Studiowanie przez posiedzenie

Rok akademicki na WZiE się zaczął, plany zajęć już okrzepły, a wędrówka ludów  na zajęciach – z grupy do grupy trwa – jak co roku o tej porze.… „ A dlaczego ja nie mogę chodzić z ta grupą?! Przecież są jeszcze dwa wolne miejsca na sali!” – to mój ulubiony argument. Na zajęcia przychodzi się posiedzieć – raz z tą grupą, raz z inną – no bo przecież praca, zajęcia dodatkowe, trzeci fakultet itp. Itd.

Nie jestem przeciwniczką ani pracy w trakcie studiów, ani uczęszczania na dodatkowe zajęcia – sama to robiłam, tylko dlaczego z tego powodu wykładowcy mają się godzić na prowadzenie zajęć w grupach 35 – 37 osobowych,  bo akurat ten termin  najbardziej odpowiada większości studentów i większość przychodzi właśnie na tę godzinę?. Przecież można przynieść jeszcze ze dwa krzesła do sali,ostatecznie przysiaść na parapecie, albo kolega podzieli się połówką krzesła,  otworzyć drzwi na korytarz dla powiększenia przestrzeni – co za problem? Przecież chodzi o to, aby studia przejść posiadując tu i ówdzie – w terminach dogodnych dla studentów, a nie zgodnych z logiką studiowania i zdrowym rozsądkiem.

Wątpliwości mam też do argumentu o drugim , trzecim fakultecie który się studiuje, bo przecież, żeby je  pogodzić, trzeba z niektórych zajęć zrezygnować, z innych wcześniej wyjść, a na inne jeszcze przyjść później o godzinę Ale o co chodzi? Przecież chodzi o to, aby studia przejść posiadując tu i ówdzie…

13 komentarzy nt. „Studiowanie przez posiedzenie

  1. Anonim

    Przesadza Pani niestety, potem ja – nomen omen absolwent WZiE który na Pani zajęciach przeniósł się z macierzystej grupy – wysłuchuje na rozmowach studentów bądź absolwentów którzy nie pracowali podczas studiowania bo śliski plan, zajęcia, koła naukowe itp. Rekruterzy – przynajmniej ci nowocześni tak jak ja – mają takie tłumaczenia gdzieś, bo skoro ja dałem radę, każdy też może, kto nie poradził sobie z jednoczesną pracą na studiach dziennych starszych latach, jest gorszym odstępstwem od obecnej normy
    więc po co utrudniać, jak jest krzesło – nic się nie stanie jak Pani takiego studenta jak ja parę lat temu wpuści, jeśli nie ma miejsc w sali – student nie ogarnął, jego problem, życie
    a wspominam Panią jako wykładowcę bezproblemowego dla zapracowanych studentów:)

    Odpowiedz
    1. Ewa Małgorzata Hope

      A może osiągnęłam stan masy krytycznej? Tak gwoli ścisłości, to przypominam: słownikowe „studiowanie” to gruntowne poznawanie, badanie. Gruntowne poznawanie w dusznej, przepełnionej sali?
      Ewa.Hope.

      Odpowiedz
  2. Adam Czarnecki

    Na szczęście na laboratoriach argumentem za nieposzerzaniem dyskretnym liczby studentów („jeśli zmieści się n studentów, to n+1 też się zmieści”) jest liczba stanowisk. Gorzej, jeśli już w oficjalnym podziale na grupy studentów przydziela się więcej, niż jest komputerów.

    Odpowiedz
  3. Anonim

    Chciałbym się odnieść do ostatniego akapitu, a w zasadzie do jego pierwszej, merytorycznej części. Nieprawdą jest, jakoby studiowanie więcej niż jednego kierunku oznaczało konieczność rezygnacji z zajęć, lub celowe ich skracanie w celu zdążenia na inne zajęcia. Dla niektórych, zmiana grupy jest faktycznie jedyną dostępną możliwością na ułożenie planu w taki sposób, aby zajęcia ze sobą nie kolidowały. Zrozumiałe jest, że może to Pani nie odpowiadać, jak również to, że mnóstwo ludzi stara się o zmianę grupy ćwiczeniowej z innych powodów, które Pani opisuje. Niestety jednak, Pani ocena i generalizacja jest dla faktycznie „potrzebujących” krzywdząca, co zastanawia o tyle, że potrafiła Pani nie uszanować nawet decyzji Pani Prodziekan ds. Kształcenia, która zezwala na takie właśnie wędrówki (IPS)…
    /Student WZiE, Krzysztof Stieler

    Odpowiedz
    1. Anonim

      Przypominam punkt pierwszy regulaminu WZiE w sprawie zasad ITS ” Indywidualny Program Kształcenia zapewnia dobór treści i form kształcenia dostosowany do zainteresowań naukowych studenta.” Rozumiem, że student chce jak najmniejszym kosztem przejść studia – tym bardziej dwa kierunki, natomiast rolą prowadzącego zajęcia jest niedopuszczanie do obniżania poziomu czy choćby komfortu prowadzenia zajęć. Jeśli grupa jest już liczna, argument studenta z ITS „ale przecież są jeszcze wolne miejsca” niewiele ma wspólnego z punktem pierwszym tegoż regulaminu
      Ewa Hope.

      Odpowiedz
      1. Anonim

        Nie mylę się, pisząc o IPS, zgodnie z brzmieniem regulaminu WZiE, do którego się Pani odwołuje „Indywidualny Plan Studiów uprawnia studenta do ustalenia z prowadzącym indywidualnych terminów i form realizacji obowiązków wynikających z planu studiów oraz szczegółowych zasad zaliczenia przedmiotu.” W tym przypadku, chodziło jedynie o przepisanie się do innej grupy, a nie o np. zamienne metody zaliczenia przedmiotu, czy inne, bardziej problematyczne praktyki.
        Regulamin, do którego się pani odniosła (http://www.zie.pg.gda.pl/zasady-indywidualnego-toku-studiow), wyraźnie rozróżnia IPS (o którym pisałem) oraz IPK, którego zasady przyznawania Pani zacytowała, stąd podtrzymuję moje wątpliwości, które wyraziłem w poprzednim poście.
        /Student WZiE, Krzysztof Stieler

        Odpowiedz
        1. Anonim

          Mea culpa, rzeczywiście zacytowałam regulamin IPS. Cieszę, się, że zacytował Pan odpowiedni fragment regulaminu ITS – zwracam uwagę na sformułowania „uprawnia studenta do ustalenia z prowadzącym indywidualnych terminów”, a to nie oznacza, ze student może stawiać prowadzącego pod ścianą i wymuszać zgodę na zaakceptowanie terminu zaproponowanego przez studenta. na zasadzie albo ten termin, albo żaden, a prowadzący musi się zgodzić na takie dictum. Prowadzącemu przecież ten regulamin nie zabrania zaproponowania innych terminów zająć – kierując się tez tak jak student wielkością sali i ilością na niej wolnych miejsc – prawda?
          Zapraszam na dyskusję z dziekanami na czacie, który odbędzie się w połowie listopada, może tez i wątpliwości co do zasad ITS – co kto może, a co kto musi będą mogły być wyjaśnione. u źródeł.
          Ewa Hope.

          Odpowiedz
          1. Anonim

            Pytanie do pani dr Hope:
            Czyli w przypadku gdy w sali są wolne miejsca, student o tym wie i podchodzi do Pani z prośbą o dołączenie do grupy, pani oraz każdy wykładowca akademicki ma prawo odmówić z uwagi na obniżenie poziomu lub brak komfortu prowadzenia zajęć? Już nawet nie mówię o ITS czy IPS, mam na myśli zwykłego studenta.
            Nie jest to pewien nonsens, może dr Leja się wypowie w tym temacie tutaj, bo takie wnioskowanie jest krzywdzące dla studentów
            ABsolwent

          2. Krzysztof Leja

            Wywołany do odpowiedzi przez ABsolwenta, nie wiem co prawda z jakiego tytułu, uważam, że możliwe są dwa warianty podziełu studentów na grupy: pierwszy-losowy, gdyż z takim najczęściej będziecie mieli Państwo do czynienia w tzw. życiu zawodowym i drugi wg alfabetu, czyli quasi -losowy. Z pewnością podział nie powinien odbywać się wg życzeń studentów, gdyż wszystkich nie da się uwzględnić. Natomiast co do dołączania studentów do grupy, jeśli przyjąć, że student ten (dodatkowy) jest przygotowany do zajęć, nie widzę przeszkód, aby odbył je INCYDENTALNIE z którąkolwiek grupą, jeśli ma gdzie usiąść. Jego głos w dyskusji może zainteresować pozostałych studentów i zajęcia staną się interaktywne, a przynajmniej studenci będą w centrum uwagi.
            Jeśli student ten nie jest przygotowany do zajęć, nie prezszkodzi, gdyż przyszedł posiedzieć, jak trafnie zauważa Pani Ewa Hope. Uważam, że odmawianie przyjęcia do grupy dla zasady jest niezasadne, chociaż zdaję sobie sprawę, że wielu wykładowców nie podziela mojej opinii.
            pozdrawiam
            Krzysztof Leja

          3. Ewa Małgorzata Hope

            Jestem wielką miłośniczką zasad, ponieważ szalenie ułatwiają nam życie i dokonywanie wyborów. Nie podzielam opinii kurczowego trzymania się zasad dla zasady – bo to jest dogmatyzm. Koncepcja dzielenia studentów na grupy równoliczne jest zdroworozsądkowa – bo chociaż w grupach małych zajęcia prowadzi się rewelacyjnie, to grupy duże, które powstałyby z racji dopuszczania istnienia grup małych – są idealne wyłącznie do prowadzenia wykładu, natomiast bardzo liczne grupy laboratoryjne, ćwiczeniowe, konwersatoryjne są zaprzeczeniem idei studiowania i nauczania w ogóle.
            A argument – „bo są jeszcze wolne miejsca” uważam w równym stopniu za nieracjonalny jak i uwłaczający godności studenta.
            Ps Przygotowanych studentów, którzy mają coś ciekawego do zaoferowania – nie tylko swoją fizyczną obecność zajmując miejsce w przestrzeni – przyjmuję na każde zajęcia w dowolnych ilościach. I tak się najczęściej składa, ze ci studenci chcąc uczestniczyć w zajęciach nie używają argumentu o wolnym miejscu…
            Ewa Hope.

          4. Krzysztof Leja

            Podzielam opinię, że grupy powinny być mniej więcej równoliczne, z tym, że obecne ich liczebność jest nieporozumieniem z punktu efektywności i jakości kształcenia. Nie trafia do mnie argument finansowy, gdyż on jest ogólnie mówiąc niepełny. Nauczyciele zainteresowani wyłącznie dydaktyką. a takich jest na uczelniach w mojej opinii ok. 50%, powinni zajmować stanowiska dydaktyczne, a nie naukowo-dydaktyczne. Studenci, którzy studiują przez posiedzenie, nie powinni w ogóle studiować. Nie stać na to nas (w tym rodziców studenta) jako podatników, nie ma to żadnego sensu z punktu widzenia doskonalenia jakości kształcenia.
            Błąd jest popełniany „na wejściu”. Uważam, że na studia powinno przyjmować się osoby, które uzyskały nie mniej niż 50% punktów z egzaminów maturalnych branych pod uwagę przy przyjmowanu na dany kierunek studiów. Może wtedy więcej studentów byłoby zainteresowanych studiowaniem a nie posiedzeniem i większa liczba nauczycieli koncentrowałaby się na doskonaleniu kształcenia. Dydaktyka pochłania 70-90% środków w polskich uczelniach. Nie będzie zatem niczym odkrywczym stwierdzenie, że uczelnie dydaktyką stoją, a przynajmniej stać powinny.
            Krzysztof Leja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code