Piękni dwudziestoletni*

   Wydarzenie ze studentem, który pośliznąwszy się na kasztanie opisał to   wydarzenie dziekanowi Dominiakowi  w mowie wiązanej przy użyciu słów powszechnie uznanych za nieparlamentarne , było przyczyną dyskusji też i między pracownikami.  Jak to było, kiedy my studiowaliśmy? Dla większości studentów to epoka, w których jeszcze żyły dinozaury… No, ale relacje między studentem a pracownikiem uczelni były jednak inne, niezależnie od paradujących po ulicach dinozaurów.

Jacy byliśmy jako dwudziestolatkowie? Czy złorzeczyliśmy naszym rodzicom,  nauczycielom, dziekanom, że  zafundowali nam życie w szarzyźnie, beznadziei komunizmu, fałszu życia publicznego? „ Sam pan się do tego przyczynił”…. Na co wydawaliśmy  zarobione pieniądze –czasem pracując za granicą: na kupowanie samochodów, ciułanie na mieszkanie? Co robiliśmy w wolnym czasie? Co robiliśmy na uczelni?  Czy my na  propozycję  wykładu poza kursem zajęć, w piątkowe popołudnie, parskaliśmy śmiechem ?

 Po raz kolejny sięgnęłam po książkę J.Cortazara „Gra w klasy”. Pełno  w niej odniesień do literatury jazzu, malarstwa, sztuk teatralnych. Książka z pewnością przeintelektualizowana, ale  dla dwudziestoparolatków mojego pokolenia były to rzeczy znane, to było nasze życie. „Dla nas wstydem było czegoś nie wiedzieć” – jak przypomniała w jednej z dyskusji koleżanka z wydziału.  Co jest wstydem dla dzisiejszych dwudziestolatków?  Zajęć na uczelni było znacznie więcej niż teraz, ale na dodatkowych zajęciach były tłumy. Dlaczego? Bo chcieliśmy wiedzieć więcej. Dzisiejsi studenci raczej chcą mieć więcej mierzalnych umiejętności niż wiedzy, a tłumy mogą być na spotkaniach  z tzw celebrytami „Gdyby pani zaprosiła Palikota, to byśmy pewnie przyszli.”  

Dzisiejsi dwudziestolatkowie są nieporównywalnie lepiej wyposażeni w dobra materialne niż nasze pokolenie , mają więcej udokumentowanych – „certyfikowanych” umiejętności, mają  znacznie więcej pewności siebie, przekonania o własnej nieomylności,   mniej skrupułów w ferowaniu wyroków  -  głownie anonimowo , ale są też bardziej sfrustrowani i pesymistyczni. Nie wiem, które z tych pokoleń miało  lepszy start w dorosłe życie, które miało/ma lepsze perspektywy życiowe, ale wiem, że pokora, szacunek dla drugiego człowieka, kindersztuba to kapitał, który zawsze,  w każdych czasach jest kapitałem, który procentuje przez całe życie.

 

*ten tytuł to oczywiście  tytuł ksiązki – kultowej może nie już dla  mojego pokolenia – Marka Hłaski

6 komentarzy nt. „Piękni dwudziestoletni*

  1. Piotr Dominiak

    To już tak pewnie będzie. Wszelkie odwołania do literatury, muzyki, teatru, o malarstwie i rzeźbie nie wspominając, to trafia może do 5% studentów. Czy oni będą stanowić elitę? Tak, z pewnością. Elity powinny być wąskie, więc w gruncie rzeczy nie powinniśmy za bardzo narzekać. Musimy przyjąć do wiadomości, że dyplom wyższej uczelni (chyba nawet doktorski) nie będzie przepustką do owej elity. To, w najlepszym razie, certyfikat potwierdzający, że ktoś od czasu do czasu uczęszczał na jakieś tam zajęcia po maturze. Żadna gwarancja kultury, wiedzy, pracy. Trochę więcej szans (tylko szans) na osiągnięcie tego wszystkiego. Tylko, a może aż tyle.
    Najbardziej mnie wkurzają komentarze typu: „zostaliśmy oszukani! prze system, wykładowców, uczelnie”. Oszukani, bo nie ma pracy, oszukani – bo nie umiemy itd. itp. Staram się jak mogę ich nie oszukiwać. Wymagam, nie zaliczam na podstawie obecności fizycznej, za osiągnięcie 20% punktów, oczekuję zainteresowania, czytania, przygotowywania się. Oczekuję też ciekawości, o której wspominasz. Ale oni widzą nas tylko jako część systemu, który powinien im bezboleśnie, bezwysiłkowo, najlepiej przez sen dostarczyć nie tyle wiedzę i umiejętności, ale wysoko płatną lekką robotę. Zawsze radzę tym „oszukanym”, by natychmiast jak się zorientują, że ich robimy w konia, udali się do Oxfordu i Harvardu. Tam ich nie oszukają. Po prostu nie przepuszczą przez bramę.
    Piotr Dominiak

    Odpowiedz
  2. Anonim

    Polecam wykład Prof. Srikumar z USA nt. bycia szczęśliwym (o tzw. „mental models“):
    http://arbejdsglaede.23video.com/video/549744/srikumar-s-rao-de

    Może wydawać się nie na temat tego bloga, ale gdy zapytamy studentów/doktorantów „po co przyszli na uczelnie?“, to większość z nich odpowie, aby zdobyć dyplom. Koncentrują się na wyniku, inwestują w wynik, zamiast w proces. Studia powinny być intelektualną przygodą, pogłębieniem i zaspokojeniem swojej ciekawości. Inwestując w wynik, a nie w proces, czują się potem oszukani i sfrustrowani.

    W podobnym tonie wypowiadał się Steve Jobs na Uniwersytecie Stanford – (słynny wykład o „connecting dots“), iż nie liczy się aż tak bardzo rezultat, jak proces, doświadczenie, zdobyta wiedza w drodze do uzyskania tego wyniku, którą później będziemy umieli w odpowiednim momencie wykorzystać.

    Tomasz Korol

    Odpowiedz
  3. Anonim

    O ile dobrze pamiętam, to chyba juz Herodot narzekał na zachowanie młodzieży i martwił się co z tego materiału wyrośnie. Katon Starszy toż nie był zwolennikiem „nowych obyczajów” (a przeciez po nim przyszedl Katon Młodszy;) Hłasko ułożonym młodzieńcem tez raczej nie był.Cóż mlodzież nigdy nie miała łatwego życia.

    Nic nie usprawiedliwia chamstwa i bezczelności. Jednak poziom umysłowy ogołu młodzieży to niestety skutek „reform” panów Handkego, Buzka i jescze paru po nich. Bardzo dobrze, że prof. Dominiak stawia wymagania i nie przepuszcza nieuków. Tylko,że indywidualne działania na niewile się zdają gdy wypaczony jest sytem. To przeciez nie młodzież wymysliła sobie maturę w postaci testow i zdawalności z wynikiem 30%. To nie młodzież zaczeła wymagać dyplomu mgr do pracy w call center. Odsetek chamów i prostakow wśród obecnych dwudziestolatkow jest prawdopodobnie zblizony do tego sprzed paru dekad. A że wspołcześnie system pcha ten odsetek na wyzsze uczelnie, to chyba wina projektantow tego systemu. Cierpią na tym wszyscy zarówno profesorowie jak i zdolni zainteresowani studenci (wciąż jest wielu takich, zapewniam;)

    Że młodzi nie znaja klasykow prozy iberoamerykańskiej? Znają (znam ja i znam wieeelu którzy znaja) Młodzież nie jest tak straszna, jeden wielbiciel kasztanow nie powinien świadczyć o całym pokoleniu. Takich jak on było wielu rownież w Państwa pokoleniu, tylko wtedy nikt nie miał tak genialnych pomysłów żeby przyjmować takich delikwentow na studia. (Oczywiście nie jest osobistą winą żadnego z profesorów, że dziś sytem funkcjonuje tak a nie inaczej)

    Gdy bylem w wieku licealnym, moja klasa liczyła ponad 30 osob. Tłumaczono to wyżem demograficznym, fizycznym brakim sal itp. itd Dziś mamy niż, więc młodzież wreszcie mogłaby się uczyć w normalnych warunkach (klasy po 15 os.) ale coz to, w miediach słyszymy o likwidacji szkół mimo protestów uczniow i rodziców. To chyba wyraźnie pokazuje, ktorą pozycję na liście priorytetów naszej władzy zajmuje kwestia edukacji.

    Pozdrawiam
    Michał Zieliński

    Odpowiedz
    1. Anonim

      Pan Korol trafił w sedno problemu – przez setki lat studia to była inwestycja w siebie, przygoda intelektualna, podróż w głąb siebie i poprzez historię. Dyplom był jedynie uwieńczeniem tej drogi.
      Czy naprawdę to system jest winny? Trochę ta dyskusja przypomina inną, toczącą się równolegle – dyskusję o kondycji mediów, którą dość nieświadomie zainicjował Grzegorz Miecugow swoją wypowiedzią o mediach, mówiąc, ze media muszą realizować programy na zapotrzebowanie społeczeństwa, a społeczeństwo oczekuje rozrywki taniej, łatwej i przyjemnej, więc….
      Ewa Hope.

      Odpowiedz
      1. Piotr Dominiak

        Dużo rzeczy można wytłumaczyć „systemem”. Tyle, ze tego systemu nie wymyślił pan Handke, ani żaden polski profesor czy polityk. Masowe kształcenie jest procesem powszechnym. My doświadczamy go teraz, w USA miało to miejsce ćwierć wieku temu. I skutki były podobne.
        Ale nie tylko skutki negatywne. Masowe kształcenie przyniosło wiele korzyści. Okazało się skutecznym czynnikiem prorozwojowym, zmniejszyło bezrobocie, zwiększyło dobrobyt społeczny (polecam mnóstwo analiz poświęconych wpływowi wykształcenia na zarobki indywidualne i na stopę bezrobocia – wystarczy wstukać w wyszukiwarkę np. hasło earnings by education).
        Więc nie chodzi o zamknięcie dostępu do studiów. Powtórzę coś, co mówiłem i pisałem wiele razy: nie sądzę by powrót do studiów elitarnych był pożyteczny i możliwy. Natomiast trzeba szukać jakiegoś złotego środka; kompromisu pomiędzy nieuchronnym spadkiem jakości studiów w wyniku ich umasowienia i koniecznością rozwoju kapitału ludzkiego, co jest niezbędnym warunkiem rozwoju społeczeństwa.
        Piotr Dominiak

        Odpowiedz
  4. Anonim

    Żeby odpowiedzieć na to pytanie zacytuję kilka zdań autorki bloga:

    „Czy złorzeczyliśmy naszym rodzicom, nauczycielom, dziekanom…. Na co wydawaliśmy zarobione pieniądze –czasem pracując za granicą: na kupowanie samochodów, ciułanie na mieszkanie…Dzisiejsi dwudziestolatkowie są nieporównywalnie lepiej wyposażeni w dobra materialne (…) mają znacznie więcej pewności siebie, przekonania o własnej nieomylności…są bardziej sfrustrowani i pesymistyczni…”

    Dowiedzieliśmy się co mają młodzi ludzie, jacy są… A może warto zapytać, czego nie mają, czego nie dostali od starszego społeczeństwa (od rodziców), od Was… Dlaczego tacy są…?

    Myślę, że dobrze to obrazuje film „sala samobójców” – polecam, gdzie główny bohater mówi do swojej matki „ja chcę żebyś cierpiała”!
    Czego nie dostaliśmy – czego potrzebujemy – miłości…?!

    M.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>