Czytać, nie czytać – oto jest pytanie…

   Dziekan pesymistycznie nazwał książki „produktem schodzącym” . Fakt, czytelnictwo w Polsce dramatycznie spada . Najnowsze badania Biblioteki narodowej                                                                                                                                                          http://www.bn.org.pl/aktualnosci/230-z-czytelnictwem-nadal-zle—raport-z-badan-biblioteki-narodowej.html  budzą grozę – ” Aż 56% Polaków nie zagląda do żadnych książek, nawet kucharskich czy słowników. 46% nie czyta choćby krótszych tekstów, artykułów lub opowiadań.  Książek nie czytają nawet najlepiej wykształceni.”  Kontakt ze słowem pisanym zadeklarowało 44% badanych Polaków, a  wśród Czechów i  i Francuzów ten odsetek wynosi   odpowiednio 83 i 69%.

   Kiedyś posiadania książek w mieszkaniu – choćby w postaci atrapy [ można było kupić takowe na metry w sklepach meblowych, albo bardziej praktyczne – za taką atrapą książek składających się wyłącznie z okładek, był ukryty barek] – było nobilitujące. Dzisiaj modny stał się minimalizm, designerskie meble, a książki zniknęły  z mieszkań jako element choćby zdobniczy.

W Zakładzie Nauk Filozoficznych  zabraliśmy się właśnie za porządkowanie zbiorów po zmarłym z zeszłym roku koledze- Stefanie Zabiegliku. Grzebanie w cudzych książkach, przeglądanie ich, czytanie zapisków na marginesach książek,  to wchodzenie w cudzą intymność – bardzo trudne i często bolesne. Co wyrzucić, co komu przekazać – coś, co gromadzono latami, często z trudem i wysiłkiem, okazuje się mieć nikłą wartość dla innych.  Ale też jest i tak, że niektóre  pozycje  w tych zbiorach są odkryciem, gratką dla koneserów. Po śmierci  profesora Adama Synowieckiego rodzina przekazała księgozbiór naszemu wydziałowi  – będzie dalej służył pasjonatom książkowym. Fakt, gdyby te zbiory były na CD, mniej zajmowałyby miejsca… Ale o ile mniej przyjemne byloby ich czytanie!

    Ksiązka jako produkt schodzący? Nie taki schodzący jednak , nie, nie. Na rynku pojawiło się nowe czasopismo – "Książki. Magazyn do czytania" wyłącznie w wersji papierowej – czyli są odbiorcy, są czytelnicy. Ciekawe, że od lat tworzą się kluby czytelnicze – ludzie spotykają się, aby porozmawiać o książkach – sama znam takie w trójmieście co najmniej cztery {!!!}. Rewelacyjne spotkania, fascynujące, ciągnace się przez parę godzin  dyskusje. Na przeciwległym biegunie są ci, którzy nie czytają nic, albo tylko do trzech stron – bo więcej nie dadzą rady…

To, czy ktoś czyta  - nie tylko teksty internetowe – widać, słychać i czuć: na zajęciach  uczelnianych, w rozmowach, w sposobach zachowań i relacjach interpersonalnych.  Internet nam tego nie zastąpi – pomimo wielu, niezaprzeczalnych swoich zalet…

3 komentarzy nt. „Czytać, nie czytać – oto jest pytanie…

  1. Adam Czarnecki

    Niedawno otarłem się zawodowo o szeroko zakrojone badanie przeprowadzane wśród gimnazjalistów. Wziąłem do ręki na chybił trafił jeden z wypełnionych kwestionariuszy. Na pytania o posiadanie w domu komputera, odtwarzacza MP3, aparatu cyfrowego DVD, dostępu do Internetu, sieci bezprzewodowej, drukarki, skanera, własnego telefonu komórkowego wszędzie zaznaczone było „TAK”.
    Na „NIE” zaznaczył uczeń: dzieła klasyków polskiej literatury, zbiory poezji i dzieła sztuki (dla sprawiedliwości: zmywarka też była na „NIE”), a gdy padło pytanie „Ile książek znajduje się w Twoim domu?” młody respondent zaznaczył odpowiedź „0-10 książek”.
    Wiem, jeden obejrzany kwestionariusz to żadna próba badawcza, ale i tak napawa niepokojem o rosnące pokolenie (jakkolwiek utyskiwanie na młodzież jest równie stara jak cywilizacja).

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    1. Ewa Małgorzata Hope

      Nieczytająca młodzież to niestety fakt, chociaż takie narzekanie na młodsze pokolenie to rzeczywiście chyba nieodłączna cecha starszego pokolenia… Co zrobić, aby czytali? Wydawcy prześcigają się w pomysłowości wydawniczej, takich „interaktywnych” książek nigdy nie było – zdjęcia, zakładki, tajemne schowki w książkach, różnorodny papier w jednym egzemplarzu, zapachy, czyli oddziaływanie na wszystkie zmysły. Właśnie kupiłam „Dajcie im popływać” Yvon Chouinard – o właścicielu słynnej firmy Patagonia – to właśnie takie cacko wydawnicze – pełne zdjęć jako zakładek, rozkładanych ilustracji, nietypowy format. Czy jest to sposób na przyciągnięcie czytelników, dla których jednolity, gęsty tekst na kilkuset stronach jest nie do przełknięcia?

      Odpowiedz
      1. Adam Czarnecki

        Można i tak:
        http://www.youtube.com/watch?v=gew68Qj5kxw

        Tylko czy wtedy forma nie przytłacza treści? Czytelnik w pewnym wieku (umownie określmy go na moment, gdy jedna cyfra do jego zapisu nie wystarcza) powinien potraktować te wydawnicze wodotryski (ilustracje, zapachy, zmienną fakturę papieru itp.) jako atrakcyjny dodatek do słowa drukowanego. Natomiast wystawienie tych „ozdobników” jako przynęty może grozić tym, że jedynymi otwartymi stronami będą te, gdzie umieszczono owe gadżety.

        Rozwija się rynek audioksiążek, ale i tu można się zastanawiać, czy to po prostu mniejsze zło na skali między czytaniem a nieczytaniem w ogóle. Ta forma ma jednak swoje zasługi, głównie dla osób nie(do)wiedzących czy kierowców stojących (a właściwie siedzących) w korkach.

        Wydaje się, że obecnie zanika atrakcyjność książki zarówno jako swoistej rozrywki (mniej lub bardziej intelektualnej) czy źródła potrzebnej wiedzy (w końcu prawie wszystko „wie” Google). I, chcąc nie chcąc, czytanie książek stanie się zajęciem równie elitarnym (czyt. „rzadkim”) jak kontakt z noszonymi tym samym medium wierszami, co opisała Wisława Szymborska w „Niektórzy lubią poezję”.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>