Świat stanął na głowie, czyli o sakralizacji rynku

   Edukować, czy nie edukować – to pytanie jest oczywiście oxymoronem, dziś nikt już takiego pytania nie zadaje, kaganek – a czasem kaganiec oświaty zagościł pod strzechami parę tysięcy lat temu. Funkcje, rolę edukacji w rozwoju i podnoszeniu dobrostanu ludzkości doceniano zawsze, zmieniały się tylko metody, różnie rozkładano akcenty.

Elitaryzm czy egalitaryzm w dostępie do edukacji – no, tutaj były zawirowania, przeważył jednak egalitaryzm. Pytanie zasadne: czy z pożytkiem czy ze szkodą dla rozwoju i wzmiankowanego zwiększania dobrostanu ludzkości?

Czy rynek ma wyznaczać kierunki rozwoju i nauki i wykształcenia? „Dostosowywanie się do zmieniających się potrzeb rynku” – to zdanie pojawia się jak mantra na wszelkich spotkaniach, konferencjach poświęconych edukacji  - nie tylko uczelnianej.

Kopernik , Staszic, Kołłątaj, Eugeniusz Kwiatkowski, Stanisław Grabski wyjeżdżali na uczelnie europejskie  po „rodzaj” wiedzy jaki tam proponowano i dzięki niej zmieniali swoje społeczeństwa, rozwijali swoje pasje, które w rezultacie przyczyniały się też do  zmian w społeczeństwie. Czy któryś z tych panów myślał o takim sprofilowaniu swojego wykształcenia, aby jak najlepiej odpowiadało zapotrzebowaniom rynku?

Czy rynek powinien być jedynym regulatorem prac na uczelniach? Czy jest to gwarancja dobrej kondycji rynku? Zamawiane kierunki – pod dyktando rynku, powoływanie rad konsultacyjnych złożonych z tzw „praktyków” rynkowych, szyte na miarę, na konkretne zapotrzebowanie firm studia podyplomowe, prace magisterskie pisane na potrzeby – z potrzeby rozwiązania problemów konkretnych firm,  konkursy na najlepsze prace tzw innowacyjne, kreatywne  proponujące rozwiązania gotowe do implementacji w danej firmie. .. Nie neguję tych działań, nie podważam ich sensowności, tylko głośno myślę i zastanawiam się, jak daleko odeszły uczelnie od  swojej idei, która przyświecała ich powstaniu.

 Kiedyś to uczelnie wyznaczały trendy rozwoju społeczeństwa, to na uczelniach rodziły się koncepcje jak, dlaczego i w jakim kierunku mają – powinny  się zmieniać społeczeństwa i kształciły tak, aby ich absolwenci mogli te koncepcje realizować. Teraz uczelnie istnieją po to, aby zapewniać, realizować  potrzeby rynku, to rynek dyktuje, co i jak ma się dziać na uczelniach. Stąd też zmiany metod edukacji.

Ciekawe, że kiedyś na uczelniach to studenci zabiegali o jak najlepsze wyposażenie swoich mózgownic w wiedzę i umiejętności tłumnie uczęszczając na zajęcia, zajęcia dodatkowe, konsultacje, wyjeżdżając „ za nauką” do oddalonych zakątków Europy [ patrz peregrynacje studentów do Królewca, miasta w którym na uczelni prowadził zajęcia słynny Immanuel Kant]. Teraz to wykładowcy zabiegają o uwagę, zainteresowanie studentów poprzez mnożenie różnorodnych, koniecznie interaktywnych form zajęć, pojawiają się zupełnie nowe formuły edukowania – jak TED, Polimaty, a wymiana Erasmus to niekoniecznie wyjazdy do uczelni kierując się jakością, specyfiką prowadzonych  zajęć tych uczelni, rodzajem i poziomem prowadzonych tam badań naukowych.

Dobrostan rynku stał się priorytetem, a nie dobrostan społeczeństwa.

5 komentarzy nt. „Świat stanął na głowie, czyli o sakralizacji rynku

  1. Anonim

    Szanowna Pani Docent,

    Trendy rozwoju społeczeństwa wyznaczały uczelnie ale te najwybitniejsze – Oxford, Cambridge, Harvard, Princeton itd. i nadal to robią. Polskie uczelnie (no może poza Jagiellonką) raczej do tej czołówki nigdy nie należały. Chyba przyniesie to wszystkim pożytek jeżeli nasi „naukowcy” zajmą się rozwiązywaniem problemów praktycznych, a pchanie świata do przodu niech zostawią tym których na to stać finansowo i intelektualne.

    Pozdrawiam
    Dawid

    Odpowiedz
    1. Ewa Małgorzata Hope

      Panie Dawidzie [ może „Panie Profesorze, może Panie inżynierze???]
      Zbyt często zapominamy, że uczelnie, to nie tylko prace naukowe, ale dydaktyka, kształcenie. Rzeczywiście, pracami naukowymi świat popycha się ku lepszej przyszłości ale uczelnie, które nie mają ani takiego potencjału intelektualnego, ani odpowiednio dużych funduszy kształcą. No właśnie, kogo? Elitę intelektualną kraju, czy uczestników rynku?
      Ewa Hope.

      Odpowiedz
      1. Piotr Dominiak

        Rynek pracy jako wyznacznik kierunku edukacji, to jeden z mitów współczesnych debat o kształceniu. Staram się o tym mówić, gdzie mogę. Nie zabieram tu głosu na temat szkolnictwa zawodowego na poziomie średnim i niższym. Dyskutując o szkolnictwie wyższym, nie wolno sprowadzać jego problemów do szukania „zgodności z potrzebami rynku pracy”. Rozumiem potrzeby biznesu, którego przedstawiciele chcą mieć gotowych do pracy absolwentów, których wystarczy posadzić do biurka, komputera, stołu i wszystko natychmiast zrobią zgodnie z życzeniami pracodawcy. Tak byłoby tanio, miło. Mądrzy pracodawcy biorą do siebie absolwentów mających potencjał intelektualny. Potencjał, bo konkretnych umiejętności nauczą ich w ramach szkoleń wewnętrznych. Takich pracodawców jest niewielu, bo w ogóle firm ekspansywnych, dynamicznych jest zdecydowana mniejszość. Czy uczelnie mają kształcić pod potrzeby większościowej miernoty? Pewnie tak. Większość uczelni też jest słaba i może dostarczać słabej jakości tanich produktów. Uniwersytetów-Biedronek nie brakuje i to nie jest najgorsze.
        Problem polega na tym, że system finansowania dydaktyki premiuje ilość. Więc i kiedyś dobre uczelnie porzucają ambicje i przyjmują byle kogo, bo za to są dotacje lub czesne. Upłynie trochę czasu zanim na naszym rynku edukacyjnym rzeczywiście dobre szkoły zaczną kształcić intelektualne elity. Elity, w tym najlepszym, tego słowa, znaczeniu.
        Piotr Dominiak

        Odpowiedz
  2. Anonim

    Swoją drogą to bardzo ciekawe, że blogowa dyskusja o elitarności studiów toczy sie na stronie wydziału prowadzącego tak elitarne kierunki jak „Zarządzanie” i „Europeistyka” . Zapewne to na tych elitarnych kierunkach studiuje tych kilkudziesieciu najwybitniejszych maturzystów, którzy przeszli ekstremalną selekcje a dyplom dostają tylko ci najwytrwalsi. Kosoms

    Zbigniew

    Odpowiedz
    1. Anonim

      Czasem zastanawiam się nad motywami osób wpisujących komentarze pod blogami, nad pokrętnością ich sposobów myślenia, szczególnie wtedy, kiedy robią to anonimowo…
      I Zarządzanie i Europeistyka do studiów elitarnych raczej nie należą – i do takich nie pretendowały, tak jak i PG nie należy do elitarnych uczelni na świecie.
      Ewa Hope.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>