pytań, podważania tego, co na pozór stałe, ekwilibrystyki intelektualnej. Absolwenci filozofii z całą pewnością mogą powiedzieć o sobie – za p. Julią Hartwig, że „ osobiście nie mają takiej przypadłości jak niemyślenie”. Absolwenci filozofii to bardzo często znakomici menedżerowie [ Japończycy wiele lat temu udowodnili tę tezę przeprowadzając rozległe badania absolwentów] – i pisze o tym też  w dzisiejszym Dużym Formacie Piotr Czekierda, odnajdują się w wielu zawodach – bo mają choćby nawyk nieustającego zgłębiania problemów i nie traktują studiowanego kierunku jako nauki konkretnego zawodu – co jest powszechną przypadłością absolwentów wszystkich pozostałych kierunków uczelnianych.  

Zamykać nierentowne kierunki? Tak, odpowie ten, kto traktuje uczelnie jak fabryki produkujące zasoby ludzkie na potrzeby koncernów, a więc good bye Platon – jak zatytułował dzisiejszy felieton w Polityce  D.Passent. Nie, odpowie ten, kto ma rachunek ekonomiczny za nic.  Tak,  na niektórych uczelniach, ale po uprzedniej  symulacji, prognozie przyszłości społeczeństwa w perspektywie  10, 20 lat – odpowie racjonalnie postępujący minister.

 A ja bym wprowadziła obowiązkowe, odpłatne studia filozofii dla tych menedżerów, którzy chcą robić doktoraty … I wtedy dopiero byliby pełnokrwistymi menedżerami.

 

3 komentarzy nt. „Wiele hałasu o nic?

  1. Anonim

    Śledzę dyskusję o studiach filozoficznych, która toczy się w mediach. Dwie refleksje:
    1. studia, a właściwie wiedza filozoficzna, są bez wątpienia przydatne, również w biznesie. Przykłady świetnych menedżerów-filozofów przemawiają do wyobraźni.
    2. studia filozoficzne są sensowne, gdy prowadzą je dobre uczelnie, gdy wykładają profesorowie-filozofowie mający szeroką wiedzę, a nie przygotowujący się do zajęć tydzień wcześniej niż studenci.
    Otóż, wbrew opiniom wielu intelektualistów, nie ubolewam nad tym, że na Uniwersytecie Białostockim zamknięto nabór na kierunek „filozofia”. Rozumiem argumenty ekonomiczne władz uczelni. Ale przede wszystkim nie ubolewam, ponieważ kadra nauczająca na tym kierunku nie jest wybitna (choć być może wcale nie najgorsza). Studia filozoficzne mają dla mnie sens, gdy wykładowcami są filozofowie nie z dyplomu, ale filozofowie mający coś oryginalnego do powiedzenia. Filozofowie-myśliciele. Studia filozoficzne powinny być elitarne. Wyjątkowi wykładowcy i wyjątkowi studenci. Jeśli nie ma jednych bądź drugich, takie studia są bez sensu.
    Dlatego nie protestuję przeciw zamykaniu filozofii w Białymstoku. Protestuję przeciw eliminowaniu filozofii z programów studiów licencjackich, magisterskich i doktorskich. Bez względu na ich kierunek.
    Może (choć nie wiem), że w Białymstoku filozofii, jako kierunku, nie będzie. Źle, bardzo źle, gdy filozofii nie uczymy na innych kierunkach. A studia filozoficzne może lepiej pozostawić uczelniom najlepszym, a tych jest u nas kilka.
    Piotr Dominiak

    Odpowiedz
  2. Anonim

    Nie zajmuję się problemem nauk społecznych codzienne, ale czasami śledzę nowinki z tego obszaru nauki, którą zajmował się mój ojciec. W tej sprawie dochodzę do wniosku, że ewentualna likwidacja zajęć z filozofii dla studentów różnych kierunków byłaby chyba bardzo szkodliwa. Niedawno znalazłem w internecie wspomnienia byłego studenta Wydziału Elektrotechniki i Automatyki Politechniki Gdańskiej, który napisał tak:
    „Znakomity docent Synowiecki zapytany w czasie ćwiczeń przez dociekliwego studenta, po co nam, przyszłym inżynierom ta cała filozofia, spokojnie wytłumaczył, że jako inżynierowie nie będziemy kierować tylko śrubkami, lecz przede wszystkim ludźmi. I miał rację.”
    Ten cytat jest najlepszym podsumowaniem dyskusji nt. potrzeby zajęć z filozofii, szczególnie dla studentów kierunków technicznych.
    Andrzej Synowiecki

    Odpowiedz
    1. Anonim

      Nie znam recepty na teraz, więc wracam do atmosfery moich studiów w Krakowie. Uniwersytet Jagielloński to chyba najlepszy wybór dla humanisty. Powaga uczelni, atmosfera miasta, w którym do dziś muzea, biblioteki i oczywiście kawiarnie są pełne młodych ludzi. Wszyscy studenci filologii romańskich mieli zajęcia z filozofii z panem Miłowitem Kunińskim, za moich czasów asystentem, dziś profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na wykładach nie sprawdzano obecności, jednak obszerna sala w Collegium Novum zawsze wypełniona była po brzegi. Wskazana na egzamin ustny bibliografia sprawiła ,że przebiegliśmy nie tylko ścieżki hiszpańskich filozofów od renesansu po Unamuna i Ortegę y Gasseta, ale też połowę krakowskich bibliotek w poszukiwaniu wskazanych lektur. Głupio było się zbłaźnić i czegoś nie przeczytać. Po zajęciach biegało się „na Tischnera” czy do Dominikanów łowiąc nowe myśli. Czy tak jest dzisiaj? W Krakowie być może tak, bo, jak ktoś niedawno powiedział, „Kraków to nie miasto ale stan umysłu”. Jedna z moich byłych studentek, absolwentka informatyki Politechniki Gdańskiej , właśnie kończy filologię hiszpańską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kiedy z nią rozmawiam, a są to rozmowy długie, fascynujące a dla mnie jako belfra niezwykle krzepiące, myślę sobie, że stary Kraków trzyma się mocno. Po plantach nadal spacerują filozofowie.
      Ewa Jurkiewicz

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>