Widz docelowy

 

W weekendowym wydaniu „Gazety Wyborczej” ciekawy wywiad z prof. Witoldem Orłowskim na temat polskiej piłki nożnej jako biznesu.
Profesor słusznie zauważa, że pieniądze można zarabiać na prowadzeniu działalności na najwyższym poziomie (sportowym i gospodarczym) tak jak np. Real Madryt, Barcelona, Bayern, albo mieć mały biznes – kiepska gra, mało widzów, niskie koszty, kogoś tanio kupić i trochę drożej sprzedać. Mówił to, przy okazji pytania o przyszłe wykorzystanie nowych stadionów.
Będziemy mieli świetną infrastrukturę. Kto będzie na mecze przychodził? Nie tylko mizerny poziom gry jest powodem pustek na trybunach (z małymi wyjątkami). To ciągłe podejrzenia o korupcję i ustawianie meczów, które wciąż są żywe. To także, a może przede wszystkim, problem bezpieczeństwa widzów. Kluby, zdaniem Orłowskiego (które ja w pełni podzielam) nie są zainteresowane rozszerzeniem grupy docelowej, z której rekrutują się widzowie. Wolą stawiać na pewnych klientów. Co z tego, że ordynarni, chamscy, stanowiący zagrożenie nie tylko dla innych przypadkowych widzów, ale także dla wszystkich, którzy znajdą się w ich zasięgu w drodze na lub ze stadionu. Kluby tolerują kibolstwo, bo dochody czerpią z czego innego. Telewizje dają pieniądze za transmisje, bez względu na poziom sportowy. Tak, media odpowiadają za sprzedawanie publice spektakli mizernych i nie mających wiele wspólnego z ideą sportu. Ale to głównie kluby nie widzą potrzeby przyciągnięcia na trybuny całych rodzin: kobiet, dzieciaków i innych, ktorzy nie chcą wysłuchiwać przez półtorej godziny rynsztokowego języka.
Kluby (ich właściciele) żyją też z handlu żywym towarem. Tyle tylko, że nie jest to biznes, który można porównać z rynkiem szlachetnych ras koni. To raczej coś podobnego do gminnego targu, gdzie handluje się końmi pociągowymi  i innymi zwierzaki codziennego użytku. I tu i tu można zarobić. Jak w znanym dowcipie: Mąż wraca do domu i chwali się żonie, że sprzedał ich psa za 100 000 złotych. Żona mówi: cudownie, ale gdzie te pieniądze. Nie ma pieniędzy odpowiada małżonek. Dostałem dwa koty po 50 000 zł za sztukę. A jeśli uda się potem zamienić owe koty na trzy króliki po 35 000 zł, jesteśmy do przodu. Tak wygląda rynek piłkarski w Polsce.
To ciągle zabawa niewielkiego kręgu osób – działaczy, zawodników, trenerów, garstek kibiców. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby bawili się za swoje pieniądze. Niestety, tak nie jest. W futbol ładują środki nie tylko prywatne firmy, jak Comarch, ale także państwowe przedsiębiorstwa jak PGE, KGHM… Co więcej, to podatnicy płacą za to, że w dniu spotkań siły porządkowe są mobilizowane jak na wojnę. Zamykane są ulice, ograniczona jest swoboda poruszania się Bogu ducha winnych obywateli. To jest paranoja. Piłka nożna, w wydaniu pseudo-zawodowym, a nawet – zawodowym, to nie jest dobro publiczne, za które płacimy wszyscy.
Jeśli nie potrafimy u nas zrobić z piłki rzetelnego prywatnego biznesu, to z całą pewnością nie przeznaczajmy na utrzymywanie jej przy życiu publicznych środków.
Nic się nie zmieni, jeżeli kluby i PZPN nie okiełznają chuligaństwa, bo bez tego zwiększenie frekwencji na trybunach się nie uda. A piękne stadiony? Będą obumierać opuszczone.
Piotr Dominiak

4 komentarzy nt. „Widz docelowy

  1. Anonim

    Radziłbym spojrzeć jak wyglądają statystki ‚zadym’ na stadionach na przestrzeni lat. Stadiony stały się bezpieczne. Ludzie ograniczeni telewizja myślą poprzez pryzmat zamieszek w Bydgoszczy. Przeciętny Kowalski nie wie jak wygląda normalny mecz i prawdziwy doping lub oprawa meczowa. Jako osoba zainteresowana sportem wiem jak wielką przewagę daje własne boisko i doping na nim, dlatego też kluby wolą 5tys. fanatycznych kibiców niż 10tys. rodzin z dziećmi. Wszak w grę wchodzą pieniądze, a więc każda pomoc w drodze do wygranej jest pożądana.

    Student

    Odpowiedz
    1. Anonim

      Tak, wspierajmy fanatycznych kibiców, którzy nierzadko są z rynsztoka, przeklinają, są bezkarni itd., itp. a społeczeństwo niech wyrasta w tym duchu – liczy się tylko kasa! Wzorowy model wychowania nowoczesnego społeczeństwa.

      Obecne mecze są bardziej uciążliwością dla mieszkańców, niż rodzajem święta w mieście. Pijanych, głośnych i wulgarnych kibiców (rodzimych i przyjezdnych) już nie będę opisywać.

      Piłka nożna to biznes grupy interesu, telewizji i sponsorów. Poziom jest gorszy niż w krajach 3-go
      Świata…

      Odpowiedz
    2. Piotr Dominiak

      Ja bardzo lubię sport. I często chodzę na mecze. Ale nie na piłkę nożną. Na siatkówkę, koszykówkę, hokej, żużel. Na piłkę kiedyś. Pamiętam, jak w 19070 lub w 1971 roku byłem na meczu Legii z Górnikiem Zabrze na Łazienkowskiej. To były wtedy kluby z europejskiej czołówki. I pierwszy raz spotkałem się z rzucaniem kamieniami w kibiców drużyny przeciwnej (nie było wtedy wydzielanych sektorów). Przypadkiem siadłem obok kibiców z Zabrza. To był szok. Ale w porównaniu do dzisiejszych zachowań to był Wersal.
      Zupelnie nie podzielam Pana poglądu. Dla mnie sport jest jak najdalszy od fanatyzmu. To pewnie kwestia różnic w pojmowaniu idei rywalizacji. Pana poglądy dominują teraz wśród ludzi chodzących na mecze. I dlatego publiki jest tak dramatycznie mało.
      Nie każda pomoc w drodze do wygranej jest pożądana. Bo to niejest walka o życie. To tylko sport. Również i biznes. Ale i w biznesie nie wszystkie środki są akceptowane. Np. antyreklama, czarny PR itd. itp.
      A przy okazji proszę też spojrzeć choćby na wpisy na blogu Dziennika Bałtyckiego po meczu Lechia – Lech.
      Piotr Dominiak

      Odpowiedz
      1. Anonim

        Problem fanatyzmu podsycają media, które mówią o „świętej wojnie” pomiędzy drużynami oraz kiedy są tzw. „derby”. Fanatyzm sportowy nie jest czymś złym, jeśli nie wyrządza szkody innym. Takie zjawisko występuje w siatkówce, koszykówce czy już była Małyszomania. Niestety, fanatyzm piłkarski jest okrutny i krwawy dla fanatyków innej drużyny, tylko dlatego że kibice noszą szalik z innymi kolorami… Media lubią krew:)

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

AlphaOmega Captcha Classica  –  Enter Security Code
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>